Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
W śniegu i po śniegu - Krzysztofa Burnetki zimowy styl życia, czyli góry, narty, deska… i cała reszta W śniegu i po śniegu - Krzysztofa Burnetki zimowy styl życia, czyli góry, narty, deska… i cała reszta W śniegu i po śniegu - Krzysztofa Burnetki zimowy styl życia, czyli góry, narty, deska… i cała reszta

31.12.2010
piątek

Śmierć na stoku

31 grudnia 2010, piątek,

Śmiertelny wypadek w Jaworzynie Krynickiej potwierdza tezę, że na nartach największym niebezpieczeństwem nie jest wcale natura (strome stoki, a nawet lawiny), lecz ludzie.

Przypomnijmy: w środę na stoku Jaworzyny zderzyło się dwóch narciarzy. Jeden z nich zmarł, drugi z obrażeniami trafił do szpitala. Właśnie sytuacje, w których jeden narciarz (czy snowboardzista) wpada na drugiego mogą prowadzić do najgroźniejszych urazów – ze śmiercią włącznie.

Eksperci są zgodni: mocno taliowane narty ułatwiają szybką jazdę ciętym skrętem długimi łukami, co w przypadku mniej wprawnych, a przekonanych o swej doskonałości, narciarzy może prowadzić do kolizji. Paradoksalnie swoje robi też coraz lepsze przygotowanie stoków – ich użytkownicy, nie czując pod stopami lodu czy też garbów, pozwalają sobie na większe prędkości.

Do tego dochodzi oczywiście alkohol – zwłaszcza w przypadku rodaków. Te piersiówki, bądź bączki z gorzką żołądkową wypijane „na rozgrzewkę” na wyciągach albo piwo (często wzmocnione pięćdziesiątką) wychylane w barach na stoku od samego rana… Oczywiście, na nartach piją też inne nacje, ale albo w dużo mniejszych ilościach albo po nartach. Tymczasem Polacy często rozpoczynają ostre apres ski już na samym początku dnia.

Wreszcie: zwyczajna bezmyślność, by nie powiedzieć: tępota.
Byłem niedawno z 6-letnim synem w Madonna di Campiglio („Piękna Madonna”, 20 grudnia 2010 r.  oraz „Piękna Madonna się ceni. Ale…”, 24 grudnia 2010 r.). Zjeżdżaliśmy szeroką i niezbyt stromą trasą (oznaczoną kolorem niebieskim) z Passo Groste. Kuba ubrany był w odblaskową kamizelkę, sam jechałem sam nim, co miało stanowić pewną asekurację. Mimo to w pewnym momencie na ważące ledwie 20 kg dziecko wpadł potężny, ważący pewnie z 80 kg, rozpędzony snowboardzista. I nie był to wcale żaden nastolatek, lecz mężczyzna w średnim wieku. Okazał się rodakiem.

Reakcją na mój bluzg, że jako jadący wyżej powinien uważać na jadących niżej (kodeks narciarski FIS, przypominany choćby na niemal każdej mapce tras w stacjach alpejskich, ujmuje to tak: „Znajdujący się na stoku narciarz, który za względu na lepszą widoczność z góry, dysponuje większą możliwością wyboru trasy jazdy, musi wybrać taki tor jazdy aby uniknąć wszelkiej możliwości zderzenia z narciarzem znajdującym się poniżej na stoku”), była bezgranicznie zdumiona, by nie rzec właśnie: tępa, twarz.

To dlatego upieram się, że często o wiele bezpieczniejsza jest jazda poza wyznaczonymi trasami. Po prostu: tam nie jestem narażony na błędy innych. Zagrożenie – choćby w postaci lawiny – niosą tylko moje własne.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 20

Dodaj komentarz »
  1. Zapomniał Pan dodać, że ten co spowodował wypadek i zginął był 51 letnim instruktorem narciarstwa.(miasto pominę). Jak taki człowiek mógł uczyć innych, i czego ich uczył.
    Wszystkiego najlepszego w Nowym Roku.
    Pozdrawiam

  2. Jak wszyscy zaczną jeździć poza trasami, wtedy nigdzie nie będzie bezpiecznie.

  3. Nie wiedziałem, że ów 54-letek (taki wiek podała krakwoska Gazeta Wyborcza) był instruktorem. Na dodatek to rzeczywiście on wpadł na innego narciarza. Faktycznie, jest pytanie, jak taki facet mógł uczyć innych nart – zwłaszcza, że to zakłada i technikę, i odpowiedzialności na stoku.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. O tym , że był to instruktor z Krakowa podała jedna z telewizji w głównych wiadomościach, wg. tej TV miał 51 lat.
    Dzisiaj w jednej z gazet lokalnych na Śląsku przeczytałem, że Prezydent RP, Bronisław Komorowski jeździł wczoraj na nartach w Wiśle na Złotym Groniu. Nie spodziewałem się, że mamy tak wysportowanego prezydenta.

