Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
W śniegu i po śniegu - Krzysztofa Burnetki zimowy styl życia, czyli góry, narty, deska… i cała reszta W śniegu i po śniegu - Krzysztofa Burnetki zimowy styl życia, czyli góry, narty, deska… i cała reszta W śniegu i po śniegu - Krzysztofa Burnetki zimowy styl życia, czyli góry, narty, deska… i cała reszta

28.10.2011
piątek

Z ziemi obcej do Polski: alpejskie wioski

28 października 2011, piątek,

Idzie zima. Warto zatem się zastanowić, dlaczego w alpejskich stacjach narciarskich wypoczywa się zwykle przyjemniej niż w kurortach Podhala, Beskidów i Tatr. Bo nie chodzi przecież tylko o róznice w wielkości gór.

Alpbach

Rzecz w tym, że te alpejskie zachowują jakoś zwykle górski charakter. W austriackim Alpbach (Tyrol) czy szwajcarskim Les Diablerets (region Jeziora Genewskiego) lokalne ustawodawstwo zakazuje inwestycji łamiących standardy miejscowej architektury – także tych tyczących wysokości budynków. W efekcie Alpbach może chwalić się tytułem „najpiękniejszej wioski Alp”, a Les Diablerets imponuje ładem położonych na zboczu domostw. Wszystko to wplywa na przytulną atmosferę wiosek i wyciszone tempo życia mieszkańców i gości.

Bo potrafią najnowocześniejsze nawet rozwiązania technologiczne pogodzić z górskim krajobrazem. Dowodem nowa supernowoczesna kolejka gondolowa na Gaislachkogl, jeden z trzech trzytysięczników górujących nad austriackim Sölden. Kosztowała 38 mln euro kolejek. Najpierw ośmioosobowe gondolki, osadzone na jednej linie, zabierają narciarzy i snowboardzistów z wysokości 1663 m n.p.m.  na 2174 m n.p.m. Liczącą ponad 2 km trasę (i  811 m różnicy poziomów) pokonują w niespełna 7 minut. Przepustowość sięga do 3600 osób na godzinę, co jest rekordem w skali światowej (dotychczasowa kolejka w ciągu godziny wwoziła 1800 pasażerów).

Ze stacji środkowej na szczyt (3040 m n.p.m.) zabiera chętnych kolejka trzylinowa 3-S-Bahn. Opiera się na 2 linach nośnych, a wagoniki transportowane są w górę przez jedną linę ciągnącą – jest to najwyżej wjeżdżająca kolejka o takiej konstrukcji na świecie. Porusza się z taką samą prędkością, jak pierwsza, pomimo że na drugim odcinku różnica wysokości jest jeszcze większa, bo  wynosi 864 m. W sumie przejazd obu odcinków – czyli ponad 3 km o różnicy poziomów 1677 m – zajmuje ledwie 15 minut.

Inwestycja przebiegała nie bez kłopotów. Największe problemy technologiczne wynikały z faktu, ze ostatnia podpora na górnym odcinku musiała zostać osadzona na skale – wiecznej zmarzlinie. Wymagało to od konstruktorów uwzględnienia ruchów cechujących taki rodzaj podłoża.  Na dodatek ukształtowanie terenu determinowało wielkość ostatniej podpory: musiała mieć 50 m wysokości, a podobnej długości ma jej ramię, na którym zawieszone są liny. Wyjściem okazało się osadzenie fundamentu na elastycznych legarach, pozwalających mu przesuwać się na odcinku ok. 60 cm. Ponadto fundamenty składają się z 6 osobnych części, co gwarantować ma odpowiednie balansowanie całej konstrukcji, a więc jej stabilność pomimo ruchów podłoża. Dość powiedzieć, że fundament ostatniej podpory 3-S-Bahn jest 28 razy większy od standardowego fundamentu podpór używanych w wyciągach gondolowych, a lina ciągnąca wymaga napędu o mocy 30 razy większej niż zwykle.

Górna stacja Gaislachkogelbahn w Söllden

Co jednak najważniejsze: przeszklona stacja środkowa i górna są tak precyzyjnie wkomponowane w zbocze, że nie rażą mimo całkiem sporej kubatury i wysokości, na której są zbudowane.

Bo alpejscy górale potrafią się jakoś dogadywać. W efekcie mogą kusić gości karnetami obejmującymi kilka bądź kilkanaście stacji i setki wyciągów, gęstą siecią połączeń, rozmaitymi promocyjnymi pakietami (typu: publiczny basen bądź termy w cenie zakwaterowania) itd. Ostatnim przykład takiego podejścia do interesów dały tyrolski lodowiec Pitztal i położona w tej samej dolnie świetna narciarsko stacja Hochzeiger: po kilku latach waśni, doszły właśnie do porozumienia i m.in. proponują wspólny skipass.

