Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
W śniegu i po śniegu - Krzysztofa Burnetki zimowy styl życia, czyli góry, narty, deska… i cała reszta W śniegu i po śniegu - Krzysztofa Burnetki zimowy styl życia, czyli góry, narty, deska… i cała reszta W śniegu i po śniegu - Krzysztofa Burnetki zimowy styl życia, czyli góry, narty, deska… i cała reszta

27.07.2015
poniedziałek

Olek Ostrowski został w górach

27 lipca 2015, poniedziałek,

Spod Gasherbrum dotarła wiadomość o zakończeniu poszukiwań Olka Ostrowskiego.
Akcja trwała dwa dni, ale prawdopodobnie nie udało się znaleźć żadnych śladów zaginionego, a pogoda zaczęła się pogarszać.

Gasherbrum II

Gasherbrum II

Przypomnijmy:

Olek Ostrowski – wraz z Piotrem Śniegórskim – próbował zdobyć szczyt Gasherbrum II (8035 m n.p.m.) i potem zjechać z niego na nartach. W zeszłym roku taki wyczyn udał mu się na innym ośmiotysięczniku – Cho Oyu (8201 m n.p.m.). Tym razem wobec złej pogody po 12 godzinach wspinaczki ekspedycja przerwała atak. Wracali z wysokości ok. 7600 m n.p.m. Olek zaginął w niedzielę rano, kiedy zjeżdżał na nartach z obozu II w kierunku bazy.

Szczegóły tragedii, przynajmniej niektóre, poznamy zapewne po powrocie z Karakorum towarzysza Olka oraz Andrzeja Bargiela, Dariusza Załuskiego (więcej tutaj) i Kingi Baranowskiej, którzy brali udział w operacji ratunkowej. Wtedy też będzie można uczciwie przeanalizować jej przyczyny.

O Olku, skromnym i nieśmiało uśmiechniętym 27-latku z Bieszczad, wiele mówi wywiad, którego po wyprawie na Czo Oyu udzielił pismu „Ski Magazyn”. Oto fragmenty tej rozmowy:

SKI: – Zdobyłeś szczyt i co wtedy? Jakie pierwsze uczucie? Jakie myśli w głowie?
Olek: – „Co ja tu robię?” (śmiech). (…) Sam wierzchołek jest na tyle upragniony, że człowiek się cieszy z tego powodu, że już nie musi iść dalej tak naprawdę. (…) W narciarstwie wysokogórskim zdobycie szczytu do dopiero dotarcie do punktu startowego zabawy. Zmęczenie jest spore, a chwilowa radość musi zostać zastąpiona wyostrzoną koncentracją, gdyż trzeba jeszcze zjechać. Duża, spełniona radość przychodzi po zejściu do bazy, a jeszcze większa po powrocie do domu.

(…)

Ustanowiłeś rekord, gdyż, jako pierwszy Polak zjechałeś na nartach z Cho Oyu. Pobiłeś również polski rekord w wysokości zjazdu na nartach. Czy rekord, ten formalny zapis jest dla ciebie ważną kwestią, jak do tego podchodzisz?
Osobiście w ogóle nie podchodziłem do całej swojej wyprawy jak do bicia rekordu. Możliwość jego pobicia wyszła podczas realizacji całego przedsięwzięcia, gdyż sam termin zwraca na siebie uwagę. Liczyłem na to, że będzie to dobry wabik dla potencjalnego sponsora, ale i tak nic z tego nie wyszło. Nie jechałem tam, ani nie wybrałem tej góry, dlatego, że ma taką a nie inną wysokość, żeby za wszelką cenę pobić ten rekord. Całą akcja wyszła przy okazji. Moim wielkim marzeniem od dawna było pojechać w Himalaje, marzenie to spełniłem i to jeszcze z nartami.