  6. Czlowiek, ktory po pijaku spowoduje wypadek na stoku, powinien odpowiadac tak samo, jak pijany kierowca. Nie wiem, czy ten akurat instruktor byl pijany. Chodzi o zasade.

    Z drugiej strony nie przypuszczam, zeby takie prawo wprowadzono. Narty to metoda robienia pieniedzy. Sprzedaz alkoholu to jest istotne zrodlo forsy dla kazdego osrodka narciarskiego. Nie tylko polskie buraki pija przed i w czasie zjazdu. Pamietam moje zdumienie, gdy wszedlem do malej chatynki na szczycie Whistler/Blackcomb. Spodziewalem sie zobaczyc soki i kanapki, a zobaczylem glownie piwo i koniaki. A droga w dol z tego szczytu prowadzi przez teren trudny albo bardzo trudny. Zjazd w dol po koniaku to moze nie bylo samobojstwo, ale alkohol na pewno zwiekszal ryzyko upadku. Tego samego dnia widzialem takiego pijanego buraka, ktory przewracal sie na kazdej muldzie. Z daleka bylo widac, ze pijany.

    W tej sytuacji lepiej sie trzymac trudnych tras, bo sa one bezpieczniejsze od tras buraczanych.

  7. Zgadzam się, że alkohol w wiekszych ilościach to spore zagrożenie na stokach ale sam chetnie wypijam piwo w południe spotykając się z przyjaciółmi żeby chwile odpocząć i pożartować. Pewnie niedługo zapanuje pełna prohibicja na stokach ale w końcu nie po to się jedzie na narty. Jeśli chodzi o narciarzy stwarzających zagrożenie to problem jest natury ogólnej. Niestety coraz więcej osób jest kompletnie nieodpowiedzialnych i bez wyobraźni. Problem nie dotyczy tylko naszych rodaków ale jest powszechny. Takie są moje doświadczenia. Pozdrawiam Gospodarza naprawdę fajny blog.Tak trzymać. Dołączam życzenia noworoczne dla wszystkich. pozdrawiam Jacek

  8. Jesli idzie o wymysł szatana, jakim są narty taliowane, to nie trzeba byc ekspertem, zeby dokonac paru obserwacji. Po pierwsze, takie narty są reklamowane jako szybka droga do mistrzostwa. Ostatnio juz nie ma narciarzy początkujacych i zaawansowanych. Na gornym krancu skali jest „carving ekspert”. Jest w tym wyrazna sugestia, ze kiedy tniesz, to automatycznie jestes mistrzem. A kto nie chce nim byc? Po drugie, jesli ktos ma poczucie, ze jeszcze nie jest mistrzem, to powinieny kupic nowe narty. Takie, ktore tną lepiej, niz wszystkie dotychczasowe. Technologia idzie naprzod i tylko trzeba zapłacic odpowiednia cene, a narty dokonają całej reszty. Przeciez są projektowane przez fachowcow. Zas pisma narciarskie publikuja odpowiednie zalecenia i tabele. Trzeba sie słuchac fachowcow i mistrzostwo zapewnione.

    Nowoczesne osrodki narciarskie wygladaja jak teren po pozarze. Las został zlikwidowany do gołej trawy i pojawily sie szerokie rowne trasy. Jak szerokie, to wynika z napisow na tyłach nart. Promien skretu powiedzmy 20 metrow, czyli trasa powinna miec co najmniej dwa razy tyle. Inaczej skret sie nie zmiesci. Trasa musi byc rowna, bo przy typowej buraczanej szybkosci kazda mulda to katapulta. Szybkosc musi byc duza, bo inaczej siła odsrodkowa nie wygnie nart w wymagane łuki. Trasa nie moze byc nachylona bardziej, niz okolo 25 stopni, bo inaczej „carving eksperts” by sie pozabijali. I w ten sposob technologia nart taliowanych wymusza rzezbe terenu: szerokosc, gładkosc, i nachylenie. W takim terenie szaleja taliowane buraki, czyli – przepraszam – eksperci. Od takiego terenu najlepiej sie trzymac z daleka.

