Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
W śniegu i po śniegu - Krzysztofa Burnetki zimowy styl życia, czyli góry, narty, deska… i cała reszta W śniegu i po śniegu - Krzysztofa Burnetki zimowy styl życia, czyli góry, narty, deska… i cała reszta W śniegu i po śniegu - Krzysztofa Burnetki zimowy styl życia, czyli góry, narty, deska… i cała reszta

9.05.2016
poniedziałek

Karkonoski PRL

9 maja 2016, poniedziałek,

Aż trudno uwierzyć, ale wciąż są w polskich górach miejsca, gdzie w najlepsze panuje myślenie rodem z PRL. A przecież od tych koszmarnych czasów minęło już ponad ćwierć wieku. Na dodatek dotyczy to gór przepięknych, bo Karkonoszy.

Nigdy nie jeździłem tam na nartach, a że słyszałem o Karkonoszach wiele dobrego, więc kiedy tylko nadarzyła się okazja, postanowiłem zobaczyć miejsce choćby latem. Faktycznie, jest pięknie. Na grani Szrenicą a Łabskim Szczytem wciąż zalega śnieg. Jest też oczywiście w imponujących Śnieżnych Kotłach. Z doliny widać, że pokrywa także górne partie północnych zboczy Śnieżki. A na dodatek w Szklarskiej Porębie nie ma tłoku…

Sielankę psują jednak, pozorne tylko, drobiazgi. Może nawet nie ma co mówić za dużo o cenach, bo te w górskich kurortach bywają wysokie. Jedno tylko: słono zapłacić muszą ci, którzy nie mają wystarczającej kondycji, by „z buta” wyjść na Szrenicę i chcą dotrzeć tam wyciągiem. Otóż bilet na wjazd i zjazd ze Szklarskiej na szczyt kosztuje dorosłego 35 zł (a dziecko do lat dwunastu niewiele mniej, bo 27,50). To sporo, zważywszy że krzesełka (choć dwuodcinkowe) nie są długie, a za to mocno wysłużone. Rzecz dotyczy tymczasem sporej grupy gości: zwłaszcza małych dzieci i ich rodziców (wtedy, policzmy, trzeba zapłacić w najlepszym wypadku – kiedy w górę z dzieciakiem wyjedzie tylko jeden opiekun – ponad 60 zł), ale też osób w słusznym wieku czy tez cierpiących na choroby serca, a wreszcie po prostu niewprawionych w górskich wędrówkach.

Już jednak klasycznym znakiem peerelowskiej mentalności zarządców tzw. Ski Arena Szrenica jest fakt, że kasa przyjmuje wyłącznie… gotówkę. Tak, tak: za bilety na wyciągi na Szrenicę nie można zapłacić kartą! Więcej: o ile w zimie w pobliskiej kawiarni działa bankomat, to po sezonie został on zdemontowany. Jeśli więc potencjalny klient wyciągów nie ma akurat przy sobie pliku banknotów, musi zejść do odległego o ponad kilometr supermarketu, tam wybrać potrzebne pieniądze i wrócić z nimi pod kasę. O ile oczywiście wcześniej się nie wścieknie i zrezygnuje z wyprawy.

W samej Szklarskiej oznak PRL jest na dodatek nieco więcej. W dni powszednie za parking w okolicach wyciągu pobieranych jest 20 złotych. Zdarzają się wypożyczalnie sprzętu, w których narty trzeba oddać do godziny 16.30 – mimo że dopiero wtedy kończą pracę wyciągi (nie mówiąc o tym, że może klienci chcieliby po nartach wypić piwo czy coś zjeść). Są i takie, które atakują mało przyjaznymi poleceniami w rodzaju „Przed oddaniem sprzętu należy oczyścić go ze śniegu”. Owszem, jest to dobry obyczaj, tyle że jeśli gość go nie dochowa, to trudno: musi to należeć do obsługi wypożyczalni. Itd. itp.

