Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
W śniegu i po śniegu - Krzysztofa Burnetki zimowy styl życia, czyli góry, narty, deska… i cała reszta W śniegu i po śniegu - Krzysztofa Burnetki zimowy styl życia, czyli góry, narty, deska… i cała reszta W śniegu i po śniegu - Krzysztofa Burnetki zimowy styl życia, czyli góry, narty, deska… i cała reszta

7.03.2012
środa

Na saneczkach po Kronplatzu

7 marca 2012, środa,

Böckl to drewniane siedzisko z dwoma uchwytami na ręce po bokach, osadzone na płozie zrobionej z przedniej części narty. Początkowo jazda na takich sankach? nartach? bobsleju? sanko-nartach? wygląda na niemożliwą. Po chwili jednak okazuje się przednią zabawą. Spróbowałem jej w okolicach południowotyrolskiego Kronplatz/Plan de Corones. Nic dziwnego, że mieszkańcy doliny Pustertal/Val Pusteria jeżdżą na böckl od dziesiątków lat.

Z podobnym wynalazkiem spotkałem się już w Savognin w szwajcarskiej Gryzonii (por. nota „Dziwne zjazdy“ w zakładce „Odkryj Szwajcarię“ na stronie „Polityki“). Tam nazywano go z angielska „skifox“, ale była też różnica konstrukcyjna: otóż w wersji szwajcarskiej zjeżdżający ma na nogach dodatkowe mini nartki, podczas gdy w wariancie południowotyrolskim do sterowania i hamowania używa się zwykłych butów (miejscowi ostrzegają tylko, by hamować całą powierzchnią podeszwy, nie zaś samą tylko piętą).

Naturalnie mistrzowie manewrują böckl także poprzez balans ciała. Ideałem jest zresztą, by nogi spoczywały na płozie, a böckl skręcały jedynie dzięki umiejętnemu przechylaniu sylwetki zjeżdżającego. Znaczenie ma też rodzaj narty, z której zrobiono płozę: im jest ona szersza, tym lepsza – bo nie tylko stabilniejsza, ale i szybsza.

Na böckl można jeździć po przygotowanych trasach – wtedy, by dotrzeć na miejsce startu, używa się wyciągów. Szczególną atrakcją są nocne rajdy po oświetlanej wieczorami trasie przy gondoli Korer nieopodal Bruneck/Brenico, największego miasteczka doliny. Najlepsi startują nawet w slalomach, rozgrywanych od trzech lat z inicjatywy kilku miejscowych pasjonatów zrzeszonych w klubie „Die Geilen Böcke” (jeżdżą oni nawet na böckl w… tandemach).

Slalom na böckl podczas zawodów Die Geilen Böcke

Można też spróbować, jak sprawują się böckl w leśnych przecinkach. A wtedy najlepiej podejść w jakieś ustronne miejsce na śnieżnych rakietach z przytroczonymi do plecaka böckl (ważą nie więcej niż 10 kilogramów) i po chwili odpoczynku ruszyć w dół. Sam tak zrobiłem – i było warto zarówno ze względu na piękno wędrówki na rakietach, jak na emocje, które niesie taki leśny zjazd na böckl!

Ale oczywiście głównym magnesem doliny jest Kronplatz/Plan de Corones, czyli 114 km tras narciarskich (najwyższy dostępny punkt to 2275 m n.p.m.). Obsługują je 32 nowoczesne wyciągi – z których największe wrażenie robią szybkie i wygodne gondolki. Są dowodem odważnej strategii menedżerów ośrodka, o której już tu wspominałem („Dużo luźniej na Kronplatzu”, 4 listopada ub.roku) Przypomnijmy więc tylko pokrótce: w tym sezonie stacja zdecydowała się… zmniejszyć pojemność swoich gondolek (przykładowo, miast 12 osób zabierają one tylko 8), zwiększając jednak równocześnie ich prędkość. W efekcie goście wyjeżdżają na górę w bardziej komfortowych warunkach, zaś tzw. przepustowość pozostała równie wysoka, jak dotąd (a w przypadku gondoli na Col Toron nawet wzrosła).

Stacja chwali się też, że pod względem infrastruktury zaśnieżającej jest jedną z najnowocześniejszych na świecie! Dość powiedzieć, że żadna spośród działających tu 264 armatek dośnieżających nie ma więcej niż 6 lat. Faktycznie: choć wokół śnieg topniał w zastraszającym tempie (temperatura w cieniu sięgała plus 15 stopni), na trasach Kronplatz/Plan de Corones dało się jeździć. Na szczęście zresztą w poniedziałek na górze temperatura spadła już poniżej zera i zaczęło mocno sypać.

