Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
W śniegu i po śniegu - Krzysztofa Burnetki zimowy styl życia, czyli góry, narty, deska… i cała reszta W śniegu i po śniegu - Krzysztofa Burnetki zimowy styl życia, czyli góry, narty, deska… i cała reszta W śniegu i po śniegu - Krzysztofa Burnetki zimowy styl życia, czyli góry, narty, deska… i cała reszta

20.09.2010
poniedziałek

Oktoberfest dla narciarzy

20 września 2010, poniedziałek,

Austriackie stacje zimowe kuszą gości w tym sezonie… festiwalami piwa urządzanymi na wzór słynnego monachijskiego Oktoberfest, tyle że wysoko w górach.

W minioną sobotę w Monachium kolejny raz zaczęły się lać hektolitry piwa w ramach słynnego Oktober-fest (areną święta jest 10 gigantycznych namiotów, z których każdy może pomieścić od 8 do 10 tys. piwoszy, by nie liczyć już kilkudziesięciu nieco tylko mniejszych). A kiedy niedawno przejeżdżałem przez Niemcy i Austrię (w drodze do fabryki świetnych szwajcarskich nart Stoeckli, o czym będzie jeszcze okazja napisać) niemal każde miasteczko zapraszało na swój lokalny Oktober-fest.

Okazuje się jednak, że piwne festiwale stają się także coraz popularniejszym narzędziem marketingowym tamtejszych stacji zimowych.

I tak, już 24 i 25 września na Gletscheroktoberfest zaprasza Hintertux. Jako że tamtejszy lodowiec jest jedynym miejscem w austriackich Alpach, gdzie na nartach bądź snowboardzie można jeździć 365 dni w roku, trudno mówić o klasycznym otwarciu sezonu. Lecz prócz zwyczajowo uroczyście obchodzonego spędu bydła z górskich pastwisk do doliny, to właśnie święto piwa można uznać za znak końca lata i inaugurację zimy. A w jej trakcie wszystkie tereny narciarskie tylnej części doliny Zillertal, łączą się w „Ski- & Gletscherwelt Zillertal 3000“ – zaliczany do największych terenów narciarskich w Tyrolu, bo obejmujący 245 km przygotowanych tras.

Z kolei Oktoberfest na lodowcu Stubai planowany jest 30 października. Tego dnia z okazji otwarcia sezonu (oraz dwóch nowych restauracji przy stacji Eisgrat) z beczek ustawionych na wysokości 2900 m n.p.m. popłynie oryginalny „Weisses Wies’n”. Ma to być – jak chwalą się gospodarze Stubai –Festiwal Piwny odbywający się najwyżej na świecie.

Do piwa oprócz tradycyjnych dań kuchni tyrolskiej podawane będą specjalności bawarskie, czyli białe kiełbaski i precle. Będą też oczywiście pieczone prosiaki. Nawet muzyka będzie typowa dla monachijskiego Oktoberfestu, zagra bowiem Münchner Gaudiblos’n. Bawarskie mają być nawet dekoracje… Nic dziwnego: goście z Niemiec to wciąż kluczowy klient austriackich stacji zimowych (nie przez przypadek też informacje o imprezie podane są na niemieckojęzycznej wersji strony internetowej lodowca – na angielskojęzycznej już nie są eksponowane). Pakiety pobytowe (nocleg, skipass itd.) można kupić od 105 euro.

Szczęśliwie Stubai słynie też z szerokich i doskonale przygotowanych tras…

Skądinąd, od nadchodzącego sezonu Stubai oferuje jeszcze jedną atrakcję związaną ze stołem: otóż na wysokości 2900 m n.p.m. otwarta ma zostać… wytwórnia makaronu. Świeże spaghetti, farfalle czy penne zjeść będzie można w górskich restauracjach. Bo w rankingu renomowanego przewodnika narciarskiego ADAC Stubai zdobył także tytuł „najbardziej przyjaznego dla rodzin terenem narciarskim w Alpach 2011”. Naturalnie i fabryka pasty reklamowana jest jako położona najwyżej na świecie.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 2

Dodaj komentarz »
  1. To jest ordynarna reklama, a nie artykuł!!!

