Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
W śniegu i po śniegu - Krzysztofa Burnetki zimowy styl życia, czyli góry, narty, deska… i cała reszta W śniegu i po śniegu - Krzysztofa Burnetki zimowy styl życia, czyli góry, narty, deska… i cała reszta W śniegu i po śniegu - Krzysztofa Burnetki zimowy styl życia, czyli góry, narty, deska… i cała reszta

1.12.2014
poniedziałek

Ważny łącznik w tajnym miejscu

1 grudnia 2014, poniedziałek,

To tam zakosztowałem jednego z najlepszych w życiu puchu oraz – choć to już kwestia gustu – mięsa z jaka. Nic dziwnego, że południowotyrolska Solda/Sulden to jedna z moich ulubionych, a szczęśliwie mało znanych, stacji zimowych. Na dodatek w tym sezonie – w Alpach dość ubogim w inwestycje – wzbogaciła swą infrastrukturę o nowoczesną kolejkę kabinową „Rosim” i kolejną trasę, które znacznie ułatwią przemieszczanie się pomiędzy trzema tamtejszymi obszarami narciarskimi.Südtirol, Vinschgau, Winter, Sulden, Schnee, Wintersport,Widok na Ortler (3950  m n.p.m.) ze stoków Soldy/Sulden

Solda/Sulden to kameralna osada tuż przy granicy Włoch z Austrią. Leży wysoko, bo na 1900 m n.p.m., a na dodatek na samym końcu doliny – efektem jest jakość śniegu, absolutny spokój i autentycznie alpejski nastrój. No i ten widok na groźny Ortler, u którego stóp leży wioska – najwyższy (3950 m n.p.m.) szczyt w Południowym Tyrolu i Alpach Retyckich.werteByłem tam dwukrotnie – i dwukrotnie trafiłem na puch idealny. Pierwszym razem było go tyle, że ratraki nie nadążały z przygotowaniem tras na podstawowym narciarsko miejscu, czyli wielkim płaskowyżu nad wioską poniżej przełęczy Madritsch (między 2600 a 3250 n.p.m.!).

Można było jeździć tylko w najbliższych okolicach osady, czyli na Pulpito/Kanzel. Lecz i tam trasy są ciekawe, a jeśli ktoś lubi zmagania między drzewami, to ma przyjemność dodatkową. Kolejnym razem też napadało, ale dało się już korzystać z głównych tras stacji. Oraz z miejsc wokół nich – a takiej jazdy w puchu jak wtedy doświadczyć można rzadko. Nie dość, że było go miejscami po pachy, to jeszcze był tak sypki, że frajdę mogli mieć także ci, którzy w terenie jeżdżą rzadko albo w nim wtedy debiutowali.

W pełni zimy Solda oferuje ponad 40 km tras – od czarnej, ale pięknej widokowo Kanonenrohr, przez czerwone i niebieskie trasy poniżej Madritschjoch i na samym zboczu Ortlera, po pólka dla dzieci i początkujących.

Do tej pory szczyciła się olbrzymią (wedle miejscowych: „największą na świecie”) koleją linową, która w swoich czterech kabinach teoretycznie może przewozić jednocześnie 440 pasażerów (w każdej mieści się 110 osób). Teraz kolejnym powodem do chluby stała się gondola „Rosim” (z dziesięcioosobowymi kabinami).Kabinenbahn-Rosim_modJej głównym zadaniem jest transport narciarzy chcących przemieścić się z obszaru Madritsch do Pulpito/Kanzel, a potem ewentualnie na przeciwległe zbocza doliny, czyli w rejon Langenstein. Z kolei wytyczona wzdłuż gondoli czerwona trasa Rosim, długości 2,5 km i 550 m różnicy poziomów, zapewnia komunikację w przeciwną stronę.

Prócz ratrakowanych tras wioska oferuje multum wariantów do wspomnianej jazdy off piste oraz szklaków do wypraw na rakietach, skitourach czy biegówkach – a wszystko w zapierającej dech scenerii z Ortlerem w roli głównej.

