Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
W śniegu i po śniegu - Krzysztofa Burnetki zimowy styl życia, czyli góry, narty, deska… i cała reszta W śniegu i po śniegu - Krzysztofa Burnetki zimowy styl życia, czyli góry, narty, deska… i cała reszta W śniegu i po śniegu - Krzysztofa Burnetki zimowy styl życia, czyli góry, narty, deska… i cała reszta

7.09.2016
środa

Zima w (luksusowym) Alcatraz?

7 września 2016, środa,

Taki pomysł na zimowy odpoczynek wydaje się, łagodnie mówiąc, ekstrawagancki.

I to nawet jak na szwajcarską tradycję. Jednak ci, którzy spróbowali, są ponoć zachwyceni.

Fot. Grimselwelt/KWO Kraftwerke Oberhasli

fot. Grimselwelt/KWO Kraftwerke Oberhasli

Plan jest prosty: jeśli dociera się, jak robi to większość gości, od północy (na przykład z lotniska w Zurychu), trzeba najpierw samochodem lub (dużo lepiej) pociągiem dotrzeć do wioski Innertkirchen w kantonie berneńskim. Tam trzeba przesiąść się do tzw. postbusa, którym wprawny w pokonywaniu górskich tras kierowca wywozi towarzystwo pod dolną stację imponującego skądinąd (ale czynnego tylko latem i wczesną jesienią) funicularu (tu mającego postać odkrytych wagoników na torach z zębatką) Gelmer.

To najstromsza kolejka górska w Europie – nachylenie sięga 106 procent! Powstała do wywożenia ciężkich materiałów potrzebnych do budowy zapory na jednym z tamtejszych jezior lodowcowych, ale potem została też udostępniona amatorom mocnych (a raczej bardzo mocnych) wrażeń. Wagoniki docierają na 1860 m n.p.m., tam można sobie pospacerować i pooglądać panoramę okolicznych gór, a potem… trzeba zjechać do doliny. I tu dopiero zaczynają się, przynajmniej u niektórych, problemy ze zbyt wysoką jednak dawką adrenaliny…

Teraz trzeba się przesiąść do busika, by za chwilę wjechać nim przez zamykaną stalowymi wrotami bramę do tunelu wiodącego gdzieś w głąb gigantycznego masywu. Od razu pojawia się myśl, że ta sieć skalnych korytarzy idealnie nadawałaby się na arenę któregoś z kolejnych filmów o przygodach Jamesa Bonda. Zwłaszcza że na dodatek okazuje się, iż ponad nią znajduje się gigantyczne jezioro. Znajdujemy się bowiem na terenie największej elektrowni wodnej Szwajcarii, a wykute w skale sztolnie są pozostałością po jej budowie. Prócz rozmaitych podziemnych instalacji potrzebnych do produkcji prądu można obejrzeć szczeliny pełne górskich kryształów, odkryte przy okazji wierceń – a w podziemnym minimuzeum dowiedzieć się nieco o minerałach składających się na tutejsze góry.

hospiz_winter_auszeit

Po powrocie na powierzchnię pozostaje jeszcze… użyć kolejki linowej Sidelhorn Aerial. Wwozi ona chętnych na ponad 2000 m n.p.m., tuż pod zbudowany z kamienia budynek sporej wielkości – zwłaszcza zważywszy na taką wysokość i kompletnie odludne – by nie rzec: surowe – miejsce.

hospiz_winter_erlebnisanreise

Na otoczenie Alpinhotel Grimsel Hospiz – jako że on właśnie jest celem – składają się bowiem wyłącznie góry, granitowe skały, połacie lodu i śniegu (mające nadany przez UNESCO status godnego ochrony światowego dziedzictwa krajobrazowego) oraz… wielka tama elektrowni na jeziorze Grimsel.

Skądinąd w lecie marszruta jest nieco inna, lecz równie imponująca, jako że szosa prowadzi właśnie przez koronę tamy. Wtedy widać też jeszcze tafle Grimselsee i Räterichbodensee. Nawiasem mówiąc, w okolicy znajdują się źródła Rodanu.

