Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
W śniegu i po śniegu - Krzysztofa Burnetki zimowy styl życia, czyli góry, narty, deska… i cała reszta W śniegu i po śniegu - Krzysztofa Burnetki zimowy styl życia, czyli góry, narty, deska… i cała reszta W śniegu i po śniegu - Krzysztofa Burnetki zimowy styl życia, czyli góry, narty, deska… i cała reszta

25.07.2015
sobota

Jędrek Bargiel zjechał z Broad Peaku!

25 lipca 2015, sobota,

Andrzej Bargiel zdobył kolejny ośmiotysięcznik – a potem zgodnie z założeniem zjechał z niego na nartach.

Tym razem był to mający m.in. w Polsce tragiczną sławę Broad Peak w Karakorum (8051 m n.p.m.). Co więcej, wcześniej z tej dwunastej pod względem wysokości góry Ziemi nie zjechał na nartach żaden człowiek.

Fot. Dariusz Załuski

Fot. Dariusz Załuski

O znakomitym skialpiniście z Łętowni (słynącym m.in. z nadzwyczajnej wydolności, ale też odpowiedzialności) pisałem tu już kilka razy (m.in. „Na nartach z ośmiotysięczników – czyli wielki plan Jędrka Bargiela”, 2 września 2013). On sam opowiadał zaś o idei wykorzystania nart w zdobywaniu najwyższych szczytów świata („Jeździć da się prawie wszędzie”, 6 września 2013 r.). Relacjonowałem też dwa jego dotychczasowe sukcesy narciarskie na ośmiotysięcznikach – zjazdy z Shishapangmy (8013 m. n. p. m.) i Manaslu (8156 m n.p.m.).

Tym razem ekipa Hic Sunt Leones (bo tak nazywa się całe przedsięwzięcie) wyruszyła do Pakistanu, a stamtąd pod Broad Peak – 28 czerwca. Podobnie jak w poprzednich wyprawach, Bargielowi towarzyszy doświadczony himalaista i filmowiec Dariusz Załuski.

Już pod samym wierzchołkiem okazało się, że warunki są bardzo trudne – w nocy z 19 na 20 lipca spadło tam sporo śniegu, zaczęło też silnie wiać. W efekcie w poniedziałek rano ze zboczy Broad Peaku zeszła lawina, w której wyniku zaginął jeden z wspinaczy pakistańskich, kilku innych zostało rannych, zerwane też zostały na sporych odcinkach liny poręczone. Zespół Hic Sunt Leones wziął udział w operacji ratunkowej i naturalnie musiał odłożyć szturm.

Bargiel wyruszył z bazy w czwartek, 23 lipca, o 5 rano czasu pakistańskiego, by tego samego dnia dotrzeć do obozu III. Po kilkugodzinnym odpoczynku o północy z czwartku na piątek mieli z Załuskim zaatakować szczyt. Znowu jednak musieli zmienić plany ze względu na kolejne załamanie pogody.

Dariusz Załuski wraz ze wspinaczami z Ekwadoru i Hiszpanii rozpoczęli wspinaczkę w nocy z piątku na sobotę, lecz z powodu trudnych warunków wrócili do obozu jeszcze przed wyjściem Bargiela (Załuski doszedł na wysokość 7400 m n.p.m.). Bargiel mimo to zdecydował się na samotny atak: ruszył w górę w sobotę o godzinie 3 w nocy. Po ośmiu godzinach podejścia udało mu się zdobyć szczyt. Na zjazd do bazy potrzebował trzech godzin (z godzinną przerwą na odpoczynek w obozie III). Do bazy dotarł też bezpiecznie Załuski.

Podobny pomysł na używanie nart do zdobywania ośmiotysięczników ma inny Polak, Olek Ostrowski – w zeszłym roku zjechał z Cho Oyu (8201 m n.p.m.). W piątek razem z Piotrem Śniegórskim próbował zdobyć równie słynny szczyt Gasherbrum II (8035 m n.p.m.), lecz wobec złej pogody po 12 godzinach wspinaczki musieli na wysokości ok. 7600 m n.p.m. przerwać atak.

Podziw i gratulacje należą się wszystkim.

PS Aż strach mi to pisać: w niedzielę rano spod Gasherbrum dotarła wiadomość, że Olek Ostrowski zaginął w drodze do bazy. Niewykluczone, że zjeżdżając za Piotrem Śniegórskim, zgubił ślad i wpadł do lodowcowej szczeliny. Trwają poszukiwania.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 22

Dodaj komentarz »
  1. Gratulacje Panie Jędrzeju. Panu i wszystkim współpracownikom.