    Tak naprawde technologia nart taliowanych umozliwia kiepskim narciarzom szybka jazde w specjalnie ułatwionych warunkach. Producentom umozliwia sprzedaz ciagle nowych magicznych nart masowemu klientowi. To nie jest jednoznacznie złe, bo dzieki temu wielu ludzi spedza urlop na stoku, a nie w zadymionych barach. Istotnym elementem tej polityki jest propaganda oferowana przez pisma narciarskie oraz blogi. Ze niby „carving” rowna sie mistrzostwo. To tez nie jest jednoznacznie złe, bo dzieki temu ludzie czuja sie lepiej na swoj własny temat.

    Natomiast ciekawym produktem ubocznym tego przemysłu sa szokujaco wygladajace osrodki narciarskie, ktore mozna od razu rozpoznac z samolotu albo na zdjeciach satelitarnych. Kto by pomyslał, ze zmiana kształtu nart doprowadzi do charakterystycznych nastepstw rozpoznawalnych z satelity.

  9. „sam chetnie wypijam piwo w południe spotykając się z przyjaciółmi żeby chwile odpocząć i pożartować”

    Ja to zrobiłem jeden raz pietnascie lat temu w osrodku w Snowbird (Utah). Wypiłem puszke piwa do obiadu, po czym pojechałem w doł swoją zwykłą trasa. Nigdy wiecej nie popelniłem tego błedu.

    Zalezy, gdzie kto jezdzi. Zapraszam do mojej kolekcji zdjec. Prosze nacisnac mysz na moim pseudonimie. Powinno stac sie jasne, ze w takich warunkach piwo nie jest wskazane nawet w malych ilosciach.

    Mając do wyboru piwo albo przyjemnosc ze zjadow, wybieram to drugie.

  10. Jesli idzie o Prezydenta, no nawet z jednego zdjecia jest jasne, ze powinien poprawic postawe: pochylic sie do przodu, skrecic biodra, obie rece mocno do przodu, i obciązyc noge odstokową.

    Moze ktos zawiadomi PiS? Pan Jaroslaw Kaczynski bedzie mial temat nastepnej konferencji prasowej.

  11. Szczesliwego Nowego Roku!

  12. Jesli idzie o Prezydenta, no nawet z jednego zdjecia jest jasne, ze powinien poprawic postawe: pochylic sie do przodu, skrecic biodra, obie rece mocno do przodu, i obciązyc noge odstokową.

    Dostokową, czyli dolną. Przepraszam za pomylke. Pan Prezydent jezdzi odpoczynkowo. Mimo, ze tylko jedno zdjecie, to widac na nim calą kwintescencje początkującego narciarza. Przypuszczam, ze zawsze tak jezdzi, bo to jest bardzo charakterystyczny uklad ciala. Trudno sie tego oduczyc. Trzeba naprawde nad sobą popracowac, zeby przejsc na nastepny etap. Pochylenie sie do stoku to jest prog psychologiczny, ktorego wielu narciarzy nigdy nie przekracza.

    Pan Prezydent powinien wziac lekcje u Aleksandra Kwasniewskiego, ktory podobno jezdzi calkiem, calkiem.

  13. @Narciarz2
    To już wielki sukces w tym kraju, że prezydent i premier jakieś sporty uprawiają,(premier też jeździ), i tym samym dają przykład, a nie bawią się z kotem.
    W tym wieku, co wiem po sobie choć jestem troszkę młodszy, trudno się oduczyć złych nawyków. Poza tym prezydent w kasku propaguję bezpieczeństwo, choć ten kask mu zupełnie nie pasuje, i nie wiadomo czy to nie jest jakiś wymóg ochrony.

  14. Podobna sytuację ( z polskim instruktorem miałem w tejże Madonnie trzy lata temu. Zjeżdzala grupa, zatrzymala sie w dół stoku, ja byłem za nimi i tez sie zatrzymałem. Za moment nadjechal ktoś, kto krotkim śmigiem zatrzymal sie przed nimi (czyli powyżej). Zobaczyłem na jego kurtce napis „instruktor” po polsku. Wtedy zapytałem go, czy zdaje sobie sprawe, że gdyby byl tam kawałek lodu to mółby rąbnąc w tych jego uczniów czekających poniżej łamiąc im stawy skokowe bądź kolanowe? On nie wiedział o czym mówię. Naprawdę.
    Kretynizm naszych rodaków jest nie do ogaranięcia.
    PS.
    A gdyby tak ktoś podpowiedział Prezydentowi, że metoda – nizej przed skretem i w skręcie wyżej pomaga? I nózki trochę bliżej. I nie skrecanie tulowiem a nogami? Przepraszam za pewnie niefachowe okreslenia, ale jestem zwykłym „zjadaczem” chleba narciarskiego i znam to z jedynie z własnego doświadczenia.
    Serdecznie pozdrawiam życząc wszystkim w Nowym Roku „madrych” szusów.

