Na Chopoku jest firn! I wracają legendy!

Właśnie znalazłem na Chopoku piękne połacie firnu! Śnieg-marzenie narciarza zalegał na południowych zboczach w rejonie zwanym Zadné Dereše, do którego od tego sezonu łatwo dotrzeć może każdy.

Było tak: na południowych stokach Chopoka (Chopok Juh) jeździłem jakieś ćwierć wieku temu, a i to bodaj ledwie dwa razy, choć na przełomie lat 80. i 90. ubiegłego wieku była to moja ulubiona narciarska góra. Powód był prosty: zwykle kwaterowałem w Jasnej, po jej północnej stronie (Chopok Sever).

Owszem, od lat 50. XX wieku na szczyt docierała stamtąd kolejka krzesełkowa o oryginalnej konstrukcji patentu szwajcarskiej firmy Von Roll Seilbahnen. Ewenementem było to, że krzesełka ustawione były bokiem do kierunku jazdy. A to dlatego, że wpinano je do liny nośnej i wprowadzano w ruch dopiero po tym, jak pasażerowie zajęli swoje miejsca i zostali zabezpieczeni przez pracownika kolei barierką ochronną. Chodziło o to, by zwłaszcza ludziom starszym i dzieciom zapewnić maksimum komfortu w czasie korzystania z wyciągu – dzięki precyzyjnemu mechanizmowi rozłączania krzesełka i liny wsiadanie oraz wysiadanie nie odbywało się w stresującej niektórych sytuacji przesuwającego się siedziska. Nad każdym z dwuosobowych krzesełek umieszczony był też daszek, osłaniający pasażerów przed padającym śniegiem. Przepustowość kolejki sięgała 220 osób/godzinę, a prędkość jazdy wynosiła 2,5 m/s.

Krzesełko pierwszej kolejki na Chopok

Po północnej stronie szczytu (2004 m n.p.m.) kolej kursowała na odcinkach: Jasná-Luková-Chopok, a po południowej: Srdiečko-Kosodrevina-Chopok. Konstrukcja krzesełek powodowała jednak, że dużym problemem okazywały się zdarzające się zwłaszcza zimą silne wiatry. Dość powiedzieć, że zimą górne odcinki kolei – mające dowozić chętnych na sam szczyt – często musiały być zamykane. Choć bywałem wtedy na Chopoku kilkanaście razy w każdym sezonie, udało mi się wyjechać nań… raz.

W końcu w 1998 ze względów bezpieczeństwa i zużycia technologicznego kolejka została zdemontowana. Wówczas, chcąc dostać się na południowe stoki, trzeba było wejść najpierw na szczyt piechotą bądź na skiturach z poziomu Luková (na który dochodziły z Jasnej dwa wyciągi krzesełkowe). Kiedyś i na taką wyprawę się zdecydowałem, lecz zwykle pozostawałem już na północnych zboczach.

Podejście na szczyt Chopoka od strony północnej

Szczęśliwie w sezonie 2012/2013 z zasadną celebrą uruchomiona została kolej gondolowa z poziomu Priehyby (1348 m n.p.m.) na szczyt – co oznaczało przywrócenie legendarnego połączenia obu obszarów.

Legendarnego, bo historia tego pomysłu sięga roku 1936. Jego autorem był Alojz Lutonsky, Czech z pochodzenia, który jednak z miłości do Tatr przeniósł się z rodzinnych Moraw do Liptowskiego Mikulasza. Zaczął badać i udostępniać jaskinie Doliny Demianowskiej, wytyczaniem szlaków turystycznych, ewidencjonowaniem wypadków w Tatrach i tworzeniem górskich służb ratunkowych (sam brał udział w wielu ich akcjach). Budował kolejkę na Łomnicę, odpowiadał za organizacje Mistrzostw Świata FIS w roku 1935, redagował czasopismo „Krasy Slovenska”. Jego wizja była zresztą jeszcze śmielsza – zaproponował nie tylko stworzenie sieci kolejek przez Chopok, ale poprowadzenie jej z samego Liptowskiego Mikulasza z przystankami w Dolinie Demianowskiej przy jaskiniach Lodowej i Wolności.

Obecnie 22 kabiny (każda zdolna pomieścić 24 osoby) funitela firmy Doppelmayr zawieszone zostały na 2 linach, dzięki czemu są odporne na podmuchy wiatru – kolej może kursować nawet przy wichurach o prędkości 120 km/ godz., a więc także podczas uciążliwego w Tatrach halnego (wprawdzie akurat w miniony wtorek siła w połączeniu  z kierunkiem wichury okazały się na tyle niesprzyjające, że trzeba było ze względów bezpieczeństwa zatrzymać niemal wszystkie instalacje wyciągowe na Chopoku, ale była to absolutnie wyjątkowa sytuacja). Znaczenie ma też to, że gondola może w godzinę wywieść na górę 2480 narciarzy, snowboardzistów i turystów, a pokonanie 2130 metrów (i 665 m różnicy poziomów) zajmuje jej ledwie 6,5 min.