  2. Okazuje się, że nie rozpieszczajacy narciarzy kraj, w którym aby pojeździć na jedynym, przypominający alpejski, stoku, należy wdrapac się do krzesełek na Hali Goryczkowej, omijając kolejkę do kolejki w Kuznicach, jest kolebką znakomitych wspinaczo-narciarzy. Może jest w tym nawet coś pozytywnego, że nic tak nie rozwija jak trudności. Co prawda, może choć kawałek drogi Pan Jędrzej mógł zrobić Mercedesem od Pana Zasady, ale na to w pełni sobie zasłużył. Wielkie gratulacje dla zjazdowca z Broad Peak’u i życzenia powodzenia dla Pana Olka! Narciarsko-patriotyczna dumą mnie rozpiera!

  3. Niestety wczorajsza duma zmienia się w dzisiejszy smutek. Jak podają portale Pan Olek Ostrowski zaginął zjeżdżając z Gasherbruma II. Oby się odnalazł choćby żywy!

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. delfin
    26 lipca o godz. 11:07 234906
    „Oby się odnalazł choćby żywy!”
    Tak, za 5 tys lat jako następny Ozzi.
    Przepraszam za sarkazm, ale zjeżdżanie po nieznanym lodowcu w pojedynke, bez zabezpieczeń, jest samobójstwem. to musiało sie tak sakonczyć.

  6. Okazuje się, ze szaleństwo jest częścią ludzkiej natury. Gdy wspinano się szczyty w Himalajach , w czasach gdy nie było innych możliwości technicznych , to miało to jakiś sens. Dzisiaj jest to forma ekskluzywanego szpanu dla coraz większej ilości mieszczuchów pragnących przeżyć coś nadzwyczajnego. W kolejce „zdobywców” będą stawali także ci, co mają odpowiednia ilość gotówki. Zjazd z tych gór na nartach jest dodatkowym szaleństwem , mającym odróżnić tych śmiałków od wielotysięcznej rzeszy lemingów , którzy w przyszłości będą na góry sie wspinali w towarzystwie tragarzy. Mnożenie rekordów obciążonych ryzykiem niepotrzebnej śmierci będzie wyrzutem sumienia mediów polujących na sensację.

  7. Kukuczka też zdobywał ośmiotysięczniki. Jak wielu, do czasu.

  8. @woytek
    Mówisz chyba o komercyjnych wyprawach, których klimat opisał znakomicie John Krakauer we Wszystko za Everest. Myślę jednak, że ani pochodzący z wielodzietnej rodziny Bargiel, ani wywodzący się z Wetliny Ostrowski nie należą do tej kategorii. T1000 przywołał Kukuczke. Aktualnie w kinach studyjnych można zobaczyć o nim, bardzo starannie zrobiony, prawie poltoragodzinny film. Porównanie obu narciarzy z Panem Jerzym wydaje się dużo bardziej zasadne. Oni owladnieci są niezrozumiała dla normalnego człowieka ciekawością, czy są w stanie po długotrwałych przygotowaniach teoretycznych i praktycznych wykonać postawione przed sobą ekstremalnie trudne zadanie, w skrajnie trudnym środowisku. Różni przedstawiciele naszego gatunku od zawsze tak postępowali. Taki był Kolumb, Magellan, Amundsen, Scot, Hillary, Gagarin, Armstrong, Kukuczka i wielu innych eksploratorow. Dzięki nim wszystkim dużo więcej wiemy o sobie i swoich możliwościach. Bargiel dzięki osobniczym cechom psychofizycznym i bardzo starannemu, nowoczesnemu przygotowaniu treningowemu jest w stanie prawie wbiec na osmiotysiecznik i po chwili z niego zjeżdżać. Metoda ta bardzo skraca przebywanie w strefie śmierci, nikt przed tem tak nie robił. Przebadanie tego pomysłu może dać wiele korzyści w różnych dziedzinach życia. Nie traktujemy ich jak stracencow i idiotow. Niekoniecznie wszyscy musimy być tacy, ale gdyby nie oni i im podobni, siedzielibysmy jeszcze na drzewach. Należy im się szacunek, również wtedy gdy coś nie wyjdzie.

