Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
W śniegu i po śniegu - Krzysztofa Burnetki zimowy styl życia, czyli góry, narty, deska… i cała reszta W śniegu i po śniegu - Krzysztofa Burnetki zimowy styl życia, czyli góry, narty, deska… i cała reszta W śniegu i po śniegu - Krzysztofa Burnetki zimowy styl życia, czyli góry, narty, deska… i cała reszta

29.11.2011
wtorek

Wieści o tyrolskim śniegu

29 listopada 2011, wtorek,

Listopad się kończy, a Alpy wciąż czekają na pierwsze w sezonie 2011/12 poważne opady śniegu. Ale jest już parę miejsc, w których można jeździć na nartach. I to chociażby w nieodległym Tyrolu.

Katarzyna Gaczorek z Austria Werbung przysłała mi właśnie z Insbrucka najświeższy raport tyczący czynnych tam stacji zimowych.
I tak działają oczywiście wyciągi na wszystkich pięciu tyrolskich lodowcach. Można więc wybrać się na narty na Stubai (największy lodowiec w Austrii.i położony zresztą tuż za Innsbruckiem) lub na Hintertux (czynny skądinąd okrągły rok), do Sölden (na tamtejszym Rettenbach pod koniec października udanie rozpoczął się tegoroczny cykl zawodów alpejskiego Pucharu Świata) albo na Kaunertal. Bądź wreszcie na Pitztal, najwyższy lodowiec Tyrolu (3440 m n.p.m.): swoje robi tu nie tylko wysokość, ale i zamontowany przed dwoma laty Snowmaker System, pozwalający produkować sztuczny śnieg nawet przy mocno dodatnich temperaturach i niesprzyjającej wilgotności powietrza (o detalach działania tej instalacji zaśnieżającej pisałem tu już w październiku 2009 r. „Snowmaker ratuje sytuację”). Na razie na Pitztalet Gletcher otwartych jest 30 km tras z sześcioma obsługującymi je wyciągami.

Na narty zapraszają także dwie inne stacje Tyrolu: Ischgl oraz Obergurgl/ Hochgurgl, które jako jedyne nie przełożyły otwarcia sezonu mimo kiepskich jak dotąd warunków pogodowych.

Ischgl uratował nowoczesny system dośnieżający – oraz odważna decyzja menedżerów stacji, by mimo stosunkowo wysokiej temperatury nie szczędzić pieniędzy na pokrycie tras sztucznym śniegiem. W Ischgl przez ostatnie 2 tygodnie jednocześnie pracowało 500 armatek (stacja ma ich ogółem aż  tysiąc!), a na dośnieżenie stoków oraz zjazdu do doliny wydano do tej pory ponad milion euro.  W efekcie w miniony piątek – jak pisałem w poprzedniej notce – można było zacząć tam sezon.

 

Zbocza nad Gurgl, styczeń b.r.  (fot. Tomek Rakoczy)

Z kolei atutem leżących na końcu doliny Öztzal, cichych i pięknych Obergurgl/ Hochgurgl („Diament Alp i kopuła wody”, 14 stycznia b.r.) jest doskonałe położenie: trasy wytyczono tu na wysokości pomiędzy 1800 a 3080 m n.p.m., a specyficzny układ okolicznych masywów powoduje, że pokrywie śnieżnej wielkich szkód nie jest w stanie zrobić nawet ciepły Föhn (alpejski odpowiednik halnego). A że udało się dośnieżyć  ok. 80 km (spośród 110 km) tamtejszych nartostrad, więc stacja mogła rozpocząć zimową działalność już 17 listopada.

Co najważniejsze: lokalni meteorolodzy (a to ich prognozy są najpewniejsze) zapowiadają, że w najbliższy weekend zacznie wreszcie na poważnie sypać.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 1

Dodaj komentarz »
  1. Czemu Pan mi to robi ? NIE PRZEZYJEMY MOJA BASIENKA I JA!.Pozdrawiam cala narciarska Polske. Czekamy na Czarna Gore lub Zieleniec.

css.php