Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
W śniegu i po śniegu - Krzysztofa Burnetki zimowy styl życia, czyli góry, narty, deska… i cała reszta W śniegu i po śniegu - Krzysztofa Burnetki zimowy styl życia, czyli góry, narty, deska… i cała reszta W śniegu i po śniegu - Krzysztofa Burnetki zimowy styl życia, czyli góry, narty, deska… i cała reszta

3.08.2013
sobota

Dronowa rewolucja?

3 sierpnia 2013, sobota,

Kolejny przełom w ratownictwie górskim i zapewnieniu bezpieczeństwa na trasach narciarskich mogą przynieść bezzałogowe samolociki zwane dronami.

Dron nad Alpami

Najskuteczniejszym narzędziem do prowadzenia akcji poszukiwawczej czy ratowniczej w wysokich górach są dziś oczywiście śmigłowce. Jest to jednak sposób potwornie drogi – godzina lotu helikoptera kosztuje ok. 2000 euro. Dlatego tylko najbogatsze kurorty narciarskie mogą pozwolić sobie na utrzymywanie własnych maszyn.

Wedle znakomitego portalu zimowego Pistehors branża narciarska zaczyna wiązać wielkie nadzieje w coraz bardziej zaawansowanych technologicznie dronach. Przykładowo, coraz więcej francuskich stacji zimowych chce w nadchodzącym sezonie przetestować  ich skuteczność na swoim terenie, czyli w wymagających zarówno pod względem konfiguracji terenu, jak pogody warunkach górskich.

Producent tych miniaturowych bezzałogowych samolotów, czyli mająca siedzibę w Grenoble kompania Delta Drone, zapewnia, że sprawdzą się one w rozmaitej roli. A że firma uznała ośrodki narciarskie za przyszłościowy rynek zbytu, więc przystosowuje swoje wyroby do ich potrzeb.

Drony mogą więc teraz wznosić się na wysokość do 3500 m n.p.m., latać w temperaturze sięgającej -30°C przy wietrze o prędkości do 125 km/godz. Ich cena sięga tymczasem od 2500 do 5000 euro w zależności od konfiguracji oprogramowania i możliwości. Nawet najprostsze maszyny są jednak wyposażone w kamery przekazujące bezprzewodowo obraz do operatora. W zależności od modelu kamera może działać także w warunkach mgły, mocnego zachmurzenia czy też w nocy. Otrzymany obraz jest w bazie analizowany komputerowo z uwzględnieniem rzeczywistych kształtów, kolorów oraz gęstości pokazywanej materii. Drone może być również wyposażony w odbiornik sygnałów napływających z detektorów lawinowych. Co więcej, zbiera je z dużo większej powierzchni niż odbiorniki używane przez ratowników pracujących na samym lawinisku.

W efekcie, drony mogą służyć, po pierwsze,  jako ważne narzędzie podczas poszukiwań zasypanych przez lawiny. Po drugie, można ich używać również do sprawdzania, czy po zakończeniu pracy wyciągów na trasach i w ich okolicach nie pozostali jacyś narciarze i snowboardziści. Obecnie jest to zadanie patroli ratowniczych, ale te nie zawsze są w stanie objechać wszystkich miejsc, a na dodatek drony są w stanie dużo szybciej skontrolować obszar  stacji. Na dodatek przez drony da się upominać niesfornych – i to w kilku językach (angielskim, francuskim irosyjskim). Po trzecie, przy pomocy bezzałogowców można na bieżąco śledzić zatłoczenie poszczególnych nartostrad, a potem poprzez komunikaty dla gości sugerować im, by udali się na mniej popularne w danej chwili trasy. Tę ostatnią funkcję zamierza w najbliższym sezonie testować m.in. słynne Alpe d’Huez. Przy pomocy dronów można wreszcie kręcić filmy efektowne narciarskie – także w tych miejscach, gdzie z racji ekologicznych nie można używać śmigłowców. Z dobrze poinformowanych źródeł pochodzi wiadomość, że szykuje się do tego także uznany polski freerider Andrzej Osuchowski. Razem ze swoim austriackim kolegą Romanem Kussem chcą w ten sposób zarejestrować swój zjazd z najwyższego szczytu tej części Alp, czyli Grossglocknera (3798 m n.p.m).

Marzeniem Delta Drone jest kontrakt na monitorowanie bezzałogowcami okolic Mont Blanc –  znowu: w celu zwiększenia bezpieczeństwa chętnych na zdobycie najwyższej góry już całych Alp.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 0

Dodaj komentarz »
  1. Lipiec 2014.
    Wedruję do schroniska Kaunergrat Huette w pitztal, rano wypilem za dużo kawy i w połowie po 2 godzinach mnie przypiliło. W promieniu godziny drogi nie widze żywego ducha, poza moimi dziewczynami które odsyłam do przodu, znajduje z boku szlaku skale i oddaje naturze co jej. A po miesiącu, kiedy juz jesteśmy w domu, przychodzi zdjecie z wyeksponowaną pewną częścią ciała i mandat za zanieczyszczanie środowiska.
    Czy o to nam chodzi z tymi dronami. Jaka mamy pewność, że pod pretekstem poprawy bezieczeństwa nie będa drony wykorzystywane do inwigilacji w górach. Przecież góry (Alpy) to juz chyba ostatnie miejsce gdzie możemy sie czuć naprawdę wolni. a teraz wielki brat będzie na nas spogladał z góry.
    Pozdrawiam.