  9. Podano właśnie, że przestano szukać Olka! Trudno mi pisać o nim w czasie przeszłym, bo to jest na prawdę bardzo fajny facet: niezwykle skromny, uczynny, pogodny i wesoły, uwielbiający narty instruktor, dumny ze swoich Bieszczad. Corocznie spędza znacznie więcej czasu na alpejskich szlakach, niż na macierzystej uczelni w Krakowie. Pasja przeszkadza mu trochę ją ukończyć, mimo iż została mu prawie „ostatnia prosta”.
    Olku! Olku! Wyłaźże z tej szczeliny, bo chciałbym jeszcze z Tobą poszusować. Niekoniecznie w Karakorum, ale choćby w Val Gardenie, gdzie pokazałeś mi taki fantastyczny przejazd! Byliśmy przecież w tym roku umówieni na tyczki! No dalej, przestań się chować, pokarz się wreszcie!

  10. „Nie traktujemy ich jak stracencow i idiotow.”
    Nie traktuję „ich” tak. Wzruszam ramionami i zapominam. Nie moje życie, nie moje zmartwienie.

    „Należy im się szacunek”
    Oczywiście, że wielka przesada. A jeżeli już, to taki sam szacunek jak mnie za zbudowanie makiety kolejki.

    „Kolumb, Magellan, Amundsen, Scot, Hillary, Gagarin, Armstrong, Kukuczka”
    Pomieszanie z poplątaniem. Rozróżnijmy motywy tych, którzy dawali im pieniądze (środki), polityczne motywy mocodawców i samych śmiałków, dążenia i ambicje adkrywców, początkowe cele i ewentualnie następujące po nich pożytki.

    Państwowy sponsoring to w wielu przypadkach niekoniecznie czysta sprawa. Prywatne przedsięwzięcie to co innego. Dużo by gadać.

    Zupełnie nie przeszkadza mi istnienie na Ziemi ośmiotysięcznika z którego jeszcze nikt nie zjechał w wannie. Aczkolwiek jestem pewien, że ludzkość mogłaby się nauczyć całej masy ciekawych rzeczy z takiego zjazdu. Szczególnie gdyby podczas niego cały czas pracował prysznic a w wannie zjeżdżała Kim Kardashian z małą lamą.

  11. @zza kałuży
    Czy to tęsknota za krajem powoduje u Ciebie takie zaniżenie empatii i wzrost cynizmu? Musisz być tam bardzo nieszczęśliwy. Nie tak dawno pisałeś o naszych „dobrach eksportowych”, chyba nie za bardzo odbiegasz od nas autochtonów bo sam masz tych „dóbr” w nadmiarze. Z tego co pamiętam miejscowi „za kałużą” podchodzą do ludzi takich jak Olek z szacunkiem i zrozumieniem, bo historia USA związana jest z eksploracją, wyzwaniem i zdobywaniem. Olek zdecydowaną większość funduszy na swoje wyprawy ciężko wypracowywał sam. Sponsorów miał bardzo niewielu, nie mówiąc w ogóle o jakiś państwowych. Skromność środków była zresztą powodem, że całkowicie sam zorganizował, sam pojechał, sam zdobył i sam zjechał z Cho Oyu. Może obejrzyj film o tej wyprawie i poznaj człowieka zanim zaczniesz pisać takie bzdety
    (http://off.sport.pl/off/1,111379,18431975,himalaizm-bezskuteczne-poszukiwania-olka-ostrowskiego.html#TRNajCzytSST)
    Jak ładnie, wiernie i z pomysłem zrobiłeś tę makietę, to masz, przynajmniej mój szacunek!

  12. @delfin 27 lipca o godz. 22:05 234914
    „Olek zdecydowaną większość funduszy na swoje wyprawy ciężko wypracowywał sam.”
    To po jakiego grzyba przyrównałeś go do Kolumba, Magellana, Gagarina, czy Armstronga? Przecież ich finansowały państwa?

    Scott korzystał z częściowego państwowego wsparcia, Hillary z funduszy prywatnych ale miał cały komitet i finanse jego członków do pomocy. Z nich wszystkich tylko Amundsen całkowicie prywatnie finansował swoje wyprawy.

    Po co pomieszałeś ich jak groch z kapustą?

    Teraz piszesz że zaginiony himalaista pod względem funduszy był jak Amundsen. Szkoda tylko że nie pod względem wielkości wyzwania. Ryzykować życiem dla zjechania na nartach z góry to trochę drogo, nie uważasz? Jego bliscy płaczą. Skoro wspinał się i zjeżdżał poprzednio to rodzina płacze nie po raz pierwszy.

