Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
W śniegu i po śniegu - Krzysztofa Burnetki zimowy styl życia, czyli góry, narty, deska… i cała reszta W śniegu i po śniegu - Krzysztofa Burnetki zimowy styl życia, czyli góry, narty, deska… i cała reszta W śniegu i po śniegu - Krzysztofa Burnetki zimowy styl życia, czyli góry, narty, deska… i cała reszta

16.12.2013
poniedziałek

W Mayrhofen nie tylko Harakiri

16 grudnia 2013, poniedziałek,

Tyrolski kurort zimowy Mayrhofen w dolinie Zillertal słynie powszechnie ze znakomitych tras zjazdowych, w tym tej najstromszej w całej Austrii, czyli Harakiri (nachylenie do 78 proc.!). Ale dużo bardziej ekstremalnym wyzwaniem jest start w tamtejszych zawodach znanych Rise & Fall.

Start skitourowców – pierwszy etap Rise & Fall (fot. Mayrhofen)

W miniony weekend Harakiri była jeszcze zamknięta z racji braku dostatecznej ilości śniegu, choć oczywiście bez problemu można było jeździć na zdecydowanej większości spośród…487 km nartostrad doliny (niektóre- te na lodowcu Hintertux są zresztą czynne przez okrągły rok). Otwarta była choćby niemal równie stroma – a dłuższa – czarna trasa vis a vis Harakiri, prowadząca z Horbergkarspitz (2278 m n.p.m.), niemalże spośród jednego z symboli Mayrhofen, czyli restauracji/schroniska Schneekarhutte z charakterystycznym dachem w kształcie… piramidy.

Mój dziewięcioletni Kuba pokonał ten trudny zjazd – bynajmniej nie po presją taty, lecz z własnej woli – czterokrotnie i to w niezłym stylu, czego dowodem gesty uznania od kilku innych mierzących się z tym stokiem starszych narciarzy. Osłodziło mu to nieco rozczarowanie związane z niemożnością spróbowania sił na Harakiri.

Na dodatek w sobotnie popołudnie miał okazję obejrzeć dużo bardziej wymagające wyczyny. Oto kolejny już raz na stokach położonej po przeciwległej stronie doliny góry Ahorn rozegrano Rise & Fall, czyli zawody, których hasło – a zarazem idea – brzmi: „Czterech ludzi, jeden zespół, jeden cel… i żadnej litości”. Na starcie stają bowiem czteroosobowe zespoły złożone ze speców od skitourów, paraglidingu, kolarstwa górskiego oraz narciarstwa zjazdowego (lub snowboardu).

(fot. Mayrhofen)

Chodzi zaś o pokonanie – w takiej właśnie kolejności na zasadzie sztafety – różnicy ponad 400 metrów różnicy wysokości: a to w górę, a to w dół. Zwycięzcą zostaje ta drużyna, która zrobi to najszybciej.

(fot. Mayrhofen)

Jakiego wysiłku wymaga, na przykład, wspinaczka na rowerze po zaśnieżonej leśnej ścieżce i to na takie przewyższenie, łatwo sobie wyobrazić.

(fot. Mayrhofen)

Dość wspomnieć, że na mecie wszyscy uczestnicy zbierali zasłużone wyrazy szacunku – i to niezależnie od zajętego przez ich zespół miejsca (czas czołówki to niespełna 40 minut!). Znamienne zresztą, że w minionym roku wystartowało ponad 30 zespołów, a w tym było ich już 50.

(fot. Mayrhofen)

Co też ważne: w sobotę wieczorem w wyższych partiach Zillertal dosypało nieco śniegu!

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 0

Dodaj komentarz »
  1. Harakiri.
    Dużą część tego stoku pokonałem na plecach i z wypiętymi nartami ale warto było. Wrażenia niezapomniane.

  2. Wspaniała sprawa. Zjazd zdecydowanie dla tych bardziej zaawansowanych.

css.php