Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
W śniegu i po śniegu - Krzysztofa Burnetki zimowy styl życia, czyli góry, narty, deska… i cała reszta W śniegu i po śniegu - Krzysztofa Burnetki zimowy styl życia, czyli góry, narty, deska… i cała reszta W śniegu i po śniegu - Krzysztofa Burnetki zimowy styl życia, czyli góry, narty, deska… i cała reszta

27.11.2020
piątek

Unia: suwerenne narty

27 listopada 2020, piątek,

Decyzje o zamknięciu bądź otwarciu stacji narciarskich należą do kompetencji państw członkowskich Unii. Te jednak powinny uwzględniać sytuację epidemiologiczną – oświadczył w czwartek rzecznik KE Stefan de Keersmaecker.

To ważny głos w dyskusji (a czasami awanturze) dotyczącej nadchodzącego sezonu zimowego. Przypomnijmy, że rządy niektórych krajów – chociażby Włoch – zgłosiły zamiar zamknięcia ośrodków narciarskich do końca stycznia 2021 r. Argumentacja jest prosta: tak długi lockdown zwiększa szansę na wytłumienie zarazy, a na dodatek niewykluczone, że do tego czasu ruszy system szczepień przeciw covid-19. Włosi sugerowali przy tym, że wiążącą wszystkie kraje narciarskie decyzję w tej kwestii powinna podjąć Komisja Europejska – bo wobec otwartych wciąż na kontynencie granic wprowadzenie obostrzeń tylko w jednym państwie nie zatrzyma pandemii.

Mimo to niektóre włoskie prowincje (z autonomicznym Tyrolem Południowym na czele) ostro przeciw wszelkim restrykcjom protestują, przekonując, że może to oznaczać upadek branży turystycznej i sportowo-zimowej.

Z kolei Austria, równie ważna na narciarskiej mapie Europy, zgłaszała gotowość otwarcia swoich stacji w połowie grudnia. Powoływała się – prócz naturalnie tezy o niebezpieczeństwie upadku branży – na sumy, jakie państwo i ośrodki już zainwestowały we wdrożenie rozmaitych procedur ograniczających przynajmniej groźbę rozprzestrzeniania się wirusa. Kontrując Włochów, kanclerz Austrii Sebastian Kurz sprzeciwił się podejmowaniu decyzji dotyczących ośrodków narciarskich na poziomie ogólnoeuropejskim. Ale równocześnie zastrzegł, że gdyby wspólnota wprowadziła kontynentalne ograniczenia, to powinna je ze swojego budżetu sowicie (80 proc. ubiegłorocznych obrotów) zrekompensować poszkodowanym właścicielom hoteli, wyciągów i innych okołonarciarskich interesów.

Na stanowisko Wiednia wpływ miało i to, że sąsiednie Niemcy wpisały Austrię na listę krajów, które nie radzą sobie z pandemią. W efekcie narciarze przybywający z Niemiec w Alpy austriackie (z Bawarii często na jeden dzień) musieliby poddać się testom na koronawirusa lub iść na dwutygodniową kwarantannę – co zapewne byłoby skuteczną barierą odstręczającą. A to właśnie Niemcy stanowią zdecydowaną większość gości austriackich stoków (zwłaszcza w Tyrolu). Skądinąd Bawaria jako land (i teren z ośrodkami narciarskimi) w imię walki z zarazą wspiera koncept zamknięcia stoków.

Warto wspomnieć, że Włosi szacują ewentualne straty na 20 mld euro, a Austriacy na jakieś 15 mld.

Na razie na kontynencie otwarta dla narciarzy jest Szwajcaria (tyle że ta do Unii nie należy). Otwarcie stoków potwierdzili niedawno także Hiszpanie (czy też Katalończycy) ze znakomitego skądinąd  kurortu Baqueira-Beret (pisałem o nim tu lata temu) – ma on być czynny od 11 grudnia (oczywiście, jeżeli warunki śniegowe na to pozwolą i z zastosowaniem środków bezpieczeństwa). Kilka dni temu stacja wydała komunikat, w którym czytamy: „Sporty zimowe uprawiane są na świeżym powietrzu, w otoczeniu przyrody, co samo w sobie jest bezpieczną aktywnością. Stacja opracowała jednak plan zarządzania obiektem, aby uniknąć zatorów i zagwarantować środki zapobiegawcze ustanowione w protokołach bezpieczeństwa w przestrzeniach wspólnych. W tym celu wyszkoliliśmy personel i dostosowaliśmy obiekty w zakresie protokołów bezpieczeństwa i dezynfekcji covid-19 zgodnie z zaleceniami władz. Chodzi o osiągnięcie idealnych warunków przy minimalnym ryzyku zakażenia podczas aktywności na świeżym powietrzu oraz przy zachowaniu środków bezpieczeństwa, dystansu społecznego i krótkiego czasu ekspozycji”.

Oczywiście, wszystko to może się zawsze pozmieniać. Nie bez powodu de Keersmaecker ostrzegał w imieniu Komisji Europejskiej, że „znoszenie restrykcji zbyt wcześnie może zwiększyć ryzyko ponownego wzrostu zakażeń”. I przypomniał, że dlatego jeszcze na wiosnę Unia przyjęła tzw. mapę drogową z rekomendacjami ostrożnego znoszenia ograniczeń. Po czym dodał, że „choć nie ma jednego rozwiązania dla wszystkich”, to  „ówczesne podejście należy stosować również teraz”. I spuentował: „Ważne, byśmy mieli wysoki poziom koordynacji i współpracy pomiędzy państwami członkowskimi. To się odnosi do transportu, narciarstwa itd.”.

Ciąg dalszy zatem bez wątpienia nastąpi. Pewnie także dla suwerennej Polski 🙂

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 2

Dodaj komentarz »
  1. Oglądam „Milionerów”. Młody człowiek, pewnie przyszły lekarz czy inżynier nie wie co to „ośla łączka”. Nie ma pojęcia, że koń gimnastyczny ma „łęki”.

  2. Te kompetencje naogol nie naleza do krajow czlonkowskich , a do wladz/Landow/ lopalnych.Pan jest Polakiem i dlatego napisal Pan Krajow!Centralizacja wladzy w PL od setek lat, co nie wieduzialem , prowadzi takze do przejezyczenia!

css.php