Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
W śniegu i po śniegu - Krzysztofa Burnetki zimowy styl życia, czyli góry, narty, deska… i cała reszta W śniegu i po śniegu - Krzysztofa Burnetki zimowy styl życia, czyli góry, narty, deska… i cała reszta W śniegu i po śniegu - Krzysztofa Burnetki zimowy styl życia, czyli góry, narty, deska… i cała reszta

1.01.2012
niedziela

Nowy rok z nowym prawem

1 stycznia 2012, niedziela,

Od 1 stycznia na polskich stokach obowiązuje nowe prawo. Chodzi przede wszystkim o obowiązek używania kasków przez jeżdżące na nartach bądź desce dzieci oraz zakaz jazdy w stanie wskazującym na spożycie alkoholu bądź środków odurzających. Nareszcie!

Nic dziwnego, że wiadomość ta znalazła się w serwisach informacyjnych większości rodzimych mediów. Zmiany – jak na rodzime warunki i mentalność – są bowiem niemal rewolucyjne.

O samych rozwiązaniach i dyskusji wokół nich pisałem tu wielokrotnie (ostatnio: „Alkohol, kaski i ratownicy”, 15 września 2011 r.). Przypomnijmy więc tylko pokrótce: dotychczas nie było jednego aktu regulującego zasady zachowania się w górach, a stosowne przepisy rozsiane były po rozmaitych rozporządzenia. Teraz kwestie te normuje ustawa „o bezpieczeństwie i ratownictwie w górach i na zorganizowanych terenach narciarskich”.  

Nakazuje ona m.in. by narciarze lub snowboardziści do ukończenia 16-tego roku życia mieli w czasie jazdy na głowach kaski. Za niedopilnowanie tego nakazu opiekunom dziecka grozi grzywna (nawet do 5 tys. złotych). Obowiązek taki (dla dzieci do 15 roku życia) wprowadzono już wprawdzie w połowie sezonu 2009/2010 roku ustawą o kulturze fizycznej, ale rychło została ona zastąpiona ustawą o sporcie, a w niej o kaskach mowy już nie było.

Nowe przepisy zabraniają także jazdy „w stanie nietrzeźwości (granicą jest 0,5 promila alkoholu we krwi) lub pod wpływem środka odurzającego”. I tu karą może być grzywna (również do 5 tys.). Zarządzający terenem narciarskim mogą odmówić wstępu albo nakazać opuszczenie stoku osobie, której zachowanie na to „wyraźnie wskazuje”.

Ustawa ustala ponadto – co też ważne – zasady finansowania ratownictwa górskiego. Konkretne – corocznie precyzyjnie określane – działania TOPR i GOPR w całości opłacał będzie budżet państwa.

Oczywiście, każda z wymienionych nowości ma swoich przeciwników. Powołują się oni a to na wolności obywatelskie i święte prawa rodziców (w sprawie kasków), a to na trudności z egzekwowaniem przepisów (głównie tych tyczących pijanych użytkowników stoków) czy wreszcie na pustki w kasie państwa i możliwości nadużyć (jeśli chodzi o finansowania służb górskich).

Krytykę regulacji dyscyplinujących łatwo można odeprzeć argumentem o wciąż zdarzającej się niefrasobliwości rodziców, bagatelizujących nawet bezpieczeństwo swoich dzieci oraz o nachlanych bądź ujaranych narciarzach czy snowboardzistach – rzecz zresztą nie tylko w tym, że zagrażają oni innym, ale i w tym, że kiedy sami stają się ofiarami swojej głupoty, za ich leczenie płacą wszyscy.

Odnośnie zaś egzekucji wprowadzonych przepisów, to pisałem tu już o wspólnej akcji policji i Polskiego Związku Narciarskiego, mającej służyć doskonaleniu umiejętności funkcjonariuszy w jeździe na nartach tak, by można było zwiększyć liczbę patroli na stokach. („Glina na stoku”, 24 października 2011 r.).