Z pewnością wielu narciarzy będzie chciało wykonywać podobne wyczyny, być może nawet solowo. Jakie mógłbyś dać trzy rady dla kogoś, kto chciałby coś podobnego zaplanować i wykonać? Niekoniecznie na ośmiotysięczniku.
Przede wszystkim duża motywacja. Wiara we własne możliwości organizacyjne, mentalne i fizyczne. Ciężki trening przed samą wyprawą oraz dużo szczęścia. Jest wiele zmiennych, które mogą zadecydować, że taka wyprawa nie dojdzie do skutku albo skończy się niepowodzeniem. Zaczynając od pogody, poprzez samopoczucie, a kończąc na zdarzeniach przypadkowych.

(Całość w „Ski Magazyn” nr 68 z jesieni ubiegłego roku).

Olek Ostrowski został w górach.Olek 11751873_994191333935035_1862016794682064949_n

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 17

Dodaj komentarz »
  1. Pisałem już o Olku w poprzednim wpisie, ale był tak fajnym facetem, że i tym razem chcę dać świadectwo, że nie pozostawiał ludzi na swojej drodze, w stosunku do siebie, obojętnych. Tak jak na powyższym zdjęciu widać był zazwyczaj pogodny, dowcipkujący, wesoły. Fantastycznie i pewnie jeździł na nartach. Równie skutecznie potrafił tej umiejętności nauczać. Z czego chyba czerpał fundusze na swoją ostatnią pasję – zjazdów w górach najwyższych. Tak jak napisał powyżej gospodarz i co wyraźnie odczuwa się w udzielonym przez Olka wywiadzie, był człowiekiem niezwykle wprost skromnym, a przy tym ciepłym i sympatycznym. W swoich wszelkich z nim kontaktach narciarskich nie widziałem, żeby choć raz łapał równowagę, potknął się lub wywrócił. Szkoda, że musiało stać się to tam, gdzie był tak bardzo samotny w swoim szoku, przerażeniu, ostatnich myślach, zimnie… . Byłem z nim umówiony w tym roku na jazdę na tyczkach. Mieliśmy się zdzwonić, a jest mi strasznie przykro, że nie zobaczę już tej uśmiechniętej, życzliwej bieszczadzkiej facjaty. Myślmy o nim dobrze i z szacunkiem, bo na to zasługiwał.

  2. A jednak nie błąd, a „zdarzenie przypadkowe”!
    Podano w wiadomościach, że swiadkowie widzieli jak do szczeliny lodowca spycha Olka lawina.

    Cześć Twojej pamięci Olku!
    Będziesz długo żył w narciarskich opowieściach!

  3. Szkoda że zginał taki młody i ambitny człowiek. Powód – dla mnie bezsens, dla Niego sens życia. Kondolencje.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Celebryta Bargiel już się wymądrza.
    On by Olka uratował, tylko źli Pakistańczycy mu nie pozwoli.
    http://off.sport.pl/off/1,111379,18442012,olek-ostrowski-zostal-pod-gaszerbrumem-ii-bargiel-wstyd-mi.html#MT

  6. Bardzo to jest przykre. Wyrazy wspolczucia dla bliskich.

  7. Panie Andrzeju, tak się składa, że to Jędrek Bargiel tuż po zejściu z Broad Peak – wyprawie, przyzna Pan chyba, zapewne mocno wyczerpującej – ruszył pod Gasherbrum na pomoc Olkowi. Już ten bardzo ludzki – i nawiązujący do najlepszych tradycji gór – odruch nie pozwala traktować go jako celebrytę.

  8. W żadnym artykule nie znalazłem niczego o używaniu nadajników-lokatorów albo chociaż pasywnych reflektorów sygnałów radiowych. Czy one są takie drogie, że mało kto może sobie na nie pozwolić? A może są za ciężkie (bateria?) aby je na himalajskie szczyty ciągać? Może wreszcie ich zasięg jest za mały i z lodowej szczeliny nie ma łączności? Nie ma pojęcia tylko nadzieję, że musi być jakiś sposób ułatwiania ratownikom zadania.