Na dodatek tej zimy nastąpiła kolejna rewolucyjna zmiana: w Jasnej uruchomiono równie nowoczesną gondolę z rejonu Biela Púť (1117 m n.p.m.) na Priehybę właśnie (otwarcie w grudniu ub. roku obszernie tu relacjonowałem)

System tych dwóch kolejek pozwala dotrzeć teraz z Jasnej na szczyt Chopoka – w niespełna kwadrans (teoretycznie w 11 minut).

Widok na połududniowe stoki Chopoka z jego szczytu (2004 m n.p.m.)

*

A potem można ruszyć na rozległe jego południowe stoki. Co ważne, prócz przygotowywanych ratrakami tras (o każdym poziomie trudności) gigantyczną część obszaru oznaczono jako „Powder zone” – i faktycznie, po opadach wygląda on na przednie miejsce do jazdy pozatrasowej w puchu.

Chopok Juh – trasy ratrakowane

Tymczasem przekonałem się, że można tam znaleźć firn – wymarzony przez narciarzy rodzaj śniegu, a w zasadzie formę pośrednią między śniegiem a tak zwanym lodem firnowym, czyli masy ziarenek lodu powstałych w wyniku przeobrażania się śniegu, mających kilkumilimetrową średnicę i gęstość od 450 do 830 kg/m3. Aby do tego doszło, potrzebne jest wielokrotne podtapianie się, a potem zamarzanie kryształów śniegu, czego warunkiem jest sprzyjający zbieg stosownego nasłonecznienia i wahań temperatury. Swoje robi też oczywiście wysokość oraz wzajemne oddziaływanie sąsiadujących warstw pokrywy śnieżnej. Na firn można natknąć się zwykle wiosną – ale, jak się okazuje, jest nań szansa także podczas kalendarzowej zimy.

Zalety firnu tak opisywał jeden z pionierów tatrzańskiego narciarstwa, wieloletni naczelnik TOPR, Józef Oppenheim: „Marzeniem każdego narciarza jest jak wiadomo firn, legendarny śnieg wiosenny, częściej opisywany w kurjerkach, niż oglądany w nieskazitelnej swej formie w Tatrach. Słońce musi go wysmażyć, a mróz zamrozić, naprzemian przez parę dni jednolitej pogody, ale o ile się trafi, zezwala na wszelką brawurę, ewolucje, lekceważenie stromizn i lawin, przy podejściu jak i zjeździe. Jednakże należy pamiętać, że pod wieczór lub w chmurny dzień firn zmienia się w szreń”. 

*

Znaczenie dla mojej przygody z firnem miało i to, że tej zimy udało się na Chopoku przywrócić kolejną legendę. Oto na jego zboczach zaczął znowu – po pięcioletniej przerwie spowodowanej poważną awarią instalacji – działać kultowy wyciąg talerzykowy typu Tatrapoma z poziomu Zadné Dereše (1470 m n.p.m.) niemal pod sam szczyt, bo na 1970 m n.p.m. (czwarty pod względem wysokości w masywie Nízke Tatry – ma 2003 m n.p.m.).

Górna stacja talerzyka Zadné Dereše (1970 m n.p.m.)

Kiedy uruchomiono go pierwszy raz w minionym stuleciu był najdłuższym wyciągiem w Czechosłowacji, bo liczył 1550 metrów. Pokonywał nadto największą różnicę poziomów – 505 m. Co najważniejsze, obsługiwał znakomite narciarsko południowe zbocze Dereszy – obejmujące rozległe i średnio wystromione płanie powyżej linii lasu.

Teraz gruntownie go odtworzono i zmodernizowano – orczyk H-210 Zadné Dereše jest szybki, więc podróż nim nie trwa długo (trzeba tylko uważać na szarpnięcia przy starcie). A na jej końcu była już magia: po prawej stronie (patrząc od szczytu) zacna przestrzeń do swobodnej, pozwalającej na fantazję, jazdy w terenie i to z firnem pod nartami! W pięknym słońcu! Niemal samotnie, bo szczęściarzy jakoś nie było wielu! Czegóż więcej trzeba? Co istotne: teren zdaje się być stosunkowo bezpieczny pod względem lawinowym. A i, co ważne dla niektórych, choć to obszar off piste, to nie jest ekstremalnie wymagający (warto wszelako pamiętać o ubezpieczeniu, bo operator wyciagów, czy spółka Tatry Mountain Resorts gwarantuje posiadaczom swoich Gopassów bezpłatną akcje ratownicza jedynie na przygotowanych trasach).

Warto tylko pilnować, by nie zapuścić się zbyt nisko. Wprawdzie i jazda lasem w kierunku Srdiečka dawała mnóstwo frajdy, ale potem, aby wrócić do firnowego raju, trzeba wyjechać dwoma gondolami (via Kosodrevina) na sam Chopok, a potem dotrzeć do orczyka Zadné Dereše. I znowu po firnie ruszyć w dół. I jeszcze raz, i jeszcze… Ile się da.

Firn południowego Chopoka

PS Historię narciarstwa na Chopoku można poznać w kameralnym Muzeum Von Roll nad restauracją Kosodrevina. Pokazane są w nim między innymi oryginalne krzesełka i instalacje wyciągów.

Restauracja Kosodrevina i muzeum Von Roll