Natomiast co do opłacania akcji TOPR i GOPR z budżetu, to rzeczywiście można dyskutować, czy nie należało wprowadzić radykalniejszych rozwiązań. Bo owszem, idea pomocy ofiarom gór jest szczytna, dlaczego jednak za lekkomyślność niektórych (bo to ona jest powodem sporego odsetka wypadków) płacić mają wszyscy?

Jeśli zaś ściąganie zwrotu kosztów akcji od uratowanych może być w polskich warunkach trudne, to może trzeba było wprowadzić obowiązkowe ubezpieczenie, płacone, na przykład, przy zakupie karnetu na wyciągi?

Nowa ustawa nie ogranicza się jednak do kasków, alkoholu i ratownictwa. Wprowadza też kilka innych istotnych regulacji (m.in. tyczących przygotowania stoków i informowania o warunkach śniegowych, a także zachowania narciarzy i snowboardzistów na trasie oraz stanu używanego przez nich sprzętu).  Wkrótce o nich również tu napiszę.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 8

Dodaj komentarz »
  1. Również od Nowego Roku własciciele wyciągów narciarskich muszą zapewnić ratownika na stoku. Oczywiscie natychmiast spotkało sie to z reakcją właścicieli wyciągow, tłumaczenie jak zwykle :nie stać nas.
    Wszystkiego co najlepsze w Nowym Roku, dla Redaktora i blogowiczów.

  2. Jeżeli chodzi o alkohol i narkotyki to pozwolę sobie wyrazić odmienne zdanie. Otóż wprowadzając jakieś przepisy należało by się jeszcze zastanowić, czy są one życiowe i możliwe do wyegzekwowania, a w tym wypadku wydaje mi się, że po raz kolejny tworzymy martwe przepisy, bo kto miałby to kontrolować? Właściciele stoków raczej nie będą zainteresowani „płoszeniem” „nagrzanych” narciarzy (oraz zakupem alkomatów), a Policja ma pełne ręce innej roboty. Chciałbym się mylić, ale myślę, że rzeczywistość szybko zweryfikuje oczekiwania prawodawcy.
    Byłby też ostrożny z potępianiem „płacenia przez wszystkich za lekkomyślność niektórych”. Nie wiem, czy nie zmienił by pan zdania, gdyby, czego Panu nie życzę, dostał Pan w głowę kamieniem zrzuconym przez przypadek przez innego turystę (a noszenie kasków na wycieczki w Tatry nie jest w Polsce jeszcze zbyt popularne). Góry dostarczają naprawdę wiele nieoczekiwanych niebezpiecznych sytuacji. W Alpach i na Słowacji (poza bodajże Francją) wprawdzie trzeba płacić z własnej kieszeni (lub ubezpieczenia), ale nie wiem, czy jest to akurat właściwie rozwiązanie… Pozdrawiam

  3. Gratuluje Szanownemu Autorowi dobrego sampoczucia, szczegolnie biorac pod uwage, ze jest prawnikiem. To przeciez jasne, ze to czego najbardziej Polsce potrzeba, to wiecej przepisow. Szczegolnie restrykcyjnych, za ktorych zlamanie grozi co najmniej grzywna. Prawnicy zarobia.

    Narciarstwo, snowboarding oraz wiele innych sportow wiaza sie z duzym ryzykiem dla zycia i zdrowia. Kazdy uczestnik uprawia takie sporty majac tego swiadomosc i na wlasna odpowiedzialnosc. Stad – wprowadzanie nowych przepisow, ktore maja zwiekszyc „bezpieczenstwo” uczestnikow niebezpiecznych sportow uderza mnie jako absurdalne.

    Pozdrawiam.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Drogi Werbalisto, tu nie chodzi o bezpieczeństwo debili, którzy jeżdżą na nartach po kilku browarach wzmacnianych pięćdziesiątkami. Jak się rozwalą o dzrewo, ich problem – choć też nie do końca, bo niestety za leczenie takich delikwentów płacimy wszyscy. Większy problem w tym, że istnieje spore prawdopodobieństw, że naprany narciarz uzna się za króla stoku (i prędkości) i wpadnie na kogoś – w tym dziecko. Sam przeżyłem taką sytuację rok temu w Madonna di Campiglio – na mojego 6-letniego wtedy syna (jechał w kamizelce odblaskowej, w kasku, a ja próboałem go, bezksutecznie niestety, asekurować) wpadł liczący ze sto kilo zawiany snowboardzista – rodak oczywiście, Szczęśliwie nic się nie stało. Tym, razem. Podobnymi idiotami są rodzice, nie dbający o to, by och dzieci jeździły w kaskach. Bo jeśli sami chcą jeździć w czapce – ich sprawa (sam do niedawna nie używałem na trasie kasku na własne ryzyko). Tyle że rodzice odpowiadają za swoje dzieci i nie mają prawa narażać ich naniepotrzebne ryzyko. I to dlatego uważam te przepisy za potrzebne.