  2. Andrzej52 3 sierpnia o godz. 18:47
    „znajduje z boku szlaku skale i oddaje naturze co jej. A po miesiącu, kiedy juz jesteśmy w domu, przychodzi zdjecie z wyeksponowaną pewną częścią ciała i mandat za zanieczyszczanie środowiska”
    W Twoim opisie zabrakło fragmentu z saperką i zakopywaniem tego, co oddałeś naturze. I dlatego dostaniesz mandat z drona. Jakby dron zobaczył saperkę i Ciebie zakopujacego naturalne dary to byś mandatu nie dostał. Mówi ci to stary harcerz. 😉

    A tak na poważnie to podoba mi się wykorzystanie bezpilotowców w opisanych przez Gospodarza rolach.

  3. zza kałuży
    4 sierpnia o godz. 18:28
    Ale ja mialem na myśli coś w postaci płynnej. poza tym saperka na skaly za bardzo sie nie nadaje.
    Na powaznie.
    Kupuje trzydniowy karnet na kolejki w Pitztal, robia mi zdjecie, w nowej kolejce Wildspitzbahn – kamery. Ja nie chce, żeby jeszcze w wysokich górach, dokąd uciekam od cywilizacji ktoś z góry mnie obserwował. Może to i dobry pomysł, kontrolowanie tras narciarskich w zimie, ale kto da gwarancje, że pomysł ten nie zostanie rozszerzony na cale góry, a następnie na resztę terenu. I wszystko w imie „polepszenia bezpieczeństwa obywateli”.
    Pozdrawiam.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Pan Brunetko ma skrzywienie zjazdowe. Drony coraz częściej używane są do obserwowania ruchu na drogach. Oczywiście dla bezpieczeństwa. Może niedługo nad każdym samochodem będzie leciał chroniący go dron. Chronił będzie szczególnie jego prawa do NIEprzekraczania dozwolonej prędkości. Skutecznie.
    Andrzej jako kierowca LKW korzysta z tachometru, ale chronionego Bozia strzeże. I będzie go jeszcze bardziej chroniła. Skończy się obsikiwanie tylnego koła.
    I w ogóle wszystko się skończy, jak informują PRISM i XKeysCore. A wszystko dla dobra i bezpieczeństwa. Bo ten, kto niema nic do ukrycia nie musi się bać.

  6. Tak dugo, jak te drony nie będą strzelały do mnie rakietami to mam je w nosie. Jak w piątek żonę zapewniam, że muszę jechać w delegację aby w rzeczywistości z sekretarką wybrać się do schroniska gdzie dron zrobi nam zdjęcie to sam sobie jestem winien. Swoich żon się nie zdradza. 😉
    I w tym sensie ja nie mam nic do ukrycia i się dronów nie boję.

    Niektórzy żeglarze z zasady nie zabierają żadnych środków wzywania pomocy. Rozumują, że jak się sami popchali w niebezpieczne rejony to nieuczciwe byłoby narażanie innych na niebezpieczeństwo i na koszty wyciągania ich z kabały. Nie wiem, czy jest to też stosowana praktyka w górach, ale mnie by było głupio leźć np. w zimie w rejon, gdzie często schodzą lawiny i potem liczyć na jakieś wleczone ze sobą nadajniki. Przecież ten, który pójdzie mnie ratować też sam się naraża. Egoizm do kwadratu w moim pojęciu. Już nie mówiąc o tym, że dla turystów w wysokich partiach gór powinny obowiazywać słone ubezpieczenia. Jak chcesz liczyć na ratowników i śmigłowiec to wykup sobie najpierw polisę. W innym wypadku będziesz pokrywał 100% kosztów ratowania albo możesz se telefonować na Berdyczów.

  7. zza kałuży
    ” Nie wiem, czy jest to też stosowana praktyka w górach, ale mnie by było głupio leźć np. w zimie w rejon, gdzie często schodzą lawiny i potem liczyć na jakieś wleczone ze sobą nadajniki.”
    Też tak uważam, i dlatego jak widze że nie dam rady odpuszczam. W tym roku w Pitztal mialem taka sytuacje. Brakowało mi 150m do szczytu, dotarlismy do zasypanego świeżym sniegiem stromego komina i byl koniec zabawy. Wczesniej rozmawialem z Tyrolczykiem, który zawrocił z tego samego miejsca.
    Drony do akcji ratowniczej :tak. Ale do ciaglęgo patrolowania : stanowcze nie.
    A ubezpieczenia obowiązuja prawie wszedzie, tylko nie w Polsce. Potem trzeba takiego klapkowicza sciagac z Orlej Perci bo sie przeliczył i sil mu zabrakło. I ubezpieczenia te wcale nie są drogie.

  8. Samotni żeglarze i inni ekstremalni egoiści powinni jednak pamiętać o swoich rodzinach i przyjaciołach i z nimi ustalić postępowanie w wypadku ich zaginięcia. Nie chodzi o ratowanie (skoro nie jest dla nich istotne), ale przynajmniej ustalenie stanu rzeczy (np. stwierdzenie śmierci), które bywa istotne dla prawnych konsekwencji ich zaginięcia (renty, ubezpieczenia) a także spokoju ducha poszukujących, możliwości pożegnania i zamknięcia rozdziału życiowego. Oraz zaoszczędzenia kosztów poszukiwań.
    Drony zaś muszą się liczyć z tyrolskimi kłusownikami 😉

  9. Dron (drone, Drohne) powinien się po polsku nazywać „truteń” czyli samiec pszczoły, bo od tego wywodzi się jego angielska i niemiecka nazwa 😉

  10. W Tatrach (polskich) drony bylyby chyba potrzebne, ale takie strzelające rakietami do „mądrych inaczej”.http://wiadomosci.onet.pl/podhale/turysci-kapali-sie-w-czarnym-stawie-jeden-zostal-ranny-obaj-zaplaca-mandaty/09ws2

css.php