Bo oferują kuchnię niezachwaszczoną jedzeniowym śmieciem w postaci kebabów, hamburgerów, keczupów czy kukurydzy z puszki dodawanej – jak na Podhalu – do wszystkiego. Wszędzie też można dostać lokalne napitki – od piwa przez wina na sznapsach skończywszy – a nie tylko czystą wódę, przemysłowo produkowane piwo bądź winopodobny napój Carlo Rossi.

Bo troszczą się o dzieci. W wielu miejscach (włoskiego Tyrolu Południowego czy  Tyrolu austriackiego chociażby)  jeżdżą one za darmo aż do ukończenia 10 roku życia. Mogą korzystać ze świetnie wyposażonych szkółek narciarskich – choćby takiej, jak na lodowcu Stubai, dzięki której dwa lata z rzędu (2009/2010 i 2010/2011) zdobywał on przyznawany przez renomowany przewodnik ADAC SkiGuide laur „Najlepszej alpejskiej stacji dla rodzin”.

Bo nie zakazują jazdy poza trasami – na własną odpowiedzialność.

Bo dbają o bezpieczeństwo wreszcie. Savognin w szwajcarskiej Gryzonii chwali się najszerszymi trasami w Alpach. A rejon Alp Kitzbühelskich – najlepiej wyratrakowanych i naśnieżonych tras. Ze świetnego przygotowania nartostrad słyną też Włosi – zwłaszcza stacje Dolomitów (choćby Alta Badia) czy te położone w dolinie Alta Valtelina: Livigno i Santa Caterina Valfurva.

Tę ostatnią zresztą przeniósłbym do Polski w całości – piękna, cicha, ze świetnym śniegiem i kuchnią oraz z trasami dla wszystkich: i uczących się, i tych nie bojących się wymogów giganta pań alpejskich mistrzostw świata czy jazdy w puchu. Tyle że wtedy chciałbym ją egoistycznie zachować tylko dla siebie i paru najbliższych znajomych.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 13

Dodaj komentarz »
  1. Nie jedziemy z moja ukochana Basienka w tym roku w Tyrol poniewaz musze pracowac. CZEMU NAM PAN TO ROBI PANIE KRZYSZTOFIE? Pozdrawiamy i zyczymy Wszyskim po 62- tce bskiego sezonu. Milejzabawy Basienka z Witkiem

  2. Nic ująć, nic dodać. Zwyczajnie tam się odpoczywa w każdej sekundzie pobytu. A u nas najpierw walka o miejsce na parkingu, potem kolejka do wyciągu, potem walka o przezycie na zatłoczonej, oblodzonej, nieprzygotowanej trasie, potem walka o miejsce przy stoliku w śmierdzącej bigosem i starym piwem knajpie… Szkoda gadać. Dlatego i w tym roku u nas azymut Alpy.

  3. Ksiadz Jozef Tischner powiedzial na wykladzie (sam slyszalem), ze on nikomu zle nie zyczy, ale ma nadzieje, ze na Podhalu bedzie trzesienie ziemi, wszystkie ohydne bloki w Zakopanem sie rozpadna, po czym miasto zostanie odbudowane w goralskim stylu.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Po prostu – tam jest mniej chamstwa. W zasadzie nie ma go w ogole. I czyste kibelki. I nie zaplute stoliki w restauracjach.

  6. Od dzisiaj sezon ruszył. Czy nie jest przepięknie?
    http://www.sulden.com/shared/webcam-sulden-seilbahn.asp

  7. rozmawiałem niedawno z lokalsem z Podhala, parającym się zawodowo stawianiem wyciągów i nagabywaniem na różne sposoby na swe stoki turystów-poczatkujących zupełnie. Twierdził, że największym jego problemem jest rozdrobnienie własności ziemskiej: dzierżawi on jeden ze swych stoków od dwudziestu różnych właścicieli (okolice Białki T.). Z jedną babką staruszką nie mógł się dogadać, w końcu po latach podchodów załatwił jej córce jakąś drogą operację i inwestycję, kompletnie pokraczną, na prawie płaskim, 500m stoczku, dokończył. Postawił mini wiatę z byle jedzeniem i „trzepie kasę”. Jest dumny.
    Czasami mam wrażenie, że tacy lokalsi na Podhalu to zaraza trawiąca te niegdyś urokliwe i pustawe tereny. O bezhołowiu władz lokalnych wydających na taki proceder zezwolenia już nie będę truł, bo bez kultury w narodzie lokalsów nadzór jest i tak chyba nieskuteczny…

  8. Szanowny Panie Redaktorze,

    A ja z prywatą. Czy zna Pan w Alpach ośrodek wybitnie przyjazny dzieciom?