    Pozdrawiam

  6. „Odnośnie zaś egzekucji wprowadzonych przepisów” od tego jest obsługa na stoku (jak trzeba to wyłączy wyciąg, czy wezwie policje)
    „dlaczego jednak za lekkomyślność niektórych (bo to ona jest powodem sporego odsetka wypadków) płacić mają wszyscy?” bo to taniej jak ktoś zrobi błąd. Po co gnoić komuś życie za pomyłkę na stoku? Czy ci którzy żądają by płacili tylko ci co się pomylą, są we wszystkim nie omylny ?
    Nie przyszło im na myśl ze przez ich pomysł zlikwidują narciarstwo w III RP ?
    Bo jak wiadomość się rozniesie ze np. za potracenie kogoś trzeba zapłacić kilka-kilkadziesiąt tysięcy (transport, lekarz, odszkodowanie itp) to ludzie przestana jeździć.

    I po co kombinować skoro są dobre rozwiązania na świecie ?

  7. @ Krzysztof Burnetko 3 stycznia o godz. 15:07

    Szanowny Autor zechce zauwazyc, ze mnozenie niepotrzebnych przepisow nigdy nie rozwiazuje zadnych problemow. Przykladowo, w okresie swiatecznym zginelo na polskich drogach kilkadziesiat osob, a ponad tysiac zatrzymano za prowadzenie pojazdu pod wplywem alkoholu. Polskie przepisy sa dosc restrykcyjne pod tym wzgledem, ale czy to cos zmienia? W Czechach, o ile sobie przypominam, nie toleruje sie zadnej zawartosci alkoholu w wydychanym powietrzu kierowcy, ale tez – czy cos to zmienia? W USA, np. we wszystkich stanach obowiazkowe jest uzywanie specjalnych krzeselek do transportu dzieci w samochodzie. No i co? Wiekszosc tych krzeselek uzywa, ale gdy trzeba jechac pozyczonym samochodem, to sie jedzie i bez krzeselka. Przyklady mozna mnozyc, ale konkluzja bedzie zawsze taka sama: niebezpieczny sport, to niebezpieczny sport – i tyle. W 1997 – Michael LeMoyne Kennedy zginal w wypadku narciarskim w Aspen, Colorado – obecnosci alkoholu, ani narkotykow nie stwierdzono. W 1999 John F. Kennedy, Jr. zginal w wyniku wypadku samolotu, ktory pilotowal. Wynik ten sam. Wspomnam o Kennedych tylko dlatego, ze to bardzo znane nazwiska. Chodzi mi o to, ze organizacja stokow jest o wiele wazniejsza niz mnozenie przepisow. Tylko w taki sposob mozna zapewnic wieksze bezpieczenstwo uzytkownikow. A i tak wypadki beda sie zdarzaly.

    Zgadzam sie z sugestia Szanownego Autora, ze dobrze byloby wprowadzic obowiazkowe ubezpieczenie, platne przy zakupie karnetu na wyciag.

    Pozdrawiam.

    P.S. Sam nie jestem narciarzem, wiec tylko rzucam okiem na artykuly Szanownego Autora w tej sprawie. Natomiast wypowiedzi na tematy prawne Szanownego Autora czytam wnikliwie i z wilka przyjemnoscia, bo tak malo prawnikow chce i umie wypowiadac sie na te zasadnicze przeciez dla nas tematy.

    W.

  8. Dziękuję za komplementy :). I zachęcam do spróbowania nart!

css.php