Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
W śniegu i po śniegu - Krzysztofa Burnetki zimowy styl życia, czyli góry, narty, deska… i cała reszta W śniegu i po śniegu - Krzysztofa Burnetki zimowy styl życia, czyli góry, narty, deska… i cała reszta W śniegu i po śniegu - Krzysztofa Burnetki zimowy styl życia, czyli góry, narty, deska… i cała reszta

1.03.2015
niedziela

Ski Ride Vorarlberg, dziennik wyprawy (4)

1 marca 2015, niedziela,

Dzień trzeci, Lech Zurs

W nocy dwa razy sprawdzam, co za oknem. W obu przypadkach sypie, i to dużymi płatami. Jest też mglisto.Podczas wczesnego śniadania – też. A w planie jest Lech Zürs, słynne przecież na całym świecie ze swoich możliwości pozatrasowych. Wedle prognoz w ciągu dnia powinno świecić piękne słońce.00048687_w

(Fot. Markus Gmeiner/Vorarlberg Tourismus)

Faktycznie, kiedy maszerujemy do skibusa, przestaje padać. Po drodze ciekawostka: przed niewielką serowarnią (reklamuje się banerem z informacją o medalach, które zdobyły jej wyroby) stoi pokaźny automat, przypominający te do sprzedaży napojów czy słodyczy. Tu jednak można kupić sery – różnych gatunków i wielkości oczywiście.

Kiedy dojeżdżamy do Salober (to z tej małej stacji mamy dotrzeć do Lech), pokazuje się już pełne słońce. Trochę żałuję, że z braku czasu nie możemy odbić do nieodległego Warth – to ponoć świetne miejsce: wciąż dzikie przestrzenie, więc dużo dobrej jazdy, a mało ludzi.

Po krótkim zjeździe z Saloberkopf wsiadamy do nowiutkiej gondoli Auenfeldjet. To ostatnia chluba obszaru Skiarlberg. Wcześniej Warth i Lech nie było połączone wyciągami, a teraz mieszkając w okolicy, można szukać dobrego śniegu w obu. Co więcej, kłopotem nie jest także spory dystans między obu stacjami, bo gondola porusza się z prędkością 66 km/h! Tymczasem starania o jej budowę trwały… 40 lat – pasjonująco opowiadał mi o tym swego czasu p. Manfred Manhart – człowiek, który współtworzył infrastrukturę narciarską Lech Zürs (m.in. „Lech: ekolodzy, chłopi i urzędnicy”, 25 stycznia ub.r.).28 Ski Ride Vorarlberg c Markus Gmeiner_Vorarlberg Tourismus GmbH
(Fot. Markus Gmeiner/Vorarlberg Tourismus))

Z wagonika oglądamy wielkie przestrzenie dziewiczego śniegu, a Moses (bo dziś to on prowadzi moją grupę) na gorąco planuje marszrutę. Jako że puch kusi dziś wielu, wjeżdżamy weń niemal od razu.34 Ski Ride Vorarlberg c Markus Gmeiner_Vorarlberg Tourismus GmbH
(Fot. Markus Gmeiner/Vorarlberg Tourismus)

A jest go tyle, że choć stok jest dość stromy, to jedzie się, by tak rzec, majestatycznie. Jak zresztą na narciarskie niebo przystało… Więc jeszcze raz, i jeszcze. I zawsze własną linią, bo tyle tu nieruszonego jeszcze miejsca.43 Ski Ride Vorarlberg c Markus Gmeiner_Vorarlberg Tourismus GmbH
(Fot. Markus Gmeiner/Vorarlberg Tourismus)

Potem przenosimy się w kolejny rejon – na zbocza Zuger Hochlicht (2377 m nn.p.m.). Tu narciarzy już nieco więcej, ale wciąż są nienaruszone połacie. Moses uczula jednak, że niektóre mogą być mocno lawiniaste. Uważnie więc dobiera szlak grupy, przypomina o zachowaniu odległości, a w niektórych miejscach swoją linią pokazuje, dokąd najdalej można się zapuścić podczas zjazdu. I znowu udaje się nam zaliczyć kilka pięknych, urozmaiconych wariantów.

Wieczorem dowiadujemy się, że nasz przewodnik nie przesadzał. Niedługo po nas w tej samej okolicy zeszła spora lawina o tragicznych skutkach. Oto jeden z członków również prowadzonej przez przewodnika grupy zignorował jego zalecenia i przejechał kilka metrów poza wyznaczony jako w miarę bezpieczny obszar. Śnieg zerwał się, porywając bezmyślnego narciarza. Na dodatek okazało się, że wprawdzie miał detektor, ale nie włączył piepsa w tryb nadawania (choć to akurat powinien sprawdzić przewodnik). Choć więc na miejscu wypadku byli liczni świadkowie i od razu zaczęto szukać zasypanego, to zlokalizowano go sondami dopiero po godzinie i dwudziestu minutach… W krytycznym stanie trafił do szpitala. Na szczęście nikt inny nie ucierpiał.

