Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
W śniegu i po śniegu - Krzysztofa Burnetki zimowy styl życia, czyli góry, narty, deska… i cała reszta W śniegu i po śniegu - Krzysztofa Burnetki zimowy styl życia, czyli góry, narty, deska… i cała reszta W śniegu i po śniegu - Krzysztofa Burnetki zimowy styl życia, czyli góry, narty, deska… i cała reszta

29.12.2011
czwartek

Bezpieczny ubezpieczony

29 grudnia 2011, czwartek,

Ledwie 53 proc. rodaków ubezpiecza się przed wyjazdem za granicę. Być może wśród narciarzy i snowboardzistów odsetek ten jest nieco większy, ale i tak liczba nieubezpieczonych jest spora. Wierzą widać, że im nic stać się nie może. Albo też są przekonani, że akcja ratownicza w górach zawsze jest bezpłatna, a koszty leczenia wszędzie pokrywa NFZ.

Tymczasem w większości krajów alpejskich za pomoc ratowników na stoku oraz ewentualny transport trzeba płacić. I to sporo – bynajmniej nie tylko wtedy, gdy w akcji weźmie udział helikopter.

A kosztów tych nie pokrywa wcale tzw. Europejska Karta Ubezpieczonego (wydawana bezpłatnie w regionalnych oddziałach NFZ tym, którzy płacą składki zdrowotne w kraju). Więcej, EUKZ uprawiania wprawdzie do leczenia za granicą, ale tylko w takim zakresie, jaki oferuje dany kraj. Jeśli zatem gdzieś trzeba, przykładowo, dopłacać do hospitalizacji, to także turysta z Polski, mimo że ma z sobą kartę, będzie musiał za pobyt w szpitalu tę kwotę zapłacić. Karta nie obejmuje także kosztów transportu chorego do kraju.

Naturalnie nie ma też mowy o refundacji szkód na zdrowiu, jakie jej posiadacz wyrządził innym osobom. A zadośćuczynienie z tytułu tzw. odpowiedzialności cywilnej za chociażby najechanie na innego użytkownika stoku może być nader wysokie – a więc koszty akcji ratowniczej, transportu i leczenia ofiary. Ba, często w grę wchodzi także zwrot utraconych przez nią w wyniku wypadku zarobków.

Dlatego jedynym sposobem na spokojny wyjazd jest zawarcie dodatkowego ubezpieczenia. Najlepszym rozwiązaniem jest zresztą uzupełnienie pakietu podstawowego (rekompensującego zwykle koszty leczenia za granicą – oczywiście od określonej kwoty, transportu do kraju itp. ) o polisę przeznaczoną specjalnie dla uprawiających sporty zimowe. Jej posiadaczom zwracane są koszty akcji ratowniczej i zwiezienia ofiary ze stoku. Często obejmuje też rekompensatę (również do ustalonej kwoty) za straty powstałe w wyniku kradzieży czy zagubienia sprzętu i OC od skutków wypadków na stoku spowodowanych przez ubezpieczonego.

Co ważne: cena takiej rozszerzonej polisy nie jest zaporowa. Za tygodniowe ubezpieczenie narciarskie na obszar Szwajcarii zapłaciłem właśnie niespełna 100 zł (dostępne są też polisy dla uprawiających sporty ekstremalne w rodzaju jazdy poza trasami bądź po muldach, skoków terenowych, wypraw w rejony niebezpieczne itd. – tygodniowa kosztuje ok. 280 zł). Naturalnie zawsze trzeba dokładnie przeczytać warunki umowy, by wiedzieć, w jakich sytuacjach można liczyć na gwarancje ubezpieczenia.

Warte rozważenia jest też zakupienie ubezpieczenia narciarskiego razem z karnetem narciarskim – w większości stacji alpejskich kosztuje ono ok. 2 euro na dzień.