    Oczywiście wszędzie jest przyjaźnie – zawsze w ofercie jest jazda bez karnetu, „magiczny dywan”, mini slalom. Jednak zazwyczaj nie jest to cała wioska dla maluchów, a mnie chodzi o właśnie coś takiego – czyli o wyraźnie większe nagromadzenie atrakcji dla dzieci już jeżdżących.
    A w tym roku problem stał się palący (świadomość dziecka wzrosła)…

    Z ukłonami,

    Marcin Kosiorkiewicz

  9. Urokliwe, ale nieco senne Alpbach (przynajmniej takie sprawiało wrażenie w maju), o którym Pan Redaktor w tym blogu często pisze, planuje połączenie z sąsiednim, większym ośrodkiem Wildschönau. Budowę , która ma rozpocząć się już tej jesieni, poparli w referendum mieszkańcy obydwu dolin, a planowane uruchomienie połączenia to sezon 2012/2013. Dobra to wiadomość dla narciarzy, którzy będą mieli do dyspozycji ponad 120km tras, a miejscowi też na pewno skorzystają.

    Źródło: http://www.seilbahn.net/sn/index.php?i=Seilbahnen&j=1&news=3588

    Pozdrawiam serdecznie

  10. @Magda, wybieraliśmy sie latem 2012 do doliny Alpbachtal, ale zdecydowały darmowe baseny termalne w Samnaun (sprawka żony) i wybraliśmy tą szwajcarską dolinę. Po połączeniu dolin Alpachtal i Wildschönau może skorzystają narciarze i kieszenie miejscowych, ale może ucierpieć urok Alpbach, które reklamuje sie jako „najpiękniejsza wieś Austrii”.
    Pozdrawiam

  11. Jutro Wszystkich Świetych, wspominamy naszych bliskich co odeszli. A w kwietniu odszedł do Krainy Wiecznego Szczęścia jeden z największych ludzi gor. Erhard Loretan, trzeci człowiek , który zdobył Koronę Himalajów.

  12. Panie Marcinie,
    to nie jest tak, że w każdej stacji w Alpach są specjalne warunki dla dzieci – pewnie, wszędzie są szkółki, ale już z tym jeżdżeniem gratis bywa różnie (sam z tego powodu zrezygnowałem z tradycyjnych niegdyś wypraw do Tignes – tam kasują, i to słono, dzieci już 5-letnie).
    A co do stacji z wioską dziecięcą dla już jeżdżących, to prosiłbym jednak o doprecyzowanie, co Pan ma na myśli. Bo na razie dokładnie o czymś takim nie słyszałem. Zresztą, jak dzieciak już jeździ, to najchętniej śmiga na trasy dla dorosłych :). Mój Kuba, na przykład, będąc w szkółce w Santa Caterina Valfurva bywał brany razem z całą grupą już jako tako jeźdżących dzieci przez Pana Silviano do lasku, w którym wytyczony był rodzaj toru, „strzeżonego” przez różne „świstaki” i „kozice”. I dzieci śmigały między drzewami, aż miło. Były zachwycone. Podobny styl doskonalenia umiejętności widziałem w Katchbergu (Karyntia). To też świetne miejsce dla dzieci (pisałem o nim tu kiedyś w cyklu „Rodzice i dzieci w jednej jeździli stacji” – można pogmerać w archiwum bloga). Jeśli chodzi o jeszcze inny rodzaj atrakcji, proszę pisać – popytam i odpowiem.

  13. Zazwyczaj to, co jest zapewniane dzieciom to mały wyciąg i krótki slalom z postaciami z bajek. A to atrakcja dla najmniejszych.
    A ja właśnie miałem na myśli taki tor, jak opisany przez Pana w S.Caterina.
    Faktycznie, starsze dzieci jeżdżą już na dorosłych trasach, ale cieszą się gdy mogą pojeździć np. w czymś na podobieństwo parku dla snowboardzistów.
    Innymi słowy – chodziło mi o coś większego niż mały slalomik na prawie płaskim odcinku 50 metrów.
    Internetowe opisy ośrodków narciarskich zawierają często wskazanie, że oferują jakiś „park” dla dzieci, na miejscu okazuje się, że chodzi właśnie o mały placyk dla najmłodszych.
    Czy Katschberg lub Alpbachtal rzeczywiście (tak jak Pan opisał – przejrzałem archiwum) oferują coś więcej, a mianowicie trasy dla już jeżdżących, ale jeszcze małych?

  14. W Alpbach trasy takiej nie ma, ale przecież wszytsko zależy od instruktora. Mojego 5 letniego wtedy Kubę jego Pan, zwany Wielkim Rudim z racji olbrzymiej postury, wziął, na przykład, na stok mocno wymuldzony. Kubuś zwijał się ile sił, czasem w ogóle nizkał za garbami, ale frajdę miał wielką.
    Także w Katschbergu miejscowa szkółka jeździ z potrafiący mi już skręcać dzieciakami poza trasą – sprzyja tamu chrakter tamtejszych stoków – są dość rzadko zalesione, więc można uciec z nartostrady i pobawić się w zjazd miedzy drzewami.
    Z kolei w Tignes w szkółce w Val Claret (koło dolnej stacji kolejki podziemnej na Grande Motte) zrobiony jest sztucznie specjalny tor z wirażami, garbami i innymi atrakcjami. Tyle że jst on siłą rzeczy dość krótki.
    Lecz powtarzam: najwiekszą rolę gra inwencja i zapał instruktorów.

css.php