Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
W śniegu i po śniegu - Krzysztofa Burnetki zimowy styl życia, czyli góry, narty, deska… i cała reszta W śniegu i po śniegu - Krzysztofa Burnetki zimowy styl życia, czyli góry, narty, deska… i cała reszta W śniegu i po śniegu - Krzysztofa Burnetki zimowy styl życia, czyli góry, narty, deska… i cała reszta

13.02.2013
środa

Ski-joëring na apres ski

13 lutego 2013, środa,

Tzw. apres ski kojarzy się zwykle łojeniem piwa bądź drinków w barach przy dolnych stacjach wyciągów, a w skrajnych wypadkach także z tańcami w butach narciarskich (czasem na stołach) przy dźwiękach głośnej – i niezbyt wybrednej – muzyki. Są jednak i inne pomysły na rozrywkę po nartach. Ot choćby ski-joëring.

Ski-joëring we francuskiej stacji narciarskiej Les Arcs

Zaczęło się w Skandynawii. Jako że jej mieszkańcy między odległymi często o wiele kilometrów osadami musieli przemieszczać się na nartach, to wpadli na pomysł, by zaprząc do nich… zwierzęta, bo wtedy mogli szybciej dotrzeć do celu. Na początku ciągnęły ich renifery, a w końcu zaczęli wykorzystywać do tego konie.

Na początku XX wieku ktoś zaczął popisywać się jazdą na nartach za końmi w słynnym już wtedy szwajcarskim kurorcie St. Moritz. Pomysł podchwycili wypoczywający tam Brytyjczycy – znani wszak z miłości zarówno do koni, jak do sportów górskich. W ten sposób ski-joëring stał się jedną z form zabawy na śniegu.

Swoje robiło też to, że zwierzęta wykorzystywano wtedy w Alpach do wciągania narciarzy pod górę zanim nastąpiła era wyciągów narciarskich. Tak było na przykład we Francji.

Co ważne, aby dziś uprawiać ten sport podobno nie trzeba wcale umieć jeździć konno. Wystarczy w miarę dobrze jeździć czuć się na nartach. Ponoć ledwie po paru minutach instruktażu (dotyczącego zajęcia poprawnej pozycji za zwierzęciem oraz wykonywania odpowiednich gestów, aby nim pokierować) można jeździć na całego.

Szkoły ski-joëringu i trasy do uprawiania tego sportu można znaleźć m. in. w popularnych także wśród polskich narciarzy francuskich stacjach zimowych: Alpe d’Huez, Les Arcs i Orres. Oraz naturalnie w kolebce tej dyscypliny, czyli St. Moritz. A czasami i na Podhalu.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 0

Dodaj komentarz »
  1. Mam za sobą doświadczenie „skijöringowe” na Podhalu 😉
    Wprawdzie nie bezpośrednio za koniem, a za saniami ciągnionymi przez konia w dolinie Chochołowskiej…
    Dobrze jest, kiedy gazda jest trzeźwy 🙄
    Można się też dać ciągnąć przez motocykl albo inny pojazd.
    W St. Moritz zrobił się z tej zabawy doroczny wyścig zaprzęgów na zamarzniętym jeziorze, zwany White Turf. Zwycięzca może wygrać nawet 15 000 franków. Ubiegłoroczny mistrz pokonał 2,7 km w 3 minuty!
    W 1906 roku puszczano zaprzęgi co minutę. Zwycięzca pokonał prawie 10-km trasę (St. Moritz – Champfer i z powrotem) w 20 minut.
    Obecnie startuje się grupowo, z równoległych boksów i zawody rozstrzygają się już na pierwszej prostej. Najgorzej jest jak na zakręcie koń nastąpi komuś na nartę albo poplączą się uprzęże…
    W 1965 nikt nie dotarł do celu 😉

  2. Ja o takiej rozrywce pierwszy raz słyszę ale jak będzie miała okazję wypróbować za rok to na pewno się skuszę!

css.php