  2. Szanowny Panie,
    w notce nie znajdzie Pan ani słowa pochwały dla takiej formy promocji stacji. Przeciwnie, co bardziej uważni czytelnicy wyczują spory do niej dystans. Sam nie pochwalam picia alkoholu na nartach (dowodem dyskusja, jaka toczyła się na tym forum w związku z planami wprowadzenia zakazu picia na polskich stokach) – wiele razy byłem świadkiem wyczynów nawalonych narciarzy (zwłaszcza w Szczyrku, ale coraz częściej także na Podhalu), którzy stanowili olbrzymie zagrożenie dla innych. Polscy narciarze zaczęli urządzać sobie piwne festiwale na stokach dużo wcześniej niż gospodarze Hintertux czy Stubei. U nas też piwo leje się strumieniami, a czasem wzmacniane jest jeszcze (śląskim zwyczajem) pięćdziesiątką czystej.
    Nie jest to zatem, upieram się, żadna reklama, lecz artykuł informujący o nowej tendencji w zimowym biznesie.
    Pozostaję z szacunkiem
    Autor bloga

  3. No cóż, stacje narciarskie robią co mogą żeby przyciągnąć narciarza, czytaj klienta, jest to taki sam biznes jak inne. Istnieje pewna różnica w piciu piwa w krajach alpejskich i u nas. Tam czymś normalnym jest turysta / narciarz wypijający jedno piwo do obiadu w schronisku, natomiast u nas widokiem powszechnym jest „turysta” idący szlakiem z plastikowym kuflem w ręce, który po opróżnieniu ląduje w lesie. Nie , przesadzam ,polecam Czantorię w Beskidzie Śląskim, tam takie widoki są na porządku dziennym. Słyszałem , że z plagą pijanych narciarzy w Beskidach walczy policja na nartach.
    Redaktorze, a w Szczyrku jeszcze można jeździć, tam już chyba wszystkie trasy zagrodzili.
    Pozdrawiam

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Jeszcze jedno: sam od piwa wolę po nartach wino :).
    Skądinąd w styczniu w Gazecie Wyborczej ukazał się wywiad z dr. Robertem Śmigielskim, ortopedą traumatologiem, który na pytanie czy robić przerwy na drinki, odpowiada: „To zależy na jakie. Nie, żebym namawiał do picia na nartach, ale jeśli już – to lepiej sznaps niż piwo. Piwo zawiera lupulinę, która działa nasennie, otępiająco. Czyli spowalnia czas reakcji. Można tego nie czuć, ale to chemia – mięśnie i nerwy pracują już inaczej. Alkohol wysokoprocentowy w małych dawkach pobudza. Piwosze rzadko się biją, amatorzy wódki częściej”.
    A zaśmiecanie gór (lasów itp.), czyli zwykłe chamstwo i buractwo, to w polskich górach plaga. W Alpach na mapkach tras, plakatach itp. często podaje się informacje, jak długo rozkłada się nawet już nie plastikowy kubek czy buteleczka, ale papierek po batoniku czy filtr od papierosa. Oczywiście, pod wyciągami widuje się śmieci (i to niekoniecznie tylko takie, które przez nieuwagę komuś wypadły). Ale po sezonie w góry wyruszają zastępy pracowników stacji i wolontariuszy, którzy te śmieci zbierają.
    A co do Szczyrku: jak słyszałem niedawno coraz rzadziej jeżdżą tam już nawet miłośnicy nart z Bielska – choć mają ledwie parę kilometrów. Powodem właśnie owe awantury o płoty na trasach.

  6. Wszystko ladnie tylko dlaczego ” wzmacnianie ” piwa piecdziesiatka czystej stanowi wg autora zwyczaj slaski ?!? Nie wydaje mi sie by kultura spozywania alkoholu poza Slaskiem przewyzszala slaski standart ! Jestem nawet pewien o calkowitej falszywosci tej tezy a umacnia mnie w mym przekonaniu coroczny urlop w Alpach . Od ok. 20 lat wiele sie tam zmienilo i to niekoniecznie na lepsze . Nie bez winy sa same regiony narciarskie ktore idac naprzeciw oczekiwaniom klientow nastawiaja sie na Apres Ski w skali wczesniej niespotykanej – patrz ww Oktoberfest i temu podobne . Sölden czy Ischgl sa wymownym przykladem . Postawiono na mlodziez i party a codziennoscia sa hordy pijanch Ski-Fanow z calej Europy z wielkim udzialem gosci z Europy Wsch. gdzie prym wiada / jakze by inaczej / Rosjanie i Polacy ! Ciekawe iz dwa te narody choc niebardzo sie lubia tak podobne maja upodobania : pic wszystko byle szybko po czym prowadzic wysoce upolitycznione dysputy suto okraszone przeklenstwami …
    Oczywiscie kazdy moze powiedziec ze na stokach pilo sie zawsze i ze Polacy nie maja monopolu na chamskie zachowanie sie i ze kazdy widzial juz czy to Niemca czy Holendra czy Anglika itp itd . Tak czy inaczej ja preferuje od kilku juz sezonow mniejsze osrodki gdzie moze wybor tras nie jest az tak oszalamiajacy ale panuje bloga cisza …

