Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
W śniegu i po śniegu - Krzysztofa Burnetki zimowy styl życia, czyli góry, narty, deska… i cała reszta W śniegu i po śniegu - Krzysztofa Burnetki zimowy styl życia, czyli góry, narty, deska… i cała reszta W śniegu i po śniegu - Krzysztofa Burnetki zimowy styl życia, czyli góry, narty, deska… i cała reszta

21.03.2013
czwartek

Raj dla dzieci (i rodziców)

21 marca 2013, czwartek,

Stacji zimowych, które chwalą się rodzinnym charakterem, jest multum. Ale dopiero w maleńkiej osadzie Gmünd w tyrolskiej Zillertalarena zobaczyłem, jak może wyglądać miejsce przyjazne dzieciom i rodzicom (bądź dziadkom), razem spędzającym narciarskie wakacje. Wszystko za sprawą hotelu Kröller i szkółki narciarskiej Michi’s.

Kinderhotel  Kröller w Gmünd k. Gerlos (Zillertalarena)

Lista prostych, i w zasadzie oczywistych, rozwiązań i udogodnień, które w Kinderhotel Kröller są standardem jest długa.

Pierwszy przykład: w łazienkach do dyspozycji gości są specjalne dziecięce szampony, kremy (a także puder dla niemowląt) oraz… stosowne rozmiarami szlafroki.

W basenie – znowu ze względu na dzieci – woda jest nieco cieplejsza niż zwykle (zamiast 28 stopni ma 31). Mogą tam one uczyć pływać albo na specjalnym kursie, albo pod opieką rodziców, a przy pomocy ogólnie dostępnych „makaronów” i „skrzydełek”. Albo po prostu szaleć na zjeżdżalni.

Są też oczywiście specjalne sale zabaw (osobne dla najmniejszych i tych już większych, mających powyżej czterech lat). Opiekę zapewniają przeszkolone animatorki – i to przez cały dzień (od godziny 8.30 do 21!) przez okrągły tydzień.

Dzieci nie tylko mogą tam rysować, tańczyć czy śpiewać, ale też… same wystawiają przedstawienie dla rodziców, uczą się gotować, zwiedzają mini zoo w hotelowej farmie (i karmią zwierzaki), jeżdżą na sankach i koniach z również należącej do hotelu stadniny.

Stosowne jest także menu. Począwszy od śniadania – samego mleka jest kilka rodzajów, są też rozmaite twarożki, przeciery (także dla niemowląt) i chrupki, jajecznica zaś smakuje wybornie, bo powstaje z jajek od kur hodowanych u okolicznych chłopów, nie zaś na przemysłowych farmach (o proszku nie wspominając).

Po nartach, w porze podwieczorku, dzieci i rodzice mogą rozgrzać się pożywnym bulionem i skosztować lodów bądź dopiero co wyjętego z pieca ciasta.

Na kolację dzieci mają do wyboru albo takie same potrawy, jak rodzice, albo też coś ze specjalnego menu, opisanego symbolami bohaterów bajek. W każdym razie mój ośmioletnie Kuba co rusz chwalił  Pana Kucharza.

Z kolei tamtejsza wypożyczalnia sprzętu, prócz sporego wyboru dziecięcych nart i butów, dysponuje także maszyną jet bond, czyli testerem siły wypięcia wiązań, za pomocą którego każdorazowo sprawdza się, czy jest ona odpowiednio ustawiona.

Osobną jakością jest współpracująca z hotelem szkółka narciarska Michi’s. Do swojego przedszkola przyjmuje już dzieci od pierwszego roku życia, a pierwsze kroki na nartach mogą w niej – łącząc to oczywiście z zabawą – stawiać już dwulatki! Szkoła dysponuje w okolicy kilkoma pólkami treningowymi z wyciągami taśmowymi, torami przeszkód i innymi przyrządami ułatwiającymi naukę.

Te zaś dzieci, które potrafią już co nieco, doskonalą umiejętności na trasach (a czasem i poza nimi, choćby podczas wypraw w okoliczne lasy, co okazuje się – znowu mogę powołać się na opinię Jakoba, jak nazywali Kubę Panowie Instruktorzy – wielką przygodą). Jak opowiadał mi Stephan Herzog, instruktor narciarski i ratownik alpejski, który w Michi’s odpowiada za logistykę, w szczycie sezonu w szkole uczy się nawet i czterysta dzieci tygodniowo. W grupie najczęściej jest jednak najwyżej ośmioro uczniów. Znaczenie ma i to, że w trakcie kursu aż dwukrotnie weryfikuje się poziom umiejętności dziecka – i w razie potrzeby przenosi je do innej grupy: mniej lub bardziej zaawansowanej.