  9. W 1996 dwie grupy wspinaly sie na Everest. Jedna grupa kierowal Rob Hall z Nowej Zelandii, druga Scott Fischer z Seattle. Obaj byli bardzo utalentowanymi przewodnikami wspinaczek na Everest. Obaj zgineli tego pamietnego dnia w 1996 roku.

    Jeden z uczestnikow tej wyprawy Beck Weathers w programie “Storm over Everest” powiedzil nastepujace slowa, ktora brzmia jak echo.

    „Everybody always says that the definition of character is what you do when nobody’s looking. And when we were up there, we didn’t think anybody was looking, and so everybody did pretty much what their inner person, the real them, the exposed them, would do. And some individuals come out of that, I think, justly proud of their actions. Others would probably never want anybody to know.”

    Na youtube mozna obejrzec caly program „Storm over Everest”. Jest to 2 godzinna rozmowa z niektorymi uczestnikami tragicznej wyprawy w 1996. (w jezyku angielskim)

    https://www.youtube.com/watch?v=gzF2zhPE8hM

    Jon Krakauer byl czestnikiem tej wspinaczki i opisal to w ksiazce “Into thin air”.

  10. Tu jest transkrypt programu „Storm over Everest”. Transkrypt jest rowniez po angielsku.

    http://www.pbs.org/wgbh/pages/frontline/everest/etc/script.html

  11. A jakby ktoś chciał o tym poczytać po polsku to opisuje to o John Krakauer we „Wszystko za Everest” – znakomita rzecz! Bardzo polecam!

  12. Panie Krzysztofie.
    Pamięta Pan Jego słowa chyba z przed dwóch lat, kiedy po wygraniu biegu na jakiś kaukaski szczyt, z nowym rekordem tej góry, powiedział ośmieszające słowa o poprzednim rekordziście.
    Poza tym, chyba miejscowi Pakistańczycy lepiej wiedzą, czy można działać w danej chwili w górach , czy nie.
    Ja widzę przepaść pomiędzy nim, a Olkiem Ostrowskim.
    Pan Go zna osobiście, ja tylko z mediów, może se mylę.

  13. Mnie tez dziwi dlaczego alpiniści nie biorą z soba GPS lokalizatorów. Durni, skąpi czy coś innego?

  14. Niekoniecznie GPS. Ze szczeliny może nie być widać żadnego satelity.
    Ale muszą przecież istnieć tradycyjne nadajniki radiowe, które można namierzać. O ile inni uczestnicy mają sprzęt do namierzania.

  15. Observer, zza kałuży.
    Panowie, czy któryś z Was widział na własne oczy szczeliny w lodowcu ?
    Czy któryś z Was odważy sie wejść do szczeliny głębokiej na 50 m, mając nad głową zwały lodu śniegu, które mogą w każdej chwili spaść, czy wecie, że pod ta szczelina może być strumień, jeziorko ?
    Czy któryś z Was zdaje sobie sprawę, że w wysokich górach, albo sie przeżywa, albo się ginie ?

  16. @andrzej52 1 sierpnia o godz. 8:03 234939
    Oczywiście, że nie, nie, tak (zdjęcia w National Geographic)
    „Czy któryś z Was zdaje sobie sprawę, że w wysokich górach, albo sie przeżywa, albo się ginie ?”
    Ale z twojego linku wynika, że człowiek, który ma doświadczenie chciał ratować tylko były trudności właśnie z szybką lokalizacją. Bo potem Pakistańczycy zabronili. Ja to tak zrozumiałem, że on (i być może inni) byli zdolni zjechać do takiej szczeliny.

  17. zza kałuży
    1 sierpnia o godz. 10:10 234940
    wieczorem prześlę Tobie filmy z yutube na temat ratowania ze szczelin.

  18. Dla mnie to są bezsensowne wyczyny. Dobrze, że chociaż niektóre kończą się śmiercią. Najpiękniejsze są te skrawki matki-Ziemi, gdzie nie stanęła jeszcze stopa ludzka.

css.php