    Mógł zostać sanitariuszem, lekarzem, inżynierem, nauczycielem. Spłacić społeczeństwu wykształcenie i szansę na rozwój talentów.
    A tak zmarnował swój potencjał. Bez sensu.

  13. Zza kaluzostwo stygmatyzuje pewnie na kasę, ale w tym przypadku zupełnie bez sensu i na sile usilujesz ja wmieszać w problem. Olek, ani zaden z wymienionych przeze mnie nie uczestniczył w pojedynku rewolwerowcow (polecam A Gunfight 1971 rez.Lamont Johnson), ale chcieli zdobyć „swój szczyt” i sądzę, że każdy liczył, że z niego wróci. Scotowi i Olkowi się nie udało. Tak jak pisałem, to niekoniecznie są sanitariusze, inżynierowie itd. Oni są inni, ale w swoich ludzkich emocjach i strachach są gotowi pójść tam gdzie nikogo dotąd nie było. Nie każdego na to stac.

  14. Czy jak zawlekę sanki na tę górę i zjadę z niej na sankach to będziesz mnie porównywał do najsławniejszych w dziejach ludzkości zdobywców i odkrywców?

    A tego ze snowbordem też?

    A tego z deską surfingową?

  15. snowboardem

  16. Nie chodzi tu o zabawę. Jak się zastanowić to cała historia ludzkości polega na szukaniu pomysłu jak efektywnie przeżyć w najrozmaitszych środowiskach, w których bytuje człowiek. Dotyczy to także gór wysokich. Jako tako jesteśmy sobie w stanie poradzić z temperatura, wiatrem, wilgocią, nawet przeczekamy mgle. Fizjologiczne najgorzej radzimy sobie z wysokością, po prostu większości z nas, w tak zwanej strefie śmierci, powyżej 7000m z kawałkiem, puchna mózgi. Jak zejdziemy niżej normalność wraca. Efektywnie działać tam możemy tylko krótko. Od Mallorego, potem Hilarego do mniej więcej połowy lat siedemdziesiątych zdobywanie najwyższych gór polegało na ich obleganiu, pochodzeniu coraz wyżej, w wielkich grupach ludzkich, pracujących na zmiany przy zakładaniu tras (tzw poreczowek). Do samego wchodzenia używano oczywiście butle z tlenem jak do nurkowania. Reinhold Messner jako pierwszy pokazał, właśnie gdzieś o połowie lat siedemdzisiatych, że może być inaczej. Zaczął atakować góry szybciej, z mniejszym bagażem i bez tlenu. W tak zwanym stylu alpejskim. Oczywiście, pozwalało to na ewidentne skrócenie czasu w strefie śmierci. Od lat dziewięćdziesiątych nieśmiało zaczął pokazywać się w Himalajach i górach wysokich ski alpinizm. Parę lat temu Olek zrobił wyprawę na Pik Lenina. Był z kolega, on na nartach, kolega pieszo. Olek ze szczytu (ponad 7000m) zjezdzal 4godziny, a kolega przyszedł na następny dzień. W zeszłym roku na Cho Oyu był kompletnie sam. Dwadzieścia lat temu byłoby to ze względów technicznych po prostu niemożliwe. Okazało się, że po odpowiednim treningu można samemu, szybko, bez tlenu zdobyć szczyt i jeszcze szybciej z niego zjechać. Potencjalne niebezpieczeństwo opuchniecia mózgu jest zminimalizowanie, a efektywność działania znacznie większą. Może trochę przydlugo, ale chciałem Ci wskazać co jest tym kamieniem milowym. Może, na koniec i jest w tym trochę zabawy, ale raczej bardziej technicznej niż infantylnej. Oni wkładając na szczycie narty są totalnie wykonczeni wspinaczka i tego zjazdu nie da się porównać do rekreacji na alpejskiej nartostradzie.

  17. delfin
    29 lipca o godz. 3:14 234923
    Kiedy w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych latałem na lotni, nikt z nas nie dopisywał do swojej pasji jakichś wznioslych celów, np. naukowych.
    Daj sobie spokój, wspinaja sie i zjeżdżają, przeżywaja lub giną (50/50), ale nie dopisuj do tego ideologii.
    Zapytaj Krzysztofa Wielickiego, czy do wchodzenia na ośmotysięczniki gnała Go ideologia.
    PS. Tak Bargiel, nie jest godzien przypinać raki Krzysztofowi.