Jedynym dobrym skojarzeniem z PRL są w Szklarskiej Porębie znakomite… lody o tej właśnie nazwie serwowane w jednej z cukierni przy głównej ulicy miasteczka (nazywającej się skądinąd, na razie, „1 Maja”).

A tu jeszcze media donoszą, że po polskiej stronie nieodległej Śnieżki nie będzie można już skorzystać z… toalet. Instytut Meteorologii, który jest właścicielem tamtejszego „spodka”, z powodu stanu technicznego dolnych partii obiektu nie planuje mianowicie ani przetargu na wydzierżawienie tamtejszej restauracji, ani udostępnienia znajdujących się tam szaletów. Na szczycie działa zatem jedynie toaleta w górnej stacji wyciągu po czeskiej stronie. To jednak nieco za mało, a na Śnieżce warunki nie pozwalają na ustawienie toalet typu toi-toi. Karkonoski Park Narodowy zamierza zatem postawić na Równi pod Śnieżką tablice z informacją, że to tam jest ostatnia toaleta po polskiej stronie.

Jak tu się dziwić, że rodzime kurorty górskie podupadają?

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 17

Dodaj komentarz »
  1. W Szklarskiej znalazłoby się jeszcze kilka rzeczy, dla których warto tam jeździć. Jakuszyce, to też Szklarska, fantastyczna pizzeria (przy tej samej głównej ulicy), do której zaglądam już chyba dwie dekady. Jest sporo artystów, są ich dzieła (choćby rzeźby), obok których wielu turystów przechodzi obojętnie. Jest też sporo tandety straganowej. Jest jej mniej niż w Zakopanem, ale jest. Włącznie z niby-oscypkami.
    A wyciągi na Szrenicę są drogie. Nie dlatego, żeby kogokolwiek zniechęcić, ale dlatego, że turysta i tak kupi na nie bilet. Podobnie, jak kupi niby-oscypka, niby-kierpce czy skarpety z „najprawdziwszej owczej wełny”. Kupi wszystko, bo to „pamiątka”.

  2. Podam przykład przeciwny z Beskidów.
    Wczoraj poszliśmy z Nydka (CZ) , przez przełecz Beskidek na Soszów i żółty z Soszowa do Nydka. (14 km).
    W schronisku na Soszowie, można skorzystać z bezplatnej toalety, zjeść pyszne kluski na parze z sosem borówkowym, posluchać opowieści i piosenek Gospodarza, a nawet samemu pograć na gitarze dla gości.
    Czyli jak sie chce, to można.
    Może w Karkonoszach panuje jeszcze mentalnośc wschodnia ?

  3. Zapomniałem, można otrzymać darmową mapę turystyczna pogranicza PL/CZ sponsorowana przez Urząd Miejski w Wiśle.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Pod pewnymi względami jest nawet gorzej niż w PRL. Narciarze w „średnim” wieku pamiętają na pewno, że latach 60 i 70 ubiegłego wieku bywały jeszcze porządne zimy. Można nawet jeszcze znaleźć widokówki, na których na słupach wyciągu na Szrenicę, widać wspaniałe pióropusze śnieżno-lodowe i mijających je zmarzniętych na pojedynczych krzesełkach narciarzy (nawet dawano koce do okrycia się!). Ówcześnie, górne krzesełka podjeżdżały do schroniska na Szrenicy (widać jeszcze ślady peronu) skąd zesztywniały narciarz mógł udać się wprost do schroniskowego bufetu na herbatę z cytryną, której, w tej sytuacji, wspaniały smak zapamiętywał na resztę życia. Obecnie po modernizacji wyciąg zakończono ok 200m od schroniska. Taką odległość, pod górę, w butach narciarskich pokonają tylko najwięksi desperaci. Narciarzy odcięto de facto od schroniska i schronisko od narciarzy.
    Kiedy już po tej bolesnej konstatacji przypniemy narty i ruszymy do Hali Szrenickiej czeka nas kolejna niemiła obserwacja. Może coś się ostatnio zmieniło, ale jak byłem w tamtejszym schronisku kilka lat temu, to odniosłem wrażenie, że od lat 60 ubiegłego wieku nie zmieniło się tam nic, a w szczególności ani menu, ani sposób traktowania klienta.
    Latem, to wszystko da się jakoś znieść, ale zimą, czekając w kolejce wolnego, o małej przepustowości wyciągu, mając przed oczyma atrakcje choćby Spindlerowego Młyna, natychmiast chciałoby się tam uciec.