Kröller należy sieci Kinderhotels – działającej od ponad 20 lat i zrzeszającej 49 hoteli z 4 krajów Europy (prócz Austrii, także z Włoch, Niemiec i Chorwacji). Szczyci się ona szczególną dbałością o jakość wypoczynku w rodzinnym gronie (oraz o bezpieczeństwo dzieci). W tym celu m.in. systematycznie ocenia należące do niej hotele za pomocą własnej skali (w postaci nie gwiazdek, lecz symboli uśmiechniętych dziecięcych twarzy). Odnowiony niedawno (na bazie mającej 120 lat chłopskiej zagrody) Kröllerhotel ma ich cztery (na pięć możliwych).

Samo Gmünd leży ledwie 3 km od dużo bardziej znanego (zwłaszcza wśród gości z krajów Beneluksu) ośrodka zimowego Gerlos. Dzięki kolejce gondolowej na Isskogel (2264 m n.p.m.) i sieci krzesełek nazwanych (nieco na wyrost) X-press, jest on doskonałym punktem wypadowym na inne okoliczne: czy to regionu Zell, czy też Königsleiten bądź Gerlosplatte. Tym samym w ciągu jednego dnia można pojeździć w… trzech regionach geograficznych Austrii: Tyrolu, Ziemi Salzburskiej i Wysokich Taurach. A że każdy z nich ma inny charakter – także jeśli chodzi o góry i stoki – warto będzie jeszcze o Gerlos napisać.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 0

Dodaj komentarz »
  1. Dla opamietania cennik
    http://www.kroeller.at/tcms/cms/deutsch/cat_19/cId_85
    Oczywiscie szkółka narciarska i wypożyczalnia za dodatkową opłatą.
    W tekscie brakuje mi modnego ostatnio w polskiej TV „audycja zawierala lokowanie produktu”
    Bez urazy Panie Krzysztofie.

  2. Panie Andrzeju,
    a czy by nie można pomarzyć o takim hotelu choćby i w Polsce? Faktycznie, do najtańszych on nie należy (choć też zważywszy na standard i zakres oferty trudno te ceny uznać za szczególnie zawyżone – w takim Zakopanem można wskazać pewnie kilka miejsc droższych, a o niższym poziomie). Rzecz w samej idei i pomysłach – dość prostych w sumie i niemal oczywistych. W Gmund ludzie konsekwetnie wprowadzili je w życie. Z sukcesem – bo mają pełne „obłożenie”.I w hotelu, i w szkole. Pozdrawiam!

  3. Panie Krzysztofie.
    Cena jest rzecza wzgledna. Jak maja „zbyt”, to znaczy że cena jest odpowiednia. Pytanie tylko dla kogo.
    Oczywiscie, dobrze byłoby zeby takie hotele powstały także w polskich górach, tylko obawiam sie, ze byłoby jeszcze drożej.I nie wiadomo co z przepisami w Polsce (małe dzieci). A niektóre pomysły, jak np. darmowe wedrówki z przewodnikiem, inne doliny równiez oferują, i nie dla gosci którzy wykupili „all inklusive”, ale dla wszystkich gosci w dolinie. W Pitztal w kazdy wtorek i czwartek mozna wedrować po lodowcu przez 2,5 godziny z przewodnikiem. Gratis. Tylko kolejke trzeba zapłacić.
    W Szczyrku na Bialym Krzyżu instruktor szkoli nie ośmioro dzieci na raz, a jednego malucha.
    Pozdrawiam

  4. Zgadzam się, że w Polsce taki hotel mógłby być jeszcze droższy :). Wiem też, że stacje walczą jak mogą – także różnymi atrakcjami – o klientów. A ile bierze taki polski instruktor za szkolenie dziecka? Bo mnie dwie godziny jazdy (konsultacji jak to zwał) z dziewczyną szkolącą dzieci we włoskiej Santa Caterinie -nadzwyczaj użyutecznej, jak się okazało – kosztowały 30 euro.

  5. Godzina nauki w roku ubiegłym na Bialym Krzyżu kosztowala 70,-PLN. W innych szkołach chyba podobnie. Do tego trzeba doliczyc wyciagi. Czyli Panskie 30,-EUR za dwie godziny to półdarmo. Ja płacilem za wnuczkę 35,-PLN, ale tylko dlatego, ze szkolił ja bratanek „po godzinach” (z papierami instruktora PZN). Natomiast widzialem na Zagroniu w Istebnej instruktorów z całym wianuszkiem maluchów. W tym sezonie wykupilismy wnuczce kolejne lekcje doszkalające, a na nastepna zime juz jestem umówiony na nastepne lekcje. Co ważne, dziewczyna chce jeździc, jak również wedrowac po górach.
    W ulubionym przez Pana Alpbach jest równiez sporo atrakcji dla dzieci, ale latem. Przy górnej stacji Wiedersbergerhorn jest mini park linowy, scianka wspinaczkowa i kilka innych. Oczywiscie gratis. Również w Reith i.A. (pierwsza wioska w dolinie) jest cos w rodzaju placu zabaw z opiekunami, tez gratis, dla gosci zameldowanych w dolinie.
    http://www.alpbachtal.at/de/sommer/familiensommer/juppis-zauberwald
    Pozdrawiam

css.php