  15. Andrzeju,
    alez oczywiscie. Ja uwazam, ze za mecze pilkarskie Tuskowi nalezy sie nieustajaca pochwala. A jesli jeszcze jezdzi albo zegluje, no to pochwala do kwadratu. Moj komentarz na temat postawy dostokowej Prezydenta byl ironiczny, natomiast na powaznie klaniam sie bardzo gleboko.

    Tu mi sie przypomina scena z jednego z ostatnich odcinkow Dekalogu (tym o Zydowce, ktora przyjechala rozliczyc sie z pania Profesor), w ktorym jest taka scena nakrecona w lasku na Bemowie, o ile dobrze rozpoznalem krajobraz. Pani Profesor sobie biegnie „po zdrowie”, zas w tle widac innych biegajacych ludzi. Sielanka. Jednak przy drugiej projekcji tego filmu moja uwage zwrocilo, ze pani Profesor biegnie po swiezej i dziewiczej trawie. Gdyby w tym miejscu rzeczywiscie biegalo tylu ludzi, ilu bylo w kadrze, to bylaby wydeptana sciezka. Jednak sciezki nie bylo. Kieslowski stworzyl iluzje na potrzeby swojego filmu.

    To byly lata ’80. Polska siedziala na kanapach. Jak slysze, teraz w Polsce ludzie naprawde biegaja, na Polach Mokotowskich jezdza na biegowkach, i graja w pilke na Orlikach. Moj gleboki uklon.

  16. Jesli idzie o nawyki. Jedyna metoda oduczenia sie zlego nawyku na nartach, to trenowac dobre nawyki. Nie da sie na gladkim buraczanym stoku zmusic siebie samego, zeby jezdzic w dobrym stylu. Buraczany stok zadnego dobrego stylu nie wymaga. Mozna jechac byle jak. Wiekszosc narciarzy tak wlasnie robi.

    Ja sie nauczylem dobrego stylu na muldach w Bristol, NY, niedaleko od mojego domu. Tam byl jeden stok zostawiony specjalnie dla lokalnych „freestylers”. Sprobowalem i nabilem sobie siniaka na siedzeniu. Zamiast powiedziec „jestem w moim wieku” (mialem wtedy jakies 40 lat) od tego momentu nic innego nie robilem, tylko katowalem te wlasnie muldy. Pamietam, ze z powodu licznych siniakow czasem z trudem wsiadalem do samochodu. Im wiecej ich mialem, tym bardziej mi sie podobalo, ze dokonuje stalego, choc powolnego postepu. Najpierw probowalem stosowac swoje nawyki przywiezione z Kasprowego. Z gory zakladalem, ze wyczyny „freestylers” sa dla mnie niedostepne. Potem powoli do mnie dotaro, ze oni wszyscy maja taki sam uklad ciala. A kto ma inny, ten sie dosc szybo przewraca tak, jak ja. Schowalem moja wyzszosc do kieszeni i zaczalem robic tak, jak oni. Poprawa byla latwo wyczuwalna. Nie jezdzilem po muldach swietnie, ale jezdzilem coraz lepiej. A potem pewnego roku pojechalem w dosc trudny teren (osrodek Panorama w British Columbia) i tam odebralem nagrode za setki siniakow nagromadzonych na mojej dumie. Bez wielkiego trudu przejechalem trase nazywana „helikopterowa”.

    To bylo jakies piec lat temu. W Bristol w dalszym ciagu doskonale styl na tych samych muldach. Zmienilem takze podejscie do sprzetu. Zaopatrzylem sie w kilka par nart odpowiednich do takich warunkow (waskie nie-taliowane narty Salomon Exp Lite, dzis juz nie do kupienia, oraz Head Mad Trix Mogul). Jak sie okazalo, od pewnego poziomu narty jednak maja swoje znaczenie. Okazalo sie takze, ze deski trzeba dopasowac do warunkow: sztywniejsze na twardy snieg, i miekkie na bardziej miekki. Dlatego mam dwie pary nart muldowych i je zmieniam, choc na oko wygladaja prawie identycznie.

