Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
W śniegu i po śniegu - Krzysztofa Burnetki zimowy styl życia, czyli góry, narty, deska… i cała reszta W śniegu i po śniegu - Krzysztofa Burnetki zimowy styl życia, czyli góry, narty, deska… i cała reszta W śniegu i po śniegu - Krzysztofa Burnetki zimowy styl życia, czyli góry, narty, deska… i cała reszta

6.07.2015
poniedziałek

Na upały? Grande Motte!

6 lipca 2015, poniedziałek,

Grande Motte nie dość, że jest jednym z najlepszych narciarsko lodowców Europy, to jeszcze udostępniany jest także latem. Może więc być idealnym sposobem na obecne upały.

Autor na Grande Motte, lata 90. ubiegłego wieku  (fot. Marek Tarnowski)


Oczywiście narty w ostrym słońcu mają swoją, by tak rzec, specyfikę. Ale zawsze są lepszą formą przeżycia upałów niż próby przetrwania ich w mieście, a może i na na plaży. Tyle że trzeba lubić wczesne wstawanie i pogodzić się z tym, że jeździ się dość krótko, bo – z racji mocno operującego słońca – wyciągi zamykane są dużo wcześniej niż zimą. Nadto około południa śnieg nawet na trzech tysiącach metrów n.p.m. potrafi być mokry.

Na Grande Motte jeździłem multum razy. Owszem, tylko zimą. Miejsce pokazywali mi jednak dwaj najwięksi spośród Polaków jego znawcy: wielki narciarz i wioślarz (w kategorii oldboyów w wieku 89 lat zajął ostatnio medalowe miejsce w mistrzostwach świata w tej dyscyplinie) Zdzisiu Adamik oraz nieodżałowany, zmarły dwa lata temu (zresztą niedługo po powrocie z francuskich Alp) Marek Tarnowski (wspominałem go tu: „Hrabia gór”, 23 marca 2013 r.).

Obaj do Tignes jeździli począwszy od początku lat 60. ubiegłego wieku, by dorabiać tam jako instruktorzy i przewodnicy. Znali tam wszystko i ich znali wszyscy. Marek został nawet nominowany przez mieszkańców stacji jej honorowym obywatelem. To oni pokazali mi (czasami razem ze swoimi miejscowymi przyjaciółmi, którym mnie rekomendowali na wspólne wyprawy) mnóstwo tras i zjazdów off piste samego Espace Killy (czyli obszaru Tignes i sąsiedniego Val d’Isere).

Na samym Grande Motte, prócz wytyczonych tras, zaliczyłem kilka innych zjazdów, w tym ten czołem lodowca (wciąż cofającym się niestety). A pewnego majowego weekendu udało mi się pokonać północną ścianę Grande Motte – ponoć także wedle ekspertów wcale wymagającą (faktycznie, prócz tego, że jest dość stromo, na końcu tejże „ścianki” widać sporą lodowcową szczelinę, co wywołuje specjalnego rodzaju drżenie nóg…).

Lecz i to doświadczenie pozwala wyobrazić sobie zalety lodowca latem (naturalnie „mniej więcej”, bo góry w każdej porze roku są inną bajką).

Po pierwsze, z samej stacji na Grande Motte można dostać się wygodnie i szybko. Wystarczy w Tignes Val Claret wsiąść do podziemnej kolejki funicular i w niewiele ponad sześć minut jest się nieco powyżej trzech tysięcy m n.p.m. Potem można jeszcze skorzystać z kolei linowej Grande Motte, by znowu w kilka minut dostać się na 3456 m n.p.m.

Najwytrwalsi mogą wreszcie wspiąć się jeszcze 200 metrów wyżej – na sam szczyt. Zjeżdżając stamtąd, trzeba jednak uważać – i na lodowcowe szczeliny, i na to, by nie spuścić lawiny (wiele razy z obu przyczyn zdarzały się groźne wypadki).

Tak czy tak dotarcie na wiele innych lodowców (pomińmy łaskawie, o które chodzi) zajmuje dużo, dużo więcej czasu.

Po drugie, większość tras na Grande Motte mocno… odbiega od lodowcowego standardu. Są bowiem i bardziej strome, i dłuższe. A zatem ciekawsze. Przykładem choćby oba warianty zjazdu od górnej do dolnej stacji kolejki linowej: jeden oznaczono kolorem czarnym, czyli uznano – i to nie bez powodu – za bardzo wymagający, a drugi – czerwonym – zatem jest trudny. Osobną jakością jest obsługiwana przez krzesła trasa Leisse – tu też nie ma wielkiej przesady, że wokół niej stoją czarne tyczki. Zresztą i niektóre orczyki na Grande Motte mają swoją wagę – choćby te nazywane 3500. Naturalnie są i łagodniejsze miejsca – to szerokie płanie wokół orczyków Rossolin.

Po trzecie wreszcie, wielką zaletą Grande Motte są wielkie widoki – choćby na Mont Blanc, który leży dokładnie vis a vis „naszej” góry, więc można go podziwiać podczas każdego zjazdu (nie licząc trasy Leisse).

A po czwarte, Tignes słynie z możliwości apres-ski – także tego nadal sportowego. Po nartach można tam pływać, grać w squasha, tenisa itd. – o basenie, siłowniach, fitness i saunach nie wspominając. To o tyle ważne, że jak i na innych „letnich” lodowcach zjazdowy dzień na Grande Motte nie trwa do zachodu słońca (choć niemal od jego wschodu). W lecie można tam jeździć od 7.15 do 13 (do niedawna do 13.30, ale słońce i tam grzeje coraz mocniej).

Może lepiej tam jechać niż na jakieś piaski? Zwłaszcza że niedawno wytyczono też trasę dla narciarskich biegaczy. Okazja na przygodę letnich nart zjazdowych i biegowych jest do 7 sierpnia.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop
css.php