Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
W śniegu i po śniegu - Krzysztofa Burnetki zimowy styl życia, czyli góry, narty, deska… i cała reszta W śniegu i po śniegu - Krzysztofa Burnetki zimowy styl życia, czyli góry, narty, deska… i cała reszta W śniegu i po śniegu - Krzysztofa Burnetki zimowy styl życia, czyli góry, narty, deska… i cała reszta

19.11.2010
piątek

Uwolnić stopę, czyli telemarkiem ze Stubai (i z Jaworzyny)

19 listopada 2010, piątek,

Na początku był telemark, a pierwsi byli Norwegowie. W ten weekend na tyrolskim lodowcu Stubai spotykają się fani tej słynnej – i na nowo odzyskującej popularność – techniki narciarskiej.

Za jej twórcę tej uchodzi Sondre Norheim, który używając wiązań połączonych z butem tylko w okolicach palców, nie tylko zjeżdżał na nartach, ale też wykonywał na nich skoki oraz, oczywiście, podejścia.

Do doskonałości doprowadził ją w rodzinnym regionie Telemark (południowa Norwegia), a szerszej publiczności zaprezentował w 1868 r. podczas zawodów w skokach narciarskich. Odtąd na blisko pół wieku stała się wiodącą w narciarstwie – dopiero od 1910 r. zaczęła być wypierana przez inne techniki zjazdowe, bardziej użyteczne zwłaszcza na stromszych niż norweskie stokach alpejskich.

Po kilku dziesięcioleciach nastąpił jednak wielki powrót do dziwacznego na pierwszy rzut oka, lecz w wykonaniu najlepszych przepięknego przecież (i, co równie ważne, jakże skutecznego także w puchu i nawet między garbami) stylu jazdy z wykorzystaniem charakterystycznego przyklęku. W połowie lat 70. XX wieku coraz częściej telemarkiem jeżdżono w Stanach Zjednoczonych, a następnie także w Europie.

 

Dziś na telemark panuje wręcz moda, czy może raczej rodzaj zdrowego i pięknego snobizmu. Także dlatego, że technika wydaje się nader trudna do opanowania. Tymczasem, jak zapewniał mnie niedawno Piotr Gąsiorowski, świetny freride’owiec, ale także miłośnik telemarku, dla wprawnego i sprawnego fizycznie narciarza przestawienie się na telemark jest dość proste i wcale nie wymaga dużo czasu.

Może więc warto spróbować, skoro miłośnicy tego stylu widzą w nim „kwintesencję narciarstwa”? Na Polskiej Stronie Telemarkowej tak tę tezę uzasadniają: „Telemark to dobra nowina o narciarstwie. Radosna wieść o tym, że znów można jeździć w przyklękach, cieszyć się każdym wykonanym skrętem i skokiem. To powrót do piękna i finezji, ale jednocześnie krok naprzód w kierunku narciarstwa uniwersalnego i wszechstronnego. Zapomnieliśmy bowiem, że narty mogą dawać jednakową swobodę w chodzeniu, zjeździe i skakaniu. Daliśmy sobie wmówić, że musimy poświęcać jeden element, żeby lepiej uprawiać inny. Zapomnieliśmy o telemarku! Nadszedł czas, żeby przekonać się, że wolna pięta może całkowicie zmienić nasze wyobrażenia o tym, czym są narty i do czego mogą służyć”.

Skądinąd, na stronie tej można także znaleźć wskazówki dla chcących nauczyć się tej techniki, rady tyczące doboru sprzętu, opisy najciekawszych tras telemarkowych itd.

Nic też dziwnego, że coraz częściej organizowane są wielkie spotkania miłośników narciarstwa „z wolną piętą”.

Najbliższe: od 19 do 21 listopada właśnie na Stubaier Gletscher. W ramach dziesiątego już Stubaier Telemark Festival przewidziane są kursy tej techniki, testy sprzętu oraz zawody „Freeheel Austrian Masters”. Nie bez powodu więc Stubai jest tak popularnym miejscem wśród telemarkowców – kiedy byłem tam na początku listopada miałem przyjemność oglądać w akcji kilku wyśmienitych narciarzy używających tej techniki, a to przecież dopiero początek sezonu.

