Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
W śniegu i po śniegu - Krzysztofa Burnetki zimowy styl życia, czyli góry, narty, deska… i cała reszta W śniegu i po śniegu - Krzysztofa Burnetki zimowy styl życia, czyli góry, narty, deska… i cała reszta W śniegu i po śniegu - Krzysztofa Burnetki zimowy styl życia, czyli góry, narty, deska… i cała reszta

16.01.2015
piątek

Droga noga

16 stycznia 2015, piątek,

Rozpoczynają się feryjne wyjazdy na narty. I tradycyjnie już wraca temat ubezpieczeń. Dość wspomnieć choćby, że wedle towarzystw asekuracyjnych pomoc medyczna po wypadku na nartach może kosztować nawet ponad 200 tys. zł. Owszem, to skrajny przypadek, lecz i te banalne mogą uderzyć po kieszeni.

Analitycy Mondial Assistance sporządzili raport dotyczący interwencji z poprzedniego sezonu. I tak, najdroższy przypadek wiązał się ze złamaniem nogi na stoku w Alpach francuskich. Podczas leczenia okazało się, że uraz jest bardzo skomplikowany i wymaga dłuższego pobytu w szpitalu, za które francuska placówka wystawiła rachunek na blisko 140 tys. zł, co stanowiło zresztą tylko 65 proc. kosztów.

Wedle szefa działu sprzedaży Mondial Assistance Piotra Ruszowskiego w poprzednich latach zdarzały się jeszcze kosztowniejsze przypadki.

Jedną z najdroższych części składowych interwencji medycznych w górach jest choćby transport z wykorzystaniem helikoptera (tzw. air ambulansu). Za udział w akcji ratowniczej śmigłowca zdarzają się rachunki sięgające nawet 40–50 tys. złotych.

Drogi bywa też transport poszkodowanego do kraju, zwłaszcza jeśli odległość jest duża, a ofiara musi jechać czy to w specjalnej pozycji, czy też w towarzystwie lekarza czy pielęgniarza.

Wedle statystyk Mondial Assistance najdroższe pod względem akcji ratowniczych i opieki medycznej udzielanej ofiarom gór są Niemcy, Austria, Szwajcaria i Skandynawia.

Ale sporo kosztować też może wypadek na stokach czeskich Sudetów czy słowackich Tatr. Przykładowo: za akcje poszukiwawcze Horskiej Służby ofiara musi zapłacić. W przeciwieństwie do działań TOPR pracy jego słowackiego odpowiednika nie finansuje bowiem państwo.

Piotr Ruszowski i tu służy przykładem z ostatniej zimy: „Czechy i Słowacja są wbrew pozorom dosyć drogie jeśli chodzi o pomoc medyczną dla narciarzy po wypadkach na stoku. W ubiegłym sezonie nasz klient, zjeżdżając, uderzył w słup, łamiąc kość udową. Leczenie szpitalne, opieka nad dziećmi, jaką zapewniliśmy w ramach jego polisy, a także transport medyczny do miejsca zakwaterowania, a potem do placówki oraz transport medyczny do kraju = łącznie kosztowały ponad 40 tys. złotych”.

Mondial Assistance w swoim sprawozdaniu podaje przykłady najwyższych kosztów różnych zdarzeń związanych z wypadkami na nartach, które zgłosili minionej zimy jego klienci.

I tak we Francji:
Pierwsza pomoc na stoku – 32 tys. zł
Leczenie ambulatoryjne po złamaniu nogi na stoku – 5 tys. zł
Transport medyczny do miejsca zakwaterowania – 32 tys. zł
Transport medyczny do placówki – 5,5 tys. zł
Transport medyczny do kraju – 29 tys. zł
Ambulans – 7 tys. zł
Wizyta lekarska – 4 tys. zł
Helikopter – 6 tys. zł
Pobyt opiekuna – 1 tys. zł

W Austrii:
Leczenie ambulatoryjne – 2,5 tys. zł
Transport medyczny do placówki – 43 tys. zł
Ambulans – 10,5 tys. zł
Hospitalizacja – 73 tys. zł
Zakup sprzętu rehabilitacyjnego – 0,5 tys. zł

A we Włoszech:
Leczenie ambulatoryjne – 1,5 tys. zł
Hospitalizacja – 58,5 tys. zł
Wizyta medyczna – 8,5 tys. zł
Transport do kraju – 74,5 tys. zł

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 3

Dodaj komentarz »
  1. Drogi Gospodarzu! Dzięki bardzo za tak precyzyjne i dokładne dane. Nie przyszłoby mi do głowy jechać na narty bez polisy, ale wymyślenie na jaką kwotę ma być zawarta było zawsze abstrakcją, a teraz będę wiedział. Przy okazji chciałem zwrócić uwagę na konieczność ubezpieczenia OC. Znajomy zderzył się na stoku ze szwajcarskim dekarzem, który ze względu na uraz stopy nie mógł przez rok pracować. Orzeczono, że winny zderzenia jest znajomy i szwajcarska ubezpieczalnia wystąpiła z roszczeniami do jego ubezpieczyciela z roszczeniami odszkodowawczymi. Suma była gigantyczna! Myślę, że Pańskie bogate doświadczenie mogłoby być równie pomocne w tym zakresie jak tego typu odpowiedzialność traktowana jest w różnych krajach. Może tak, któryś następny wpis ….

  2. Wiem, czym groza urazy nogi. Mnie dotknelo zerwanie sciegna Achillesa, w pracy, nie od raz, tylko bol powoli narastal by po kilku tygodniach naderwane sciegno peklo. Jestem 8 miesiecy po ciezkiej operacji, po ktorej mialem 6 miesiecy chorobowego i noga nadal puchnie i boli, chociaz sciegno sie zroslo. Wrocilem do pracy, lecz nie jestem w pelni sprawny z powodu bolu w powyzej piety, gdzie zlaczono zerwane sciegno. Nie wiem, jak dlugo jeszcze bedzie trwalo, nim bede mogl normalnie chodzic. Moze juz nigdy. Jesli ktos spowoduje podobny uraz drugimeu podczas zjezdzania na nartach, to ma przechlapane, bo jest to ciezki i dlugotrwaly uraz, ktory drogo kosztuje.

  3. Dlatego dla mnie wyjazd na narty (nawet w polskie góry) bez jakiekolwiek ubezpieczenia lub takiego z najniższymi sumami gwarantowanymi jest po prostu głupotą i brakiem rozsądku. A polisy narciarskie z roku na roku tanieją, a co są coraz bogatsze w dodatkowe rozszerzenia. Więcej o tym można przeczytać na moim blogu http://bezpieczna-podroz.pl/jak-wybrac-ubezpieczenie-na-narty/, zapraszam do lektury.

css.php