    Wiec moja rada jest taka: w celu poprawy stylu polubic siniaki i nie robic nic innego, tylko jezdzic po muldach. Poprawa jest moze powolna, ale satysfakcja z poprawy jest warta kazdego siniaka.

    W celu przyspieszenia nauki bardzo pomaga schowanie do kieszeni nie tylko dumy, ale takze przekonania, ze wie sie lepiej. Warto popatrzec i zapytac rasowego muldowca, gdzie wlasciwie jest pies pogrzebany. Moj postep bylby o wiele szybszy, gdybym zrobil tak od poczatku.

    W Nowym Roku zycze wszystkim narciarzom solidnie obtluczonego siedzenia.

  17. @narciarzu2, najlepsze muldy to pamiętam z przed 30 lat na Golgocie w Szczyrku. To było piękne.

  18. W szczyrku byly najlepsze trasy… ale to bylo 30 lat temu i rowniez byla kultura jazdy. Od 30 lat jedze wylacznie w Alpach, i boje sie wyjechac na stok w PL….zreszta, jak sie jedzi w Alpach to jjuz potem nie mozna w kraju, tak jakbym sie przeniosla z Mercedesa do Malucha..

  19. Narciarz52 nie zdolal zauwazyc, ze na obydwu gorach, i Blackcomb i Whistler w 2/3 gor sa sporych rozmiarow restauracje serwujace spore menu goracych posilkow.A swoja droga nie spotkalem tam pijanych narciarzy.
    Moim zdaniem, w wiekszych osrodkach rozdzielenie tras osobnych tras dla narciarzy i ‚snowbordzistow’ zapobieglo by wielu groznym wypadkom.

  20. Kolejny smiertelny wypadek na stoku dal mozliwosc szerokiego zaprezentowanie SIE polskim, domoroslym ekspertom. To nic, ze ostatnie dwa przypadki smiertelne to wlasnie „trzezwi EKSPERCI”, winne sa oczywiscie te , nie owijajmy w bawelne, amatorskie barany przeszkadzajace PRAWDZIWYM narciarzom. Kto nie widzial na stoku chociazby jednego MISTRZA pokonujacego nienagannymi, krotkimi skretami, z zawrotna predkoscia stok pelen tych niedoleg uzbrojonych w moze i nowoczesne, ale jakze pospolite narty karvingowe, krecacych powone, dugie skrety, a tym samym bedacymi trudnymi do ominiecia czy to z lewej, czy to z prawej strony. Jak nie przychylic sie potem do komentarzy tychze mistrzow w kolejkach do wyciagow, ze „jechalby moze jeszcze szybciej i plynniej, ale mu k..a jakis idiota-amator podjechal. Jak sie nie umie jezdzic, to trzeba siedziec w domu”. Druga niezaprzeczalna przyczyna jest grzane wino i piwo, ktore jak na szosie „jest przyczyna wielu wypadkow”, choc nawet tam min. 70% sprawcow jest trzezwych jak przyslowiowa swinia. Czy w rekreacyjnej, rozsadnej jezdzie, czy tez moze przy „mistrzowskich” wyczynach przeszkadza „z pianka” bardziej pozostawiam ocenie czytelnikow; jeden z EKSPERTOW juz sie swoim przykladem posluzyl. Faktem jest natomiast, ze pomimo kublow pomyj na grzanca, wypadki smiertelne, przynajmniej dwa ostatnie w Polsce, zostaly spowodowane przez trzezwych MISTRZOW. Na koniec chwila zgody z „MISTRZAMI”. Duzo lepiej jest w Alpach, bo tam sa liczne czarne trasy, z dala od przekletych amatorow i vice versa, tylko…..przed kim sie tam popisac…..

  21. To nie jest kwestia prezentacji „domorosłych ekspertów” ale błaganie o odrobinę pomyślunku u użytkowników Carvingu, którzy nigdy wcześniej na klasycznych nartach nie jeździli. Spostrzeżenia Narciarza popieram w całości. Sam się łapię na tym, że niezależnie czy w Polsce czy w Austrii częściej patrzę za siebie, pod górę niż w dół stoku.
    Prędkości rozwijane przez deskarzy i carvingowców przekraczają zazwyczaj ich szybkość myślenia i sterowność sprzętu. Dlatego patrzę za siebie. W moim wieku rehabilitacja jest i kosztowna i czasochłonna.
    Z życzeniami rozsądku na stoku w nowym roku…

css.php