Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2

25.03.2011
piątek

Alta Badia, czyli narty, wino i… śpiew

25 marca 2011, piątek,

Wine Ski Safari, czyli narciarski rajd po górskich chatach połączony z degustacją przednich południowotyrolskich win na wysokości 2000 m n.p.m., to nowy pomysł na promocję i tak już znanej doliny Alta Badia.

Alta Badia uchodzi za najbardziej romantyczną dolinę Dolomitów, słynie z wymagającej trasy gigantowej Pucharu Świata zawodów oraz z sieci schronisk, w których podawane są dania autorstwa kucharzy wyróżnionych przez renomowany przewodnik kulinarny Michelin. Teraz doszła kolejna atrakcja: De dl vin. Byłem, jeździłem i wino piłem…

Najważniejsze były oczywiście NARTY. A te w Alta Badia to przede wszystkim oszałamiające widoki (dolina leży wszak u stóp masywu Sella o wysokości 3150 m n.p.m.) i multum tras.

 Gran Risa – trasa giganta mężczyzn alpejskiego Pucharu Świata w Alta Badia

Przeważają niebieskie, ale dla wprawnych narciarzy wyzwaniem będzie oczywiście pucharowa Gran Risa w La Villa, odpowiednio (czyli mocno) stroma na całej długości, ale też stosownie urozmaicona, jeśli chodzi o zakręty i zaskakujące miejsca. Wrażeń dostarczy też  czarna trasa biegnąca spod samych skał Sella oraz oznaczone na czerwono zjazdy z Col Alt w Corvara (to tu w 1947 r. zbudowano pierwszy we Włoszech wyciąg narciarski) i z Lagazuoi/Lagazio, szczytu będącego skądinąd podczas I wojny światowej miejscem  jednej z najbardziej imponujących operacji inżynieryjno-saperskich w dziejach wojskowości (to oczywiście temat na inną opowieść: tu dość wspomnieć, że polegała na wydrążeniu w skale sieci tuneli i wysadzeniu sporej części góry). Jest też w końcu Alta Badia częścią tzw. karuzeli Sella Ronda (Val Gardena, Arabba/Marmolada i Val di Fassa).

Wreszcie śnieg: jak wszędzie w tym sezonie jest dość twardo, ale równocześnie, choć termometry w południe pokazywały nawet i 20 stopni, to nie było mowy o jakichkolwiek kamieniach czy trawie na trasach. Skądinąd niektórzy fachowcy od dośnieżania twierdzą, że jakość używanych w Południowym Tyrolu armatek w połączeniu z mikroklimatem powoduje, że produkowany sztuczny śnieg jest tam lepszej jakości niż w innych regionach. Nie przez przypadek także Alta Badia należy, obok Val Gardena, do dwóch spośród miejscowości goszczących zawody alpejskiego Pucharu Świata, w których nigdy nie trzeba było odwoływać imprezy z powodu słabych warunków śniegowych.

Sam wprawdzie zawsze wolę śnieg naturalny, ale też go znalazłem – właśnie na stokach Lagazuoi/Lagazio. Mimo pełni wiosny, warto się wciąż wybrać do Alta Badia.

I to nie tylko na narty czy deskę, ale też na WINO. Wine Ski Safari trwało wprawdzie tylko dzień, ale miało za zadanie jedynie rozpropagować świetne trunki z regionu, które przecież są tam dostępne cały czas… De dl vin zorganizowano w tym sezonie pierwszy raz. Za 15 euro można próbować do woli najlepszych win z wiodących miejsc Południowego Tyrolu: Isarco, Merano-Adige, Venosta, Bolzano i Bassa Atesina- Oltradige.

 

Trunki (oraz miejscowe sery, speck i genialne pieczywo) serwowano na tarasach czterech górskich chat położonych przy trasach zjazdowych, a więc na ok. 2000 m n.p.m. Jedynym kłopotem była zbyt niska zwłaszcza dla win czerwonych temperatura – nie pozwalała bowiem na pełne docenienie ich bukietów. Ale i tak gewuerztaminery, vernatsche, lagreiny wyrabiane przez rozmaitych producentów i kooperatywy (w przeciwieństwie od innych regionów winiarskich, w Południowym Tyrolu właśnie spółdzielnie słyną z godnych trunków) okazywały się zwykle wyśmienite.

Nic dziwnego, że dość trudno było zachować żelazne teoretycznie zasady degustacji (czyli nie pić trunku, lecz go tylko smakować)… Nie bez powodu więc na prospektach Wine Ski Safari widniało zalecenie, by zachować ostrożność podczas późniejszej jazdy na nartach…

Był też w Alta Badia czas na ŚPIEW – z frajdy wiosennych nart i piękna tamtejszych gór. A pewnie także i po winie, bo podczas biesiadowania w tamtejszych szynkach serwujących proste, lecz godne lokalne potrawy. Ale do tutejszego ladyńskiego jedzenia będzie może jeszcze okazja wrócić.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 4

Dodaj komentarz »
  1. Panie Krzysztofie, pić wino i jeździć na nartach, to przecież nie pasuje do Pana. Ale ja sam, chociaż spożywam śladowe ilości alkoholu, to latem w Połudnoiwym Tyrolu, nie poskąpimy sobie z Panią Małżonką pół butelki do wieczornego obiadu codziennie. Smakuje wybornie, szczególnie jak sie ten obiad samemu przygotowało.
    Wracałem wczoraj z Królestwa Niderlandów, po noclegu na autohofie w Zgorzelcu wyjechałem o 6 rano, i przeżyłem ogromne zdziwienie na widok masy aut z nartami jadących w stronę granicy. Tak na oko połowa osobówek miała narty na dachu. Jest to budujące.
    Pozdrawiam i mam nadzięję, że cenzura na Pana blogu nie szaleje tak, jak na sąsiednim Pana Jana.

  2. Mam dobrą wiadomość dla wyjeżdżających przez Zgorzelec. Na ostatnim parkingu, kilka kilometrów od granicy, po obydwu stronach budują się stacje benzynowe. Jest nadzieja, że skończy sie monopol pewnej stacji przed samą granicą, gdzie ceny były o 30 groszy wyższe niż na Śląsku, a obsługa fatalna.

  3. Jakoś z tych winnych nart udało mi się wrócić. Ale wino, to jednak coś innego niż popularna w Polsce na stokach mieszanka piwa z setką. A ponadto podczas degustacji nie piłem za każdym razem do dna – zawartość niektórych kieliszków jednak tylko smakowałem, a potem, jak każą degustacyjni ortodoksi, ją wypluwałem. Są – zdumieni wprawdzie, ale jednak – świadkowie.
    A co do stacji benzynowych przy autostradzie pod Zgorzelcem: faktycznie ich brak był utrudnieniem. Nie wszyscy wiedzieli, że można zjechać nieco wcześniej w kierunku miasta i tam dużo taniej niż w Niemczech zatankować (w okolicy tamtejszego centrum handlowego – bo wcześniejsza stacja jest i droga, i z chamską obsługą). Zresztą zapewne nawet, jak ruszą te nowe stacje tuż przy autostradzie, i tak będzie się opłacało odbić te 2 km…

css.php