Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
W śniegu i po śniegu - Krzysztofa Burnetki zimowy styl życia, czyli góry, narty, deska… i cała reszta W śniegu i po śniegu - Krzysztofa Burnetki zimowy styl życia, czyli góry, narty, deska… i cała reszta W śniegu i po śniegu - Krzysztofa Burnetki zimowy styl życia, czyli góry, narty, deska… i cała reszta

24.09.2014
środa

Stoki wreszcie pomierzone

24 września 2014, środa,

Coraz więcej stacji zimowych zaczyna dużo precyzyjniej niż dotąd liczyć powierzchnię stoków, które udostępnia swoim gościom. Różnice wobec dotąd podawanych kilometraży tras bywają spore…

Zaczęło się od pedantycznego dziennikarza. Bodaj trzy lata temu w monachijskim „Süddeutsche Zeitung” ukazał się tekst oskarżający włodarzy alpejskich kurortów narciarskich o podawanie w reklamach zawyżonych danych tyczących długości nartostrad oferowanych gościom.

Odzew czytelników był tak gwałtowny, że zawiadujący ośrodkami narciarskimi w Austrii (Niemcy stanowią najpokaźniejszą część ich klienteli) musieli zareagować. Dyskusje nad najuczciwszą, a równocześnie najrozsądniejszą metodą informowania o walorach stoków były niełatwe. Na dodatek zbiegły się z falą popularności narciarstwa terenowego, dla którego ważne są przecież zupełnie inne kryteria niż te istotne dla narciarzy trasowych.

Pierwsze austriackie kurorty (na przykład Schladming czy Heiligenblut) już w minionym sezonie zaczęły chwalić się, że stosują bardziej obiektywny niż dotąd sposób liczenia długości swoich nartostrad czy, szerzej, obszarów dostępnych dla narciarzy.

Dziś ideałem jest podawanie przynajmniej kilku wielkości. Po pierwsze, ogólnej powierzchni stoków (w hektarach) – co jest wymowne przede wszystkim dla jeżdżących w terenie. Po drugie, tzw. „downhill ride”, czyli długości przygotowanych tras mierzonej jednak w linii zjazdu „na kreskę”. Po trzecie, „slalom ride”, czyli dystansu faktycznego zjazdu po trasie (z tzw. „kręceniem”). Naturalnie wciąż bywa to umowne, ale już teraz różnice są wymowne – dość powiedzieć, że w jednej z moich ulubionych stacji Tyrolu, czyli Hochzeiger w dolinie Pitztal, trasy mierzone „pure downhill lenght” mają 40 km, a jeśli uwzględnić kryteria „distance travelled down” – to już 52 km.

Równie wymowne są porównania miar tyczących lodowca Stubai: oto – jak opowiadała niedawno reprezentująca tamtejsze kolejki Aleksandra Erhart – może on pochwalić się 1400 ha powierzchni do jazdy, z czego przygotowanych ratrakami tras jest 205 ha, licząc zaś w kilometrach – 62 km „w linii prostej” oraz 104 km „efektywnego zjazdu”.

Tak czy tak, w tym sezonie podawanie precyzyjnych danych o wielkości stoków należy już w Austrii do dobrego tonu czy wręcz standardu. Siłą rzeczy zwolna do wyższych wymagań dostosować się muszą także pozostałe kraje alpejskie. A może i tatrzańskie.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 1

Dodaj komentarz »
  1. „A może i tatrzańskie.”
    W tym przypadku długośc powinna byc podawana w centymetrach. Przynajmniej byly by duże liczby

css.php