Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
W śniegu i po śniegu - Krzysztofa Burnetki zimowy styl życia, czyli góry, narty, deska… i cała reszta W śniegu i po śniegu - Krzysztofa Burnetki zimowy styl życia, czyli góry, narty, deska… i cała reszta W śniegu i po śniegu - Krzysztofa Burnetki zimowy styl życia, czyli góry, narty, deska… i cała reszta

15.08.2014
piątek

Koniom z wozu i ludziom lżej? Może i tak, ale…

15 sierpnia 2014, piątek,

Dyrekcja Tatrzańskiego Parku Narodowego wymyśliła, że problem koni padających pod ciężarem wożących letników do Morskiego Oka rozwiąże przez ograniczenie liczby kursów oraz wprowadzenie na tę trasę także melexów. Ma to uspokoić ekologów i co wrażliwszych gości Zakopanego. Lecz losowi zwierząt ulżyć może tylko zakaz używania ich na tej trasie, połączony z akcją wykupienia ich z rąk górali oraz zmiana mentalności rodaków przyjeżdżających w góry.

Po zwołanej w specjalnym trybie naradzie szefowie Parku ogłosili, że od przyszłego tygodnia na drodze do Morskiego Oka zacznie być testowany pojazd typu melex (jeden), mogący zabrać sześciu pasażerów. Dyrektor Szymon Ziobrowski kolejne decyzje co do przyszłości transportu między Palenicą Białczańską a Morskim Okiem uzależnia od wyników tego eksperymentu.

Przypomina przy tym, że kilka lat temu melex nie podołał tej trasie. Ujawnia jednak też, że przez trzy tygodnie przeprowadzano „wstępne próby”, które udowodniły, że „wyjazd i zjazd jest możliwy”. Nie wyjaśnia wszelako, czym miałyby się różnić planowane testy od tych „wstępnych”.

Równocześnie TPN zapowiada, że chciałoby ograniczyć liczbę kursów wozów konnych do jednego dziennie. Tu oczywiście pojawia się pytanie, czy zgodzą się na to wpływowi – jak się okazuje – wozacy.

Jest wszak jasne, że propozycje TPN-u, choć mają sprawiać wrażenie kompromisu między obrońcami zwierząt a góralami, którzy wybrali taki sposób zarobkowania, są w istocie próbą balansowania między ustawowymi zadaniami parku narodowego a lobby góralskim.

TPN powołany jest wszak do ochrony przyrody oraz edukacji ekologicznej – i to szeroko rozumianych, a nie ograniczonych do gór, rzadkich roślin oraz niedźwiedzi, kozic i świstaków. Sam zresztą dyrektor Ziobrowski na stronie internetowej parku przyznaje wprost (skądinąd dość ezopowym, jak na urzędnika powołanego do ochrony przyrody, językiem): „Ostatni wypadek (niedawna śmierć konia Jukosa – KB) uświadomił nam, że przykre zdarzenia z udziałem koni niestety będą się powtarzać. (…) Nie zaprzeczamy też, że praca koni na tej trasie nie jest łatwa i wiąże się z wysiłkiem”. I dodaje, że skoro poprzednio koń padł w 2009 r., to „można przyjąć, że za kolejnych pięć lat (może wcześniej, może później) podobna sytuacja wydarzy się bez względu na wprowadzone rozwiązania”.

Można się dziwić, że do pracowników Parku dopiero teraz dotarło, co dzieje się z końmi używanymi na drodze do Morskiego Oka. Jak mogli tego nie dostrzec, skoro sami przemierzają ją bardzo często podczas swoich patroli? Nie jest też prawdą, że nie ma rozwiązań mogących zapobiec wypadkom. Otóż wystarczy zabronić wożenia letników tą trasą wozami konnymi.

Owszem, wozacy już grożą (czy – mówiąc wprost – szantażują TPN oraz delikatnych ceprów), że jeśli nie będą mogli w ten sposób zarabiać, to oddadzą konie do rzeźni (w grę wchodzi ponoć trzysta zwierząt).

Szczęśliwie dyrektor Ziobrowski w swoim komunikacie subtelnie sugeruje, że docelowo nie wyklucza wprowadzenia i definitywnego zakazu. Plan (sformułowany, co też znaczące, między wierszami) wydaje się bowiem następujący: to obecni wozacy mieliby obsługiwać melexy (dzięki czemu nie straciliby źródła utrzymania), ich konie zaś zostałyby przejęte przy pomocy „organizacji prozwierzęcych, mediów i innych osób zaangażowanych w sprawę zapewnienia koniom przyszłości”.

Naturalnie potrzeba do tego cierpliwości w negocjacjach z wiedzącymi zwykle swoje i słynącymi z uporu góralami, a także sporych pieniędzy – na melexy i ewentualny wykup koni.

Na dodatek równocześnie warto byłoby rozpocząć kampanię społeczną, przekonującą, że co najmniej obciachem jest wjeżdżanie do Morskiego Oka wozem (melexem zresztą też). Przecież nawet kilkuletnie dzieci mogą tam dotrzeć spacerem. Ba, taka prawdziwa, piesza, a często pierwsza, wyprawa w góry będzie dla nich większym przeżyciem niż byle przejażdżka.