Nie jest też przypadkiem, że Solda ma w świecie dwóch wielkich ambasadorów. Pierwszym jest wybitny wspinacz Reinhold Messner (jako pierwszy człowiek w historii zdobył Koronę Himalajów i Karakorum, czyli 14 ośmiotysięczników świata, a jako drugi – Koronę Ziemi, czyli najwyższe szczyty wszystkich kontynentów). Drugim: Gustavo Thoeni, wielki narciarz lat 70. ub. wieku (3-krotny medalista olimpijski, 4-krotny mistrz świata i 4-krotny zdobywca Pucharu Świata).4.0.1 Foto 09mGustavo Thoeni z pucharowymi Kryształowymi Kulami

Messner założył w Soldzie jedno ze swoich Mountain Museum, w których pokazuje rozmaite aspekty gór. Można tam zobaczyć m.in. sprzęt służący pierwszym zdobywcom Ortlera czy ekwipunek samego Messnera z samotnej wyprawy na Nanga Parbat (8125 m n.p.m.). Jest też kolekcja nart sięgająca egzemplarzy z 1930 roku, pokazująca ewolucję tego sportu. Są m.in. długie na 210 cm slalomówki, na których Gustavo Thoeni jechał gigant podczas olimpiady w Insbrucku w 1976 r. Wrażenie robi też symulator schodzącej lawiny oraz ryciny i fotografie Ortlera. Największe zdumienie budzi jednak to, na jakim sprzęcie ludzie zdobywali niegdyś góry – jakiego więc wymagało to wysiłku i determinacji. Sam Messner też często zimą zjawia się w Soldzie, by wraz z synem pojeździć na nartach biegowych bądź skitourach.

A tuż obok muzeum przechadzają się przywiezione przez Messnera z Tybetu… jaki. Zwykle żyją one na himalajskich stepach (czasami na wysokości prawie 6 tys. m n.p.m.), lecz należą tam do gatunków zagrożonych wyginięciem. W Soldzie wypasają się na okolicznych halach, a sporą atrakcją jest ponoć powrót stada ulicami wioski. A w restauracji „Jak & Yeti” można skosztować potraw z ich mięsa… (doskonałe są zwłaszcza pierogi, tyle że wrażenie psuje jednak nieco świadomość, że niemal za ścianą śpią żywe – na razie – zwierzęta). Restauracja serwuje też wina sygnowane przez Messnera, średniej już jednak jakości. Szczęśliwie w Południowym Tyrol można też napić się win wielkich.

Gustavo Thoeni zaś mieszka w pobliskiej wiosce Trafoi, gdzie się urodził i uczył narciarstwa. Miejscowi z dumą podkreślają, że ten jeden z największych alpejczyków w historii, pozostał skromnym i otwartym człowiekiem. Kiedy soldeńska sława, Aleksander Ortler, dużo młodszy przecież zawodnik, słyszy pytanie, kto był większym narciarzem: Thoeni czy Alberto Tomba, bez wahania odpowiada: Gustavo. I chodzi mu nie tylko o to, że Thoeni jako trener włoskiej kadry, zajmował się też młodym Tombą i uczynił z niego mistrza slalomu. Aleks z lekką irytacją opowiada, że Tomba jest telewizyjnym showmanem. O Thoenim mówi tymczasem z wyraźną estymą.

Jesienią miałem okazję przekonać się, że zachwyty nad Maestro Gustavo są zasadne. Przyjechał on bowiem do Polski, by opowiadać o możliwościach narciarskich w swoich okolicach. Robił to z klasą i wdziękiem. Nie krył, że w rodzinnych stronach najbardziej ceni sobie właśnie stoki Soldy. A jego sportowa wciąż sylwetka i lekkość poruszania się robią wielkie wrażenie.

Solda wreszcie, jako stacja niewielka, ma przyjazne gościom ceny. Skipassy, przykładowo, kosztują dorosłych, w zależności od miesiąca, od ok. 150 euro do niespełna 200 euro (za 6 dni). Warto też szukać rozmaitych promocji: w styczniu chociażby (między 10 a 31) planowane są tzw. Białe tygodnie, kiedy obowiązują dodatkowe zniżki, więc cena 6-dniowego skipassu dla osoby dorosłej wynosić ma 163 euro.

A wyciągi działają tam długo, bo aż do pierwszych majowych weekendów.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop
css.php