Co też ważne, podobna impreza odbywa się również – i to także od 10 lat! – w kraju. W nadchodzącym sezonie jubileuszowe Polskie Spotkanie Telemarkowe planowane jest na pierwszy weekend stycznia (6-9.01.2011), a jego miejscem mają być stoki Jaworzyny Krynickiej.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 6

Dodaj komentarz »
  1. mozna i tak, jak ktos bardzo chce, ale te superlatywy o telemarku wydajä mi sie lekko przesadzone…
    Ale ja wlasciwie w innej sprawie (Polityka 46), wzmianka o Jungfrauregion, ktöry (tak sie zlozylo) stal sie moim Szczyrkiem: pisze Pan Brunetko: „na Lauberhorn wyjezdza sie kolejkä zebatä..”, ” a w wybudowanej na szczycie restauracji Piz Gloria…”, ja wiem, ze to sä tak zwane „skröty myslowe”, ale na Lauberhorn nie wyjezdza sie kolejkä zebatä (takowa idzie na Kleine Scheidegg) tylko dwoma krzeslami 4-ro i 2-osobowymi, a Piz Gloria, obrotowa restauracja kröluje na Schilthornie a nie na Lauberhornie…
    pozdrawiam, Orni

  2. Ma Pan rację. Aby dostać się na Lauberhorn trzeba najpierw skorzystać z kolejki zębatej, ale potem przesiąść na krzesła – i faktycznie użyłem skrótu myślowego, bo wątek tyczył specyfiki infrastruktury w Jungfrauregion oraz trasy zjazdowej z Lauberhorn. Faktycznie też, obrotowa restauracja Piz Gloria, będąca miejscem epizodu jednego z odcinków Jamesa Bonda znajduje się na Schilthorn – niedostatecznie czytelnie zaakcentowałem to w tekście (to inny masyw przecież), a ten został na dodatek poddany obróbce redakcyjnej i stąd nieporozumienie.
    Dziękuję za wnikliwość i pozdrawiam
    Krzysztof Burnetko

  3. Skoro tak dużo o telemarku…chciałbym z pewną nieśmiałością przypomnieć o czymś co było już przed nartami.Rakiety śnieżne, bardzo popularne w krajach alpejskich, Skandynawii, Kanadzie, powoli wracają do łask w kraju gdzie kiedyś karple były w każdej góralskiej zagrodzie.W Ujsołach, konkretnie na Hali Rycerzowej
    od pięciu lat odbywają się ogólnopolskie zawody użytkowników rakiet, jeszcze skromne/gdzież im tam do włoskiej Ciaspolady-6 tys uczestników z całego świata/
    ale zawsze coś.W Ujsołach rakiety dostały wszystkie dzieciaki mieszkające wysoko na stokach,żeby mogły dotrzeć do szkolnego autobusu .W Beskidach działa piętnaście wypożyczalni rakiet, kilka w Tatrach i Bieszczadach.Rakiety powinny zadomowić się w Polsce, to sprzęt dla kochających zimę w górach a np. nie jeżdżących na nartach.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Rakiety – wielka rzecz! Także dla tych jeżdżących na nartach. Nie ma nic przyjemniejszego, niż wyjść na rakietach gdzieś w górę potem zmienić je na przytroczone do plecaka narty i na tych ruszyć w dół po dziewiczym śniegu! Próbowałem, więc wiem. I dobrze, że rakiety stają się coraz popularniejsze – w Alpach już na całego, a i u nas też.

  6. Bardzo się cieszę, że temat rakiet śnieżnych coraz częściej jest poruszany.
    Ten straszy od koła wynalazek w końcu, nawet w naszym kraju, staje się coraz bardziej popularny. Widok ludzi na rakietach przemierzających zasypane szlaki niezmiernie raduje i daje nadzieję, że zimą równie będziemy spotykać się w górach.

  7. Jest jedna podstawowa różnica między rakietami a nartami, te ostatnie umożliwiają zjazd. Pomijając to że są po prostu szybsze, przyjemność zjazdu z góry na którą się właśnie weszło jest nieporównywalna z rakietami.
    No i narty są większym wyzwaniem, trzeba poświęcić sporo czasu by opanować technikę na takie zjazdy.
    A rakiety cóż, zapinasz i zasuwasz…

    Do Orni
    Próbowałeś żeby podważać?

css.php