11_Grimsel Hospiz and lake

Pierwsze zapisy o chacie, w której mogli schronić się wędrowcy chcący dostać się na północ Europy (do kantonu berneńskiego właśnie) z południa – regionu Valais i dalej, aż spod Piemontu – pochodzą z 1142 r. Niektórzy przekonują zatem, że był to pierwszy hotel w Szwajcarii! Trasa służyła też oczywiście maszerującym w przeciwnym kierunku (z czasem zresztą głównie przemytnikom, ale też wędrującym w poszukiwaniu pracy migrantom), a wiodła tędy dlatego, że przełęcz Grimselpass (2165 m n.p.m.) była najniżej położonym punktem tej części Alp Berneńskich.

Lecz prawdziwy przełom nastąpił w XIX stuleciu. W prymitywnym hostelu (po przebudowie w 1852 r. po części już kamiennym) zaczęli nocować także pierwsi turyści (bedeker z tamtych czasów ostrzegał wszelako, że drewniane ścianki pokoi są tak cienkie, że słychać sąsiadów przewracających się na drugi bok trzy cele dalej). W 1867 r. prof. Eduard Osenbruggen z Zurychu zauważył zaś, że miejscowe lodowce, w tym woda z nich pochodząca, stanowią dużą wartość także pod względem ekonomicznym, i zasugerował, że rząd powinien wprowadzić… licencję na ich wykorzystywanie.

Niedługo potem powstał plan zbudowania tu wielkiej elektrowni. Rozbudowana w 1932 r. chata stała się zatem kwaterą inżynierów pracujących przy jej wznoszeniu (dla robotników postawiono baraki z desek). Inwestycja okazała się wielkim sukcesem biznesowym. Lecz praktyczna firma nią zarządzająca doszła do wniosku, że można zarobić jeszcze więcej… znowu udostępniając kwaterę turystom. Zwłaszcza że można było ją reklamować jako ewenement – czyli jako pierwszy w pełni elektrycznie ogrzewany hotel na kontynencie. Atrakcją miała też być całkiem już kamienna konstrukcja i dobrze zaopatrzona piwniczka.

Niedawno, w 2010 r., hotel został ponownie unowocześniony. Zatem choć więc dziś pokoje są już komfortowe, to zachowano oryginalną bryłę, stropy i wystrój jadalni. Dzięki temu może szczycić się zarówno czterogwiazdkowym standardem, jak i statusem członka elitarnego towarzystwa Swiss Historic Hotels (o założeniach i kryteriach tego stowarzyszenia już tu pisałem).

W zimie zaś staje się unikalną oazą ciszy, spokoju i oderwania od problemów trapiących świat. Dość powiedzieć, że spada tu wtedy średnio 6 metrów śniegu, więc nie sposób oddalić się dalej niż jakieś 100 metrów poza budynek. A i to często z powodu zasp jedynie na rakietach, bo z racji zagrożenia lawinowego nawet skitourowe wypady są zakazane.

hospiz_tagen_winter_exklusiv

Gościom hotelu pozostaje zatem korzystanie z jego znakomitej zresztą kuchni, rozmowy z innymi biesiadnikami przy szklaneczce whisky, relaksująca lektura przy kominku od dawna odkładanych książek, moczenie się w małej, ale ustawionej pod gołym niebem jacuzzi czy wizyta w piwniczce oferującej około 300 marek wina. Do tego dochodzi oczywiście niczym niezmącona cisza (chyba że wieje równie ekscytujący wiatr), widok rozgwieżdżonego nieba w nocy, chwila medytacji w nieodległej kapliczce czy po prostu obserwacja padającego powoli śniegu.

Tylko pozornie nie może być to żadną atrakcją. Sądząc po opiniach gości, kilka dni albo i tydzień takiego odseparowania od cywilizacji (choć wedle niektórych niestety jest dostęp do internetu) okazuje się nadzwyczajną atrakcją. Porównywalną z pobytem Hansa Castorpa na Czarodziejskiej Górze. Nawet jeśli nie można mieć ze sobą nart…

Nie bez przyczyny Mario Bucher, menedżer Alpinhotel Grimsel Hospiz, żartuje, iż nawet personel – czasem uwięziony przez śniegi – mawia, że pracuje w luksusowym Alcatraz.

hospiz_tagen_winter

PS Wszystkie zdjęcia: Grimselwelt/KWO Kraftwerke Oberhasli

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 2

Dodaj komentarz »
  1. ” iż nawet personel – czasem uwięziony przez śniegi ”
    Latem jest normą, że personel w wysokogórskich schroniskach tam mieszka dłuższy czas.

  2. Byłem polecam piękne miejsce, artykł uruchomił wspomnienia 🙂 Ogólnie cała Szwajcaria jest niesamowita

css.php