  6. Przyjdzie „dobra zmiana”, postawi wygódki z serduszkiem w środku.

  7. Najbardziej lubię Pieniński PN, mały i sympatyczny, z wygódkami po polskiej i słowackiej stronie.

  8. Jeśli od ponad ćwierć wieku niczego w Karkonoszach nie zrobiono, to nie jest to efekt PRL-u, a kresowej mentalności obecnych mieszkańców tych ziem. Za PRL-u coś tam pobudowano ale bez konserwowania obiektów czy zwyczajnej dbałości o czystość i stan techniczny, wszystko to powróci do stanu pierwotnego. Karkonosze to nie jedyne takie miejsce, gdzie nie widać gospodarskiej dbałości nowych (od 70-ciu lat) mieszkańców. A tereny są piękne.

  9. zak1953
    10 maja o godz. 9:48 235049
    Karkonoskie schroniska to poniemieckie budowle.

  10. andrzej52
    10 maja o godz. 14:16
    Nie da się ukryć, że większość ciekawego budownictwa na ziemiach zachodnich, pochodzi sprzed czasów polskiego osadnictwa. Momentami można by odnieść wrażenie, że jesteś w Bawarii, gdyby nie widoczne zaniedbania w otoczeniu obiektów. Liczyrzepa pewno wyniósł się już z tamtej okolicy. Nawet kresowi Polacy coraz częściej i chętniej przenoszą się do BRD, bez planów powrotu na Ojczyzny łono. I stają się nowymi Niemcami. W sumie, jest im łatwiej bo ich dziadkowie już raz zmienili miejsce zamieszkania (w 1945 roku).

  11. zak1953
    10 maja o godz. 15:28 235051
    W Beskidzie Śląskim, taką „perełką” architektoniczną jest schronisko na Przysłopie pod Baranią.
    Stare schronisko drewniane rozebrali i przenieśli do Wisły, a postawiono betonowy klocek.
    Natomiast jest kilka z „duszą”, na Soszowie, na Stożku, czy na Girovej, po drugiej stronie granicy.
    Czantoria to pełna komercja, na szczycie budy z grilem i piwskiem w plastiku, smród palonego mesa, głośna muzyka i ryk agregatu prądotwórczego. Należy omijać z daleka

  12. Najkoszmarniejszą budowlą w Karkonoszach jest schronisko (hotel) Labska Bouda pod Łabskim Szczytem, nieopodal źródła Łaby.
    Wybudowana w latach 70. w miejscu spalonego schroniska straszy do dziś, choć nieco wyremontowana jakiś czas temu.
    Kilka lat temu zachciało mi się w towarzystwie dwóch osób dotrzeć do onego źródła, a noc spędzić w tymże schronisku.
    Rezerwacja telefoniczna została przyjęta bez problemu, więc pełni optymizmu wyruszyliśmy na całodzienną wędrówkę, dotarliśmy do źródła, a potem na zboczu sporo powyżej schroniska obserwowaliśmy piękny październikowy zachód słońca. W pewnym momencie naszą uwagę zwrócił ruch koło budynku, odjeżdżający samochód sprowokował mnie do żartu:
    – O, kucharz odjechał 😉
    Gdy pół godziny później dotarliśmy do schroniska, żart okazał się okrutną prawdą. Cieć, który nam otworzył po dłuższym dobijaniu się do zaryglowanych drzwi, oświadczył, że owszem, przenocować możemy, ale nic do jedzenia ani picia (!) nie dostaniemy aż do rana.
    – Czy jest jakieś inne schronisko w pobliżu?
    – Vosecka Bouda, może jest otwarta…
    Półtorej godziny marszu, w ciemnościach widać światełko…
    Jest schronisko, przez okno widać ludzi w jadalni, jedzą i piją, jest nadzieja. Dobijamy się do zaryglowanych drzwi, nic. Stukanie do okna, zostajemy zauważeni, wpuszczeni, po namyśle, do ciepłej izby, dostajemy knedliki, paskudny gulasz, dobre piwo oraz nocleg…
    Rano postanawiamy preferować jednak polską stronę Karkonoszy, kulinarnie i noclegowo zwłaszcza.