Bo na los góralskich koni wpływa nie tylko to, jak traktują je właściciele, ale i to, jak traktuje wyjazdy w góry wielu rodaków (niedawno na portalu POLITYKI zwracała na to już uwagę Jagienka Wilczak: „Pieszo na złość góralom”). Pytanie tylko, czy obciach jest dla nich obciachem.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 0

Dodaj komentarz »
  1. Czyż nie zajeżdża się koni?
    Skoro potomków Wołochów na to stać…

  2. No tak… Górale szantażują ze jezeli nie będą wozić turystów to konie na rzeź i ot tak… mamy obraz górali, którzy tak kochają swoje konie. Bronią sią mowiąc ze dbają i szanują… Nie beda na nich zarabiac? To pozbedą sie zwierząt… Zarobili na nich i z szacunku pizabijają. Brak uczuc wyzszych, tylko kasa i kasa dla nich sie liczy, to takie oczywiste, to takie religijne srodowisko. Brak słów!

  3. Jedyne wyjście to wózki elektryczne. Przemawianie góralom do sumienia to strata czasu.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Kuń jaki jest każden widzi! Wchodzenie góralom w d…pe jest totalnym obciachem! Ci ludzie oprócz dutków nie widzą nic. To ,że padnie jakaś kobyła to im dynda liczy się tylko zysk. Jeżeli ktoś jedzie w góry to te parę metrów jest w stanie przejść pieszo. Jeżeli nie to niech zostaje w domu i nie udaje turysty. Trochę ruchu jeszcze nikomu nie zaszkodziło!

  6. A ja proponuje dla tych „turystów” wykopać tunel prosto z Krupówek i wozić ich klimatyzowanymi wagonikami nie tylko do Morskiego Oka, ale od razu na Rysy.
    Na poważnie.
    Znacznie lepiej dla przyrody w TPN zrobiła by likwidacja transportu do Morskiego Oka, kto chce iść, niech idzie. Jakoś zarządowi TPN nie przeszkadza że okolice Morskiego Oka są zadeptywane i zaśmiecane przez pseudoturystów. A może dla TPN też liczą sie wylącznie dutki, w końcu te kilkanaście tysięcy ludzi co dzień sporą sumkę wpłaca.
    Przeczytajcie koniecznie komentarz pod zdjęciem.
    http://www.hikr.org/gallery/photo47381.html?piz_id=8847

  7. Planowane testy wózków elektrycznych, to wg mnie działanie kompletnie NIEMĄDRE, WRĘCZ BEZMYŚLNE. Wózek elektryczny przeznaczony dla 6 osób i wyposażony w silnik o mocy 5 kW, co odpowiada mocy prawie 7 koni żywych, pojedzie obok fasiąga obciążonego 14 osobami i ciągnionego przez 2 konie! Wygląda na to, że pan Dyrektor, który propaguje te testy, niedawno skakał na głowę do basenu, w którym nie było wody…

  8. Czy nie można określić (i wymagać) dopuszczalnej masy ciągniętej przez konia? Nikt przecież nie mówi, że wóz musi być ciągnięty tylko przez jednego czy dwa konie.

  9. Artur,
    W naszej „demokracji” to jest niemożliwe – nie można przecież takiemu góralowi niczego narzucać; a to przecież najprostszy sposób rozwiązania tego problemu.
    Konie zawsze ciągnęły wozy i prawdopodobnie, zawsze zdarzały się ich padnięcia – ludzie też umierają nagle; jeśli poprzednio koń padł w 2009 roku, to nie ma co szat rozdzierać – czy my musimy zawsze popadać w skrajności i histerię?

  10. Dzięki za ciągnięcie tematu przez czytelników i autorów. Im dłużej i dosadniej – tym większe prawdopodobieństwo, że skutecznie.

  11. Artur
    16 sierpnia o godz. 8:18
    Widze jeden problem. kto miałby kontrolować masę zaprzęgu. Przecież mieszkańcy Zakopanego to jedna wielka „rodzina” i jeden drugiemu krzywdy nie zrobi.
    Moim zdaniem, należalo by sie przeprosic ze Słowakami z TMR i wybudowac kolejkę. Wydaje mi sie , że bylo by to rozwiazanie znacznie bardziej ekologiczne (to pod adresem TPN), niz obecna sytuacja. przeciez do schroniska trzeba dowieźć zaopatrzenie, a przy tej masie turystów, jest to prawdopodobnie kilka kursów samochodem codziennie, również TOPR-owcy na dyżur musza sie jakoś dostać.
    W schroniskach alpejskich, zaopatrzenie dostarcza sie wyciągiem towarowym.
    Gdzies czytalem o propozycji stworzenia wypożyczalni rowerów. Ale nikt nie wie jaka była by śmiertelność podczas zjazdów.

  12. to brzmi okrutnie, ale gdyby nawet oddali te 300 koni do rzeźni, to i tak byłoby to lepsze niż gehenna wielu setek więcej w przeciągu kilkudziesięciu lat… słowem, ich szantaż jest słaby

  13. „Tylko koni..tylko koni..żal..”

    Na tym skrawku co hrabia Zamojski od Madziarów wytargował a Jan Kazimierz (Szwed i agent Watykanu) na nim wczesniej Gonsienniców uwłaszczył inaczej zyc się nie da.
    Tam nic nie ma.Szczyrki same.
    Wiadomo,ze gorale kulture mają wrodzono a cepry nabyto.I za to nabyto niech płaco .
    Gonsiennice się mnożo .Ruskie nie przyjado.A one tylko o koniach.

  14. Fakt jest taki, że zwierzęta są zamęczane, ale z drugiej strony wprowadzenie elektronicznych wózków może trochę zabić klimat i zniechęcić turystów. Rozwiązanie powinno znaleźć się gdzieś po środku. Może jakieś subwencje od gminy, które pozwolą na utrzymanie większej ilości koni, które będą pracować w mniejszym wymiarze godzin.

css.php