Przed obiadem udaje się nam jeszcze spróbować górujących nad Zürs stoków Hexenboden i Triikopf (2423 m n.p.m.). To jeszcze inny krajobraz: głównie rozległe, falujące pagórki, poprzecinane jednak znienacka wąskimi wąwozami.42 Ski Ride Vorarlberg c Markus Gmeiner_Vorarlberg Tourismus GmbH

(Fot. Markus Gmeiner/Vorarlberg Tourismus)

A zatem: nadzwyczaj urozmaicona jazda terenowa w doskonałym śniegu i świetnej widoczności (jak jest ona ważna, okaże się następnego dnia…).
Na posiłek zjeżdżamy do Zürs. Choć restauracja stylizowana jest na zwykłą górska chatę, to ceny są bliższe lokalom z deptaków najmodniejszych metropolii. Ale i obsługa ma klasę: jest profesjonalna, ale też dowcipna i na luzie. Zresztą nawet w zwykłych ogródkach na ulicy ze szklaneczkę (0,2 l) Augustinera trzeba zapłacić 2,6 euro. Tyle że trudno się dziwić: Lech Zürs należy tyleż do najlepszych i najmodniejszych, ile do najdroższych kurortów zimowych Europy. Szczęśliwie by korzystać z jego stoków, wystarczy zamieszkać w którejś z okolicznych wiosek, gdzie wszystko jest nieco tańsze.

Na turę popołudniową Moses też ma pomysł: to piękny wariant off piste z Seekopf. Widoczność nieco się psuje, ale to tylko podkreśla dziką atmosferę kotła, który mamy pokonać, i otaczających go masywów. Co też ważne: z wyciągu widzimy, że wystarczyło parę godzin, by okoliczne zbocza zostały zryte przez amatorów świeżego śniegu. My tymczasem – dzięki intuicji przewodnika – znajdujemy kolejny nienaruszony puch.21 Ski Ride Vorarlberg c Markus Gmeiner_Vorarlberg Tourismus GmbH
(Fot. Markus Gmeiner/Vorarlberg Tourismus)

Długi zjazd kończy się na drodze z Zürs do Lech – łapiemy tam skibusa i nim docieramy do centrum miasteczka. Mijamy lądowisko śmigłowców – wszak Lech Zürs jest jedyną stacją w austriackich Alpach, w której można uprawiać heliskiing – a i to jedynie na dwóch wyznaczonych szczytach (Mehlsack oraz Orgelscharte), i to tylko w ciągu tygodnia (nie w weekendy i święta). Wynajęcie maszyny (zabiera maksymalnie trzech klientów) kosztuje ok. 400 euro. Do tego dochodzi ok. drugie tyle dla obowiązkowego przewodnika.

Do zamknięcia wyciągów jest jeszcze nieco czasu, więc chętni mogą walczyć dalej. Tu tym bardziej widać, jak popularna była dziś jazda pozatrasowa. Wciąż jednak próbujemy znaleźć swój śnieg.44 Ski Ride Vorarlberg c Markus Gmeiner_Vorarlberg Tourismus GmbH

(Fot. Markus Gmeiner/Vorarlberg Tourismus)

Przy okazji trafiamy na jedyny dziś ślad po słynnej instalacji Horizon Field brytyjskiego rzeźbiarza Anthony Gormleya: kilka lat temu na górujących nad Lech stokach postawił on kilkaset… stalowych ludzkich figur naturalnej wielkości (wszystkie na wysokości 2039 m n.p.m.). Miały symbolizować silne – a to przyjazne, a to wrogie – związki człowieka z naturą. Z czasem rzeźby sprzedano za spore pieniądze, pozostawiając w górach tylko tę jedną.

Zmierzcha już, gdy docieramy na miejsce noclegu. Nie jest to trudne, bo hotel Goldberg leży w Oberlech, niemalże na środku stoku. To najbardziej ekskluzywna część kurortu – wyróżnia ją (prócz wysokości 1660 m n.p.m. i cen) choćby to, że od połowy lat 90 ubiegłego wieku zakazany jest tu – w imię ekologii – ruch samochodowy. Goście z doliny (w Oberlech jest łącznie 900 miejsc noclegowych) i ich bagaż, zaopatrzenie dla hoteli i prowiant do restauracji dowożone są rodzajem meleksów, kursujących systemem… podziemnych tuneli. Łącznie mają ok. 5 km, a wybudowano je za 7 milionów euro.

Jakości wypoczynku służyć ma też najnowsza idea Oberlech. Otóż wśród gości usilnie propagowane jest hasło: be off line!, czyli odłącz się (w domyśle: wreszcie) od internetu. Naturalnie w każdym z hoteli jest wifi, ale równocześnie sugeruje się, by podczas wczasów w górach spróbować nie korzystać z sieci. Wszak warunkiem prawdziwego wypoczynku jest przecież oderwanie się od codziennych trosk i pracy oraz poświęcenie pełnej uwagi nartom, przyrodzie, relaksowi w spa czy przyjemnościom płynącym z dobrej kuchni czy kieliszka przedniego trunku.

Jako że Lech już wielokrotnie kreowało rozmaite narciarskie trendy, można mieć nadzieję, że i ta się przyjmie.

Goldberg Hotel jest też przykładem, jak silnie kultywowane są tu tradycje rodzinnego biznesu. Wystarczy na korytarzach pooglądać zdjęcia pokazujące kolejne fazy rozwoju hotelu czy portrety kolejnych pokoleń jego właścicieli. Dość powiedzieć, że historia do dziś działającej restauracji sięga 1430 r.! Nic dziwnego, że kolacja w najstarszej sali jest szczególną atrakcją dla gości. Widać klimat właśnie liczy się najbardziej, bo choć pokoje w Goldberg Hotel są mało wyszukane (w przeciwieństwie do restauracji i spa), to trzeba je podobno rezerwować ze sporym wyprzedzeniem (wśród klientów przeważają majętni Szwajcarzy).

4 Ski Ride Vorarlberg c Markus Gmeiner_Vorarlberg Tourismus GmbH

(Fot. Markus Gmeiner/Vorarlberg Tourismus)

 

 

 

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop
css.php