    A co mówią aktualne komentarze o Labskiej Boudzie?

    Obsluha tragicky pomalá a neochotná
    High prices, below average service, food dull…
    Ceny XXL

    A to moje, całkiem prywatne wrażenie 😉

  13. Polskie schronisko w zasięgu wzroku Za dnia…

  14. Ośrodek w Szklarskiej powinien być kultowym miejscem dla narciarzy, a jest faktycznie reliktem PRL-u i skostniałym organizacyjnie dziwolągiem. Warunki wszyscy generalnie mieli podobne, ale kiedy spora część innych stacji już kręciła, to w Szklarskiej czynny był wyłącznie Puchatek z aż 20% zniżką karnetu! To zwykła bezczelność i lichwa.
    Zresztą polskim narciarstwem rządzi reguła „im lepsza góra, tym słabszy ośrodek”, czego najlepszym przykładem jest nasze słynne Zakopane, Szklarska i również Czarna Góra w Siennej, w której obiecuje się narciarzom znaczne zmiany od wielu lat i realizuje się tor saneczkowy, na którym nikogo nie widziałem bywając kilka razy w sezonie. Tymczasem te gorzej od stwórcy nagrodzone stacje jak Białka i Zieleniec robią wszystko, albo całkiem sporo, żeby przyciągnąć do siebie narciarzy.

  15. Czarna Góra koło Stronia Śląskiego to szczególny przykład pazerności i arogancji w stosunku do klienteli.

  16. Z uwagi, że mieszkam w pobliżu granicy z Czechami, mam porównanie do warunków panujących po obu stronach. Czesi nie są wylewni i odnosi się wrażenie, że nas lekceważą. Jednak tak nie jest. Też chodzę poi górkach, ale tylko po ich stronie, bo tam schronisko na pewno będzie czynne i to z wyszynkiem. Ponadto w każdej wsi można wejść do gospody i zjeść niedrogi dobry posiłek. Proszę pojechać do Orłowca w pobliżu Lądka. Za komuny był tam wyciąg narciarski. Inwestor kupił w pobliżu domy z zamiarem przerobienia na hotele, pod warunkiem, że będzie miał możliwość kupić w pierwszej kolejności grunty pod wyciągiem. Wyciąg mu sprzedali, ale pole już komuś innemu. Wszystko szlak trafił
    Z tego wynika, że nie jestem patriotą. Mam nadzieje, że nie poniosę konsekwencji.
    pozdrawiam

  17. ziołolipa
    21 maja o godz. 10:27 235060
    Z tych samych powodów co wymieniłeś, regularnie wędrujemy po Beskidach, ale Śląsko-Morawskim.
    Pusto na szlaku, auto postawisz wszędzie, i ten plus, że z północnej części Górnego Śląska łatwiej dojechać, bez korków.
    Natomiast co do infrastruktury narciarskiej, to nasi braci Pepiczki w tym regionie zostali w latach siedemdziesiątych.
    Choćby tak Javorovy Vrh, koło Jablunkowa, wyciąg krzesełkowy pojedynczy pamiętający lata pięćdziesiąte, trasa nienaśnieżana, chociaż podobna do Czantorii po drugiej stronie doliny.
    Dlatego dużo sąsiadów przyjeżdża do Ustronia, Wisły, Istebnej, gdzie mamy ze 30 wyciągów , w tym kanapy 4-6 osobowe, oczywiście wszystko naśnieżane.

css.php