  7. Ja też , tak jak Redaktor preferuję lampkę wina do obiadu, a gdyby wszyscy spożywali tyle trunków co ja, to wszystkie browary i gorzelnie już dawno by upadły. Nie wiem dlaczego Redaktor przypisuje nam Ślązakom zwyczaj picia piwa z czystą.
    Co do Szczyrku, to pamiętam go z lat 70-80 ubiegłego wieku, kiedy działał GON, niestety pamiętam też baaaardzo dlugie kolejki do wyciągów. Dzisiaj nawetgdyby nie było problemów z grodzeniem tras (jakie to polskie),to i tak do Szczyrku czy Wisły w niedzielę zimą nie ma sensu jechać, bo po prostu nie można stamtąd wyjechać. Przejazd przez Wisłę po południu to jakieś 2 godziny. A już w latach 70 byly pomysły , żeby w Buczkowicach przed Szczyrkiem wybudować parkingi i narciarzy dowozić autobusami. Był rownież pomysł przedłużyć linię kolejową z Bielska. Ale za to mamy ośrodki na Słowacji, Oscadnica kolo Cadcy, czy Oravice blisko Zakopanego, gdzie w jedny ośrodku są wyciągi narciarske i baseny termalne. Karnet na cały dzień na wyciągi będzie kosztowal zimą 15,-EUR oraz będzie uprawnial do 20% zniżki na basen. I jest to tylko 100 km od Krakowa, 2,5 godz ze Śląska, bez korków.
    @Peter, ja tez preferuje bardzo małe miejscowości w Alpach, już ładne kilka lat spędzamy tam latem urlop.
    Pozdrawiam

  8. Napisałem o śląskim rodowodzie wzmacniania piwa czystą dlatego, że ilekroć dawnymi, licealnymi i studenckimi jeszcze czasy, jeździłem na narty do Ustronia (och ta Czantoria!) czy Szczyrku nagminnie widywałem w przywyciągowych budach (zwanych barami) narciarzy ze Śląska tak właśnie sobie radzących. Identyczny styl konsumpcji napotykałem też w barach w Katowicach czy restauracjach Opolszczyny (kiedy w podopolskim Domecku w barze „U Macieja” zamówiłem samo piwo wzbudziło to zdziwienie u Pani Barmanki, która od razu zaczęła dopytywać, czy rzeczywiście ma mi nie podać także setki – a gdy rozejrzałem się wkoło zauważyłem, że wszyscy goście piją piwno-wódczane koktajle). Ale oczywiście nie wszyscy Ślązacy są wyznawcami tej szkoły :).
    Skądinąd będąc w czerwcu na Turbaczu byłem świadkiem jak w tamtejszym schronisku miejscowi górale wypijali kolejne pięćdziesiątki wódki używając piwa jedynie jako rodzaju zagryzki.
    Ja też wolę małe wioski od głośnych molochów typu Ischgl. Kilka
    lat temu byłem tam akurat podczas dorocznego koncertu gwiazdy pop mającego uświetnić sezon – tym razem była to niejaka Rihanna. Zjechały tłumy niemieckiej głównie młodzieży, butelki szybko zaczęły fruwać w powietrzu, publika stopniowo padała na bruk. A rano szliśmy na narty pustym miasteczkiem, ale za to po ulicach wyścielonych szklaną stłuczką. Zgroza.

  9. Dyskutujemy o piwie z pięćdziesiątka, a Sulden już biało, i to w dolinie na 1900 m.
    http://www.sulden.com/shared/webcam-sulden-dorf-2.asp
    Pozdrawiam

  10. Pingback: Blog narciarski Krzysztofa Burnetki » Archiwum bloga » Austria myśli o sezonie (III) – Stubai

  11. Pingback: Blog narciarski Krzysztofa Burnetki » Archiwum bloga » Zima wróciła do Tyrolu

css.php