Skądinąd w związku ciepłą jak dotąd zimą firmy ubezpieczeniowe zaczęły oferować pakiety przewidujące refundację strat w przypadku… niemożności wyjścia na narty czy deskę. Otóż jeśli w pobliżu miejsca zakwaterowania ubezpieczonego trasy zjazdowe zostaną zamknięte (czy to właśnie w wyniku braku śniegu, czy też z powodu zagrożenia lawinowego, mgły itp.), może on liczyć na 40 złotych dziennie, by – jak reklamują to brokerzy – „mieć środki na inne, zastępcze, rozrywki”. Rzecz tylko w tym, że sytuacja taka jest dość mało prawdopodobna – w dobie sztucznego dośnieżania zwykle zawsze jakieś trasy w stacji są czynne (zwłaszcza, że sami właściciele ośrodków dbają o to, by uruchomić choć jeden wyciąg – inaczej sami muszą zwracać za skipassy). Nie mówiąc o tym, że 40 złotych na zbyt wymyślne rozrywki może nie wystarczyć .

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 7

Dodaj komentarz »
  1. Drogo Pan zapłacił, ja latem płace za 8 dni 30 złotych, przy kwocie ubezpieczenia 25 000,- EUR

  2. Panie Andrzeju, ale czy Pana ubezpieczenie obejmowało uprawianie sportu, OC i utratę sprzetu? Jeśli tak, to faktycznie przepłaciłem :).

  3. W lutym płaciłem 150 PLN za 10 dni ( w tym opcja /tfu,tfu/ transport zwłok do kraju)

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Panie Krzysztofie, zwracam honor. Poprosiłem „moją” ubezpieczalnię o przygotowanie oferty dla dwóch osób. I przeżyłem maly szok. Koszty leczenia i NNW dla narciarza, to 54,-PLN/osoba/7 dni, jak dołożymy utatę sprzetu wyjdzie 78,-PLN (sprzęt wart 1000,-PLN), jeśli do tego dołożymy jeszcze OC, wychodzi 110,-PLN.
    Latem za koszty leczenia, NNW i bagaż płace 30,-PLN/8 dni. Ubezpieczenie obejmuje wedrówki po oznakowanych trasach, leczenie, pobyt osoby bliskiej w szpitalu na miejscu, no i oczywiście transport tego co z delikwenta zostało do Polski i utrate bagażu wart. 1000,-PLN.
    W Alpach praktycznie wszystkie szlaki są oznakowane, tak że nie obejmuje tylko wspinaczki. (W Sulden np. na wszystkie okoliczne górki pow 3000m można wejś oznakowanym szlakiem, oprócz Wielkiej Trójki).
    Nie wiem czy ubezpieczalnie ponoszą aż tak duże koszty, czy probują dodatkowo zarobić kosztem narciarzy i wychodzą z założenia : stać cię na narty, to znaczy że masz pieniadze i stać cię na ubezpieczenie.
    Latem na wysokogórskich szlakach rownie łatwo można skrecic nogę, co na nartach. A ze skreconą nogą po kamieniach się nie zejdzie samemu
    Pozdrawiam

  6. Na koniec roku cos dla miłosników wypraw skitourowych.
    http://www.hikr.org/tour/post44934.html
    Wszystkiego najlepszego w Nowym Roku.

  7. Drogi Panie Andrzeju52, Pana stwierdzenie „W Alpach praktycznie wszystkie szlaki są oznakowane” jest trochę mylące. W Alpach jest sporo znakowanych szlaków, ale wiele szczytów i przełęczy (z moich kilkuletnich doświadczeń wynika, że większość) nie posiada oznakowanych szlaków, ponadto oznakowanie szlaków bywa bardzo marne (zamiast dwukolorowych znaków np. biały-żółty-biały maźnięta byle jak i byle gdzie kropka) i często wszystkie są oznakowane jednym kolorem (z reguły na czerwono). Stąd posiadanie mapy (a często i nawigacji GPS) jest w Alpach wysoce pożądane.

  8. Pomijam już oczywisty fakt, że ze względu na warunki nie ma praktycznie żadnych oznakowań na lodowcach, więc chodzi się tam na tzw. czują, lub korzystając z wydeptanych przez poprzedników ścieżek.

css.php