  18. @delfin
    Kto i po co musi przebywać w tej twojej „strefie śmierci”?
    Długo czy krótko?
    ?
    Porównujesz z nurkowaniem.
    Na dnie lub pod dnem morza są przynajmniej jakieś surowce.
    Będziesz węgiel czy ropę wydobywał w Himalajach?
    I to powyżej 7 km?
    Jak tam samolot spadnie to pasażerów będziesz ratował? I dlatego chcesz wiedzieć czy narty czy sanki (a może łyżwy, nie wspominałeś o lodowcu? 😉 ) są najlepsze do łażenia po tych górach?

    Banialuki od początku do końca. Ani odkrywanie czegoś ważnego ani ustanawianie rekordów, chyba że w durnocie.

    Rozrywka, zabawa, hobby. Bardzo dobrze, że za swoje. Dziwię się brakowi empatii dla własnej rodziny. Ale może trafił na matkę i żonę i dzieci, które wszystko rozumiały i aprobowały. Szczęściarz. Co nie zmienia faktu, że egoista.

    Dorabianie misji i żądanie szacunku to duża przesada.

  19. A moderator moderuje.
    Ciekaw jestem co takiego wymaga moderacji?

  20. Moderacji, czy raczej refleksji, wymaga to, co się pisze tuż po tragedii – i czyjejś śmierci. Tylko tyle. Aż tyle? Mam gdzieś to, że czasy są tak podłe, że często nie zwraca się już na takie konwenanse (?) uwagi.

  21. Jean-Claude Killy był trzykrotnym mistrzem olimpijskim z Grenoble i szesciokrotnym mistrzem Świata w narciarstwie alpejskim. W jednym z pierwszych analitycznych podręczników narciarskich „Jak doskonalić się w narciarstwie” jego autorzy przedstawiali na sekwencyjnych fotografiach każdy element ruchu Killy’ego w trakcie slalomu. Cały narciarski świat powtarzał potem zgięcia i odchylenia jego nóg i ułożenie sylwetki. W jednym z wywiadów zapytano Killy’ego jak on to robi, że tak świetnie jeździ na nartach. Odpowiedział: „nie wiem, od drugiego roku życia mieszkam w Val d’Isere, jeździłem od zawsze, trochę patrzyłem jak jeździ ten, czy ów, coś tam poprawiałem pod siebie i jechałem, to tak jakoś mi po prostu wychodzi”. Wniosek z tej opowieści jest taki, że Koryfeusze postępu nie zawsze wiedzą jak dokładnie coś robią, a czasem i cel nie jest dookreslony. Motywuje ich wewnętrzna intuicja, ale potem, zdarza się, że po „naukowym” przetworzeniu z ich wysiłku korzysta wielu.

  22. „czasem i cel nie jest dookreslony.”
    Fajnie że tacy wyczynowcy ciebie rajcują.
    Dla mnie sport wyczynowy o tyle ma sens o ile jest częścią opieki zdrowotnej czyli o ile sciągnie takich jak ja tłuściochów z kanapy i zachęci do fizycznej aktywności.
    Ponieważ wyczyn współcześnie tak bardzo oderwał się od poziomu, jaki jest osiągalny nawet dla zaawansowanego amatora uważam, że rola tego wyczynu w zachęcaniu do uprawiania sportu zaczyna maleć.

    Trochę tak jak z dzieckiem, które chcesz zachęcić do biegania. Prowadzisz na stadion i za każdym razem z nim wygrywasz. Ty czyli ojciec masz 25 lat a dziecko 3 lub 7 i jak ma ciebie dogonić?

    Ja bym nawet takich ludzi sponsorował z budżetu (o ile ściągaliby tłuściochów z kanap bo to tylko oszczędność dla podatnika) ale ciężko mi sobie wyobrazić iź ktoś zacznie uprawiać sport zachęcony tą tragedią.

    @Gospodarz się zżyma na zalew internetowego hejtu ale nie dostrzega, iż część tego hejtu, o ile parszywa co do formy to ma jednak jakieś ziarno uzasadnienia w ciężkiej do zrozumienia dla ludzi ochocie do ryzykowania swoim życiem. Graniczącej z lekceważeniem czegoś, co nie-samobójcy cenią.

    W Kijowie spotkałem byłego strażaka. Po pijaku wyraźnie powiedział, a raczej wykrzyczał do całego wagonu metra, że „my nie byliśmy durni, dokładnie wiedzieliśmy jakie jest ryzyko!”.

    On ratował – bez przesady cały świat – zasypując piaskiem płonący reaktor w Czarnobylu.

  23. Niezła kadencja! Dobranoc!

css.php