Zapewne więc na Kronplatz/Plan de Corones da się jeździć – jak planowano – do połowy kwietnia.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 9

Dodaj komentarz »
  1. Panie Krzysztofie,
    taki rodzaj pojazdu należy do rodziny „skibobów” aczkolwiek w wersji bardzo uproszczonej. Można wykonać go samemu, najlepiej z narty carvingowej, a siodełko może być nawet ze starego harleya 😉
    Pisał Pan o „dziwnych zjazdach” w Szwajcarii i interesujących trasach saneczkowych np. tej z First przez Faulhorn i Bussalp do Grindelwaldu. Kto w okolicach Grindelwaldu jeździł na sankach albo nartach, tego uwadze nie powinny ujść osoby na bardzo oryginalnym pojeździe, jakim jest Velogemel, który w ubiegłym roku obchodził swoje 100-lecie. Do dziś jeżdżą na nim listonosze doręczający pocztę do domów rozsianych po zboczach nad wsią. No i różni amatorzy.
    Böckl jest wynalazkiem nieco młodszym, ostatnio widuje się go również na szwajcarskich trasach saneczkowych.
    Nazwa oznacza „koziołek”, zdrobnienie od „Bock” = kozioł ( samiec kozy, siedzisko kierującego pojazdem zaprzęgowym, przyrząd gimnastyczny, stojak do piłowania) Wszystkie się kojarzą 🙂

  2. Mój Böckl był zrobiony na bazie freeride’owej narty K2. Sprawował się świetnie – oby tylko zjeżdżacz miał więcej szaleństwa w sobie :).
    Tak czy tak tego rodzaju zabawy – tradycje! – są super! W Polsce też jest ich przecież sporo, prawda?

  3. Tego to tak dokładnie nie wiem, ale pamiętam z dzieciństwa moje zjazdy na jednej, strasznie długiej narcie, w kucki 😉
    Długie trasy saneczkowe, takie z deniwelacją co najmniej 500 m to jest to!

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Za moich mlodych czasow – rocznik 50 – zjezdzalo sie z gorki, na zrobionych w domu – bobslejach – Byla to waska deska, mniej wiecej dlugosci polowy ciala – sportowca – zaopatrzona od spodu w lyzwy , przykrecone srubami na stale. Z przodu deski, zamocowana byla jedna sruba z amortyzujaca sprezyna, poprzeczna listwa z dwoma lyzwami na jej obu koncach. Ta listwa sterowalo sie pojazdem, jak kierownica roweru. Na oblodzonych stokach miejskich i podmimiejskich pagorkow, mozna bylo osiagac zawrotne szybkosci i miec pelna kontrole nad pojazdem. Nie mozna bylo jedynie sie zatrzymac. Gnalo sie do plaskiego, az sila grawitacji przestawala dzialac. Jak kto nie mial – bobslei – to jechal poprostu na butach i na butach tez sie wspaniale jechalo po lodowych sciezkach. Piekne czasy, ten artykul mi je przypomnial. Pozdrawiam wszystkich – zjezdzaczy – JB.

  6. Na przełomie lat siedemdziesiatych / osiemdziesiątych na Czantorii można było spotkać sportowców z miejscowego klubu zjeżdżających na ski-bobach. Mieli nawet dosyc spore osiągnięcia w Europie. Dlaczego ten sport upadł, nie wiem, moze dlatego że nie był „olimpijski”, lub nie był uprawiany w Zakopanem.
    Pozdrawiam wszystkich.

    Ski-bob to taka narta z kierownica. zjeżdżacz na nogach mial chyba nartki.

  7. Zaczęło się w 1892
    Na przełomie lutego i marca w Austrii (Hinterstoder) odbyły się mistrzostwa świata w jeździe na ski-bobach.
    Medale (alfabetycznie):
    Austria — 32 złote, 25 srebrnych, 22 brązowe
    Brazylia –1 złoty, 6 srebrnych, 1 brązowy
    Czechy — 14, 7, 7
    GB — 1 brązowy
    Niemcy — 1, 5, 7
    POLSKA — 2 brązowe
    Szwajcaria — 4, 3, 7

  8. Swoją drogą: „Die geilen Böcke” możnaby tłumaczyć jako „odjazdowe koziołki” albo … „napalone capy” . Myślę, że dwuznaczność zamierzona ;-).

    Trochę podobne sanki mają również w Tyrolu, w rejonie Hall-Wattens – można wypożyczyć i pozjeżdżać z Glungezera k. Tulfes. Jazda na takich niby-sankach nazywa się „Klumpern”

  9. Magdo, 😀
    Prekursorzy bobslejów 😉

css.php