Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
W śniegu i po śniegu - Krzysztofa Burnetki zimowy styl życia, czyli góry, narty, deska… i cała reszta W śniegu i po śniegu - Krzysztofa Burnetki zimowy styl życia, czyli góry, narty, deska… i cała reszta W śniegu i po śniegu - Krzysztofa Burnetki zimowy styl życia, czyli góry, narty, deska… i cała reszta

1.06.2012
piątek

Transport linowy zatrzymany

1 czerwca 2012, piątek,

Po protestach właścicieli gruntów w górach, resort sprawiedliwości ma wykreślić z planowanej nowelizacji kodeksu cywilnego zapis, który pozwalałby bez ich zgody budować na stokach wyciągi i kolejki linowe. Pomysł, by właściciele działek mieli udzielać tzw. służebności pod budowę takich instalacji, nagłośniła „Rzeczpospolita”. Wśród górali – tak na Podhalu, jak w Beskidach czy Karkonoszach – zawrzało. Sam dostałem w tej sprawie kilka maili.

Już istniejący „transport linowy” – acz niewykorzystywany od lat narciarsko – na Gubałówkę

Do tej pory gmina mogła zdecydować, że przez działki leżące na jej terenie zostanie poprowadzony wodociąg, kanalizacja czy kable energetyczne. A że inwestycje te służyłyby dobru ogółu mieszkańców można było je przeprowadzić nawet wtedy, gdyby właściciele gruntów nie wyrażali na nie zgody. Taki jest właśnie cel instytucji „służebności przesyłu”. Teraz do listy przyczyn ją uzasadniających dopisano „transport linowy”.

Kłopot w tym, że zdaniem właścicieli pól położonych na górskich zboczach termin ten uzasadniałby budowę na ich ziemi rozmaitych instalacji służących biznesowi narciarskiemu: kolei linowo-terenowych (jak ta na Gubałówkę), kolei gondolowych i krzesełkowych oraz innego typu wyciągów. Interpretowali też ten przepis jako pozwalający na stwawianie na ich ziemi związanej z „transportem linowym” infrastruktury sportowo-rekreacyjnej: tras narciarskich i rowerowych, a nawet hoteli.Właścicielom ziemi należałoby się wprawdzie odszkodowanie za utratę wartości działki, liczone jednak za czas sprzed inwestycji. Przekonywali zatem, że bogate „lobby narciarskie” bez problemów kupi zgodę samorządów na swoje biznesy.

Równocześnie jednak od lat sporą przeszkodą w rozwoju amatorskich sportów zimowych w Polsce są właśnie konflikty między góralami w sprawie inwestycji w infrastrukturę narciarsko-snowboardową. Dowodem płoty zagradzające przez wiele sezonów stoki w Szczyrku czy – często do dziś – na Podhalu.

Dlatego kwestia tzw. prawa śniegu już dawno była przedmiotem legislacyjnych dyskusji. Ot choćby przed sześciu laty będąca wtedy w rządzie Liga Polskich Rodzin sugerowała, aby właściciele terenów pod istniejącymi stokami narciarskimi musieli godzić się na przejazd narciarzy i sztuczne śnieżenie stoku. Właściciel miałby prawo do korzystania ze swojej posesji, ale nie do takiego, które sprzeciwiałoby się dobru, jakim jest uprawianie sportu. Projekt ustawy zakładał, że jeżeli właściciel wyciągu nie porozumie się z właścicielem gruntu, przez który przebiega trasa, sprawa trafi do sądu. A ten mógłby ustanowić właśnie „prawo śniegu”, czyli nakazać użyczenie działki pod stok na czas zimy, za co przysługiwałoby odszkodowanie.

Tamto rozwiązanie również podzieliło górali. Jedni przekonywali, że stosuje się je w całej Europie. A i leży w długofalowym interesie regionu. Inni protestowali, powołując się na konstytucyjne prawo własności i sugerując, że na stokach narciarskich nie można stosować takich rozwiązań jak, na przykład, przy wywłaszczaniu terenów pod autostrady.

W sporze pocieszające jest jedno: że są już w Polsce przykłady dogadania się właścicieli stoków z inwestorami. Skoro udało się, choćby i z oporami, ale jednak, w Szczyrku czy na Podhalu właśnie, to czemu nie ma się udać gdzie indziej. Nawet i bez przepisów.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 8

Dodaj komentarz »
  1. W mojej okolicy jest takie powiedzenie:
    „gdyby nie Zazdrość i Zawiść, to Gardawice byłyby miastem”
    Zazdrość , Zawiść i Gardawice są częścią jednej gminy.
    To samo można powiedzieć o polskich góralach (i nie tylko).
    Pozdrawiam

  2. Zazdrość , Zawiść i Gardawice są częścią jednej gminy.
    To samo można powiedzieć o polskich góralach (i nie tylko).

  3. Nie ma co zwalać na zazdrość czy zawiść [;-)] – jak jest WSPÓLNY biznes to się zawsze dogada człowiek z człowiekiem. Nie trzeba owijać w bawełnę tylko szukać źródła problemów. Górale się obawiają, że będzie ZNÓW jak w PRL – kiedy wywłaszczenia były pod tzw. plany społeczno – gospodarcze (dziś to biznes, wtedy przedsiębiorstwo państwowe). Góry pełne są takich wywłaszczeń – kłopot w tym, że powstała tam jedynie dacza dla dyrektora i nic więcej (reszta, jak to mawiali „spadła z planu”). To nie było aż tak dawno żeby nie pamiętać – a i dzisiaj TV pokazuje liczne przypadki „życzliwości” władz gminy dla niektórych biznesmenów. Więc jest żywa obawa, że znów ta procedura będzie nadużywana i przywieziony w teczce z warsiawy biznesmen odbierze pod bele pretekstem od pokoleń posiadaną ojcowiznę. Drugim źródłem niechęci i braku zaufania są powszechne nadużycia przy wywłaszczeniach pod budowę dróg – też wprowadzono „tymczasową” spec ustawę bo administracja drogowa nie dawała sobie rady ze zwykłą procedurą wywłaszczeniową z ustawy o gospodarce nieruchomościami. Tylko, że znów jest to pole do nadużyć – począwszy od „oszczędności” przy wycenie gruntów przez „zaprzyjaźnionych” rzeczoznawców znacznie poniżej cen rynkowych (wtedy można się pochwalić „zeszliśmy poniżej kosztorysu” a nic to nie kosztuje) a skończywszy na powszechnym ignorowaniu obowiązku wypłaty odszkodowań w ciągu miesiąca, mimo, iż nakazuje to wprost ustawa. Jak to wygląda w praktyce Jaśnie Oświecona Władza mogła się przekonać w czasie wizyty na lubelszczyźnie nie dalej jak rok temu. Ludzie czekali ponad rok (bez dachu nad głową, bo grunt i dom oddali) a wojewoda odpowiadał „nie ma pieniędzy zarezerwowanych w budżecie” – choć to kwalifikuje się do prokuratura za niedopełnienie obowiązków (ustawa nie przewiduje odraczania wypłaty z takiego powodu) to nic z tym nie zrobiono. I teraz się Panowie dziwicie, że po takich doświadczeniach i z taką „perspektywą” górale nie mają ochoty na „prawo śniegu”? Warto też przypomnieć, że owo „prawo śniegu”, które w Alpach funguje oparte jest na tym samym austriackim kodeksie cywilnym ABGB, który w naszych górach za nieboszczki Monarchii Naszej funkcjonował – aż do 1946 roku, bo dopiero ludowa władza go wykorzeniła. Tylko, że funkcjonował w „innym otoczeniu” i inni urzędnicy go stosowali, więc nie wzbudzał takiej niechęci.
    A na koniec: warto pamiętać, że podstawowym źródłem konfliktu w opisywanych przez Redaktora przykładach było i to, że wyciągi i kolejki tam urządzone działały od czasów PRLu gdy się nie przejmowano ani własnością ani koniecznością „wspólnego” zarządzania gruntem ale także „wspólnym” korzystaniem z zysków zarówno przez właściciela terenu jak i operatora wyciągu. Po zmianach 1989 a potem po prywatyzacji i komercializacji owych kolejek ich nowi-starzy właściciele urządzeń uważali, iż będą nadal – jak za Gierka – mogli ignorować prawa właścicieli gruntów nie dzieląc się z nimi zyskami ani nie ponosząc kosztów korzystania z cudzego gruntu (nie wspomnę o ochronie środowiska – patrz opisywane wielokrotnie w gazecie naśnieżanie z armatek wodnych na Gubałówce za pomocą wody-gnojówki płynącej przy dolnej stacji na Krupówkach. Bo to ….”najtaniej”).
    Tak długo jak rozmaici „szemrani biznesmeni” będą próbowali przepchnąć przy pomocy „warszawskich układów” (np. w Sejmie), to czego nie potrafią wynegocjować z lokalną społecznością i właścicielami – tak długo niechęć Górali do pomysłów „prawa śniegu” będzie się utrzymywać. Tyle i aż tyle.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Galicyjoku
    Masz dużo racji, ale nie do końca.
    Blokowania tras w Szczyrku zaczęły się jak Pan St.R., ktory był dyrektorem Górniczego Ośrodka Narciarskiego (Czyrna -Solisko-Salmopol), został zwolniony. Jednocześnie był też właścicielem dzialek pod trasami narciarskimi. Czyli protest nie miał nic wspólnego z dobrem wspólnym, a była to zwykła prywata i zemsta na pracodawcy. Protesty te doprowadziły do tego, że Szczyrk jest najbardziej zacofanym polskim „kurortem” narciarskim. Od lat osiemdziesiątych nie powstam tam żaden nowy wyciąg, a turyści uciekają.
    Całkiem inaczej jest w sąsiednich : Wiśle , Istebnej czy Ustroniu. Wybudowano nowe kanapy na Palenicę w Jaszowcu (był orczyk), na Soszowie, na Cieńkowie w Malince, czy w Istebnej na Złotym Groniu.
    A dlaczego gorale, właściciele działek które wpadły w oko potencjalnemu inwestorowi, nie dzialają wspólnie, nie negocjują wspólnie warunków wynajęcia terenu, itd.
    Poza tym przy utrzymaniu wyciągu i tras ktoś musi pracować. Inwestor nie przywiezie pracowników z mitycznej Warszawy, tylko zatrudni miejscowych. A to w małych gorskich wioskach, bez przemysłu, chyba jest nie do przecenienia.
    Pozdrawiam.

  6. Andrzeju52
    Masz rację – przykład, który podałeś jest modelowym wzorem patologii, o której wspominałem – pochodnej dziwnych przemian lat 80tych i 90tych. Jak to możliwe, że dyrektor nagle staje się „prywatnie” posiadaczem działek? Czy ktoś tu nie miał „problemów” z lojalnością wobec spółki, którą kierował to raz, a dwa z nadużywaniem dostępu do publicznej władzy w celu osiągania prywatnych korzyści?
    To przeciw temu protestują górale (w Galicji) a „prawo śniegu” w takiej wersji jak je forsowano nie tylko nie ograniczy ale pogłębi tego typu patologie. Prywaty się nie wykorzeni ale niech reguