Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
W śniegu i po śniegu - Krzysztofa Burnetki zimowy styl życia, czyli góry, narty, deska… i cała reszta W śniegu i po śniegu - Krzysztofa Burnetki zimowy styl życia, czyli góry, narty, deska… i cała reszta W śniegu i po śniegu - Krzysztofa Burnetki zimowy styl życia, czyli góry, narty, deska… i cała reszta

19.07.2010
poniedziałek

Justyna biega w Alpe di Siusi

19 lipca 2010, poniedziałek,

Justyna Kowalczyk, mistrzyni olimpijska w narciarstwie klasycznym, na miejsce letnich treningów wybrała w tym roku alpejską stację narciarską Alpe di Siusi we włoskim Tyrolu Południowym. Formę szlifowali też tam maratończycy z kadry lekkoatletycznej Kenii. W minioną niedzielę można się było nawet z nimi pościgać.

Złota medalistka w biegu na 30 km z Igrzysk w Vancouver spędziła w Alpe di Siusi dwa tygodnie. Trening zajmował jej od 5 do 7 godzin dziennie: rano jeździła na rowerze, a popołudniami biegała po górach.

 Justyna Kowalczyk i jej trener Aleksander Wierietielny (z lewej) w Alpe di Siusi

Na „największych górskich pastwiskach w Europie”, jak mawia się o Alpe di Siusi, wytyczono bowiem właśnie system tras do joggingu. Jest ich 20, w sumie mają 180 km, a poziom trudności jest bardzo zróżnicowany. Łączy je jednak jedno: z każdej można podziwiać przepiękny krajobraz.

 

 Największe górske pastwiska Europy

Nad położonym między 1680 a 2350 m n.p.m. obszarem Alpe di Siusi górują bowiem charakterystyczne dla Dolomitów skalne granie. Szczególną sławą cieszy się Sciliar/Schlern – zarówno z racji swych ostro zakończonych wierzchołków Santnerspitze (2414 m n.p.m.) i Eurigerspitze (2397 m n.p.m.), jak sławie miejsca mistycznego: otóż stara legenda głosi, że spotykały się tam okoliczne czarownice, zasiadając na skalnych „ławach”.

Najstarsze ślady człowieka (w postaci grotów strzał myśliwskich) w regionie Alpe di Siusi pochodzą z epoki kamiennej. Od czasów brązu był to nie tylko teren łowiecki, ale także pasterski. Na dobre zagospodarowany został w średniowieczu (m.in. jako cenione miejsce polowań ówczesnego możnowładztwa). W latach trzydziestych XX wieku na halach zbudowano wyciągi narciarskie, a niektóre szałasy zamieniono na gospody i wysokogórskie schroniska.

Po II wojnie światowej Alpe di Siusi stało się popularnym ośrodkiem sportów zimowych. Zimą można tam teraz korzystać z ponad 60 km tras zjazdowych, obsługiwanych przez 23 wyciągi, ale stacja jest częścią obszaru Dolomiti SuperSki – „największej na świecie karuzeli narciarskiej” z 1200 km tras. Na dodatek w bezpośrednim sąsiedztwie znajdują się stoki prestiżowego (znanego m.in. z alpejskiego Pucharu Świata) kurortu Val Gardena.

 Alpe di Siusi zimą

Justyna Kowalczyk gościła w Alpe di Siusi pierwszy raz, ale podobno zapowiedziała, że wróci tam również w przyszłym roku. Miejscowość ma zresztą dobrą markę także wśród innych narciarzy klasycznych – m.in. dwa razy w roku przyjeżdża tam przed właściwym sezonem kadra biegaczy Norwegii.

Co ciekawe, stację cenią też lekkoatleci. Przykładowo, w tym roku już czwarty rok z rzędu trenują tam maratończycy z Kenii.

 Kenijska kadra w maratonie na trasach Alpe di Siusi

Na ich cześć nazwane zostały zresztą niektóre z tras tamtejszego parku biegowego. Oni z kolei mawiają ponoć, że hale Alpe di Siusi to „włoska Kenia”, podkreślając równocześnie wpływ alpejskich wysokości na budowanie formy wytrzymałościowej. W lipcu zjechało do Alpe di Siusi aż 30 reprezentantów Kenii w biegach długich – w tym ci najsłynniejsi, czyli James Kwambai i Martin Lel.

Więcej: w minioną niedzielę można było się z nimi pościgać. Na pastwiskach Alpe di Siusi urządzono ogólnie dostępny (wpisowe 20 euro) bieg na dystansie 12,7 km z udziałem mistrzów z Kenii oraz kadrowiczek z Chin. 
 

 

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 0

Dodaj komentarz »
  1. Hah, bardzo ciekawa notka 🙂 Choć nie miałam okazji być w Alpe di Siusi, słyszałam wiele opowieści, a te informacje dodatkowo czynią to miejsce niezwykle atrakcyjnym. Być może kiedyś uda się wybrać…
    Pozdrawiam 🙂

  2. Redaktorze
    Wrociłem z Sulden, mam zdjęcia ze stacji narciarskej Thoeni 3000 na przełęczy Stilfserjoch, kilkadziesiąt osób jeździło na nartach przy temp. ok 30 stopni. Z tego co zauważyłem , to wyciągi były czynne do godz 12. Zupełny brak informacji o wyciągach, cenników, reklamówk itp. Cennikiem była karka formatu A5 leżąca przy kasie. Bardzo drogo, dzienny bilet na drugi odcinek kolejki kosztował 60,-EUR, dolna stacja kolejki wyglądała niezbyt elegancko, BRAK TOALET, co przy braku drzew i krzaków jest problemem. Całkowite przeciwieństwo do Sulden.

    W Sulden na terenach stacji narciarskiej Madritsch, powyżej schroniska na Madritsch leżą jeszcze bardzo duże płaty śniegu, grub ok 50 cm, przez które trzeba przejść idąc na Madritschjoch i dalej na Schontaufspitze (3325m). Ale to dodaje tylko uroku. Śnieg ten jest chyba efektem pracy ratraków w zimie, gdyż w górach kolo Sulden na tej wysokości były już niewielkie ilości śniegu. Koło schroniska Madritsch zachowało się igloo ze śniegu. Gości w schronisku można policzyć na palcach, zupelne pustki, podobnie jak na wyciągach, zapełnionych ok 20% (to moja subiektywna ocena). W Sulden latem jest tanio, cały wyjazd dla dwóch osob kosztował 550,-EUR, (apartament, wyciągi, paliwo, zakupy na miejscu).Większość art. spożywczych zabraliśmy jak zawsze z Polski. Mieszkaliśmy ok 3 minut (przez łąkę) od dolnej stacji kolejki, z pięknym widokiem na lodowiec Suldenferner, szczególnie rano.
    Mogę wysłać Panu kilka zdjęć, tylko proszę o adres
    Pozdrawiam
    Andrzej

  3. Panie Andrzeju, dziękuję za relację.
    Pomimo tych wpadek, z jakimi zetknął się Pan w Trafoi/Thoeni 3000, chętnie bym tam pojechał – choćby po to, by pokłonić się p. Gustavo Thoeni. A Włosi faktycznie nie przywiązują często wagi chociażby do informacji i oznakowania tras. Podobnie zresztą jak precyzyjnie rzekomo zwykle Szwajcarzy. Najlepiej pod tym względem jest – moim zdaniem – we Francji i Austrii.
    Zaś igloo koło schronu Madritsch z Sulden pamiętam jeszcze z pełnego śniegu grudnia.
    Pozdrawiam
    Krzysiek Burnetko
    A mój adres mailowy to k.burnetko@polityka.com.pl

css.php