Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
W śniegu i po śniegu - Krzysztofa Burnetki zimowy styl życia, czyli góry, narty, deska… i cała reszta W śniegu i po śniegu - Krzysztofa Burnetki zimowy styl życia, czyli góry, narty, deska… i cała reszta W śniegu i po śniegu - Krzysztofa Burnetki zimowy styl życia, czyli góry, narty, deska… i cała reszta

5.04.2014
sobota

Kitz dla Polaków

5 kwietnia 2014, sobota,

Kitzbühel to Die Streif, najsłynniejsza wciąż trasa zjazdowa alpejskiego Pucharu Świata. Ale też jeden z topowych ośrodków narciarskich świata, który ostatnio próbuje przyciągnąć także gości z Polski. Niekoniecznie tylko tych z wypchanym portfelem. Symbolem tej strategii ma być „polski” wagonik w słynnej ze swych technologicznych osiągów gondoli 3S.

„Polska” gondola kolejki 3S w Kitzbühel
Alpy Kitzbühelskie to 170 kilometrów nartostrad – zawsze świetnie przygotowanych, i to nie tylko dzięki 820 armatkom do sztucznego naśnieżania, lecz też trawiastemu podłożu i specyficznemu układowi okolicznych masywów górskich, który zapewnia korzystną zwykle sekwencję opadów. Rezultatem tych ostatnich są również hektary powierzchni do jazdy terenowej – nawet w tak niesprzyjającym sezonie, jak obecny (przekonałem się o tym w styczniu i tu opisałem: „Kitz czeka na Streif”, 16 stycznia b.r. oraz „Kitz górą”, 28 stycznia 2014 r.).

Kitz to oczywiście także, a dla wielu przede wszystkim, legendarna Die Streif z Hahnenkamm – uchodzący za najtrudniejszą trasę biegu zjazdowego na świecie. I przynoszącą wielkie zyski dla miasteczka.

Lata całe Kitzbühel uchodziło – słusznie – za bodaj najdroższy (a tym samym najbardziej snobistyczny) ośrodek zimowy Austrii. Ceny działek wciąż są tu wyższe niż w Wiedniu, a i za nocleg – zwłaszcza w hotelach samego miasteczka – trzeba było płacić dużo więcej niż wszędzie indziej.

Szczęśliwie kilka lat temu menedżerowie tamtejszych kolei linowych (największych w całej Austrii) zasugerowali władzom miasteczka radykalną zmianę strategii. Przekonywali, że owszem, kurort powinien zachować wynikającą ze 120-letniej tradycji klasę, ale nie oznacza to, że jego oferta ma być skierowana tylko do najbogatszych narciarzy. Jej rozszerzenie przyniesie dodatkowe zyski, podczas gdy ograniczenie się do dotychczasowej klienteli może grozić nawet upadkiem stacji – dowodzili. Nie było łatwo…– opowiadała mi w styczniu Angelika Wilk z Kitzbüheler Bergbahnen. Opór stawiali głównie najstarsi –  najzamożniejsi i najbardziej wpływowi – rezydenci Kitz. Z kilkoma  z nich zwolennicy rewolucji musieli prowadzić nawet indywidualne rozmowy! W końcu się udało: gmina zdecydowała się otworzyć na nowych gości.

Oznaczało to konieczność współpracy z okolicznymi dolinami i serię inwestycji: szło o to, by z  miejsc, gdzie noclegi są tańsze można było dostać się wyciągami (a tylko w ostateczności skibusami) w każde praktycznie miejsce regionu. Udało się – prócz umiejętności dogadywania się we wspólnym interesie, woje zrobiła także specyficzna konfiguracja tamtejszych masywów górskich. W efekcie można teraz jeździć na nartach począwszy od zacisznych wiosek Kirchberg i Aschau przez samo Kitzbühel po znowu klimatyczne Jochberg i wreszcie zupełnie już malutką osadę Hollersbach.

Prócz przełomu mentalnego potrzebny był też technologiczny – w postaci, prócz mnóstwa tradycyjnych wyciągów, wspomnianej gondoli 3S. Łączy ona granie Pengelstein i Wurzhöhe, w ciągu 9 minut pokonuje 3642 metrów (w pewnym miejscu wisząc 400 metrów nad ziemią). Inwestycja pochłonęła 13, 5 mln euro.

I właśnie jedna z dziewiętnastu kabin 3S (każda kosztowała 100 tys. euro) pomalowana zostanie teraz na złoty kolor i ozdobiona nazwiskiem zwycięzców konkursu rozpisanego w ramach kampanii promującej region przez Kitzbüheler Bergbahnen, a skierowanego do gości z Polski. Organizatorów zaskoczyło już to, że w zabawie wzięło udział ponad 1400 osób. Prócz nagrody głównej – w postaci uwiecznienia na gondoli – wśród uczestników rozlosowano pięć narciarskich urlopów i kilkadziesiąt skipassów.

Skądinąd w podobny sposób honorowani są także twórcy narciarskiej tradycji Kitz oraz zwycięzcy odbywających się tam zawodów – tyle że ich nazwiska widnieją na gondoli wywożącej narciarzy z samego miasteczka na Hahnenkamm. Oczywiście związany jest z tym spory kłopot, bo przecież liczba wagoników jest ograniczona (tymczasowo wybrnięto z niego, przenosząc nazwiska twórców miejscowych kolei na tablicę pamiątkową wmurowaną w honorowym miejscu na dolnej stacji gondoli).

Tak czy tak, gest wobec polskich gości jest symbolem: oto stacja narciarska, którą kolejny już raz największy portal zajmujący się testowaniem terenów narciarskich Skiresort.de uznał za najlepszą na świecie (przyznając jej aż 4,8 gwiazdki na pięć możliwych), wyróżnia gości z Polski. A przecież odwiedza ją w sezonie ok. 1,6 miliona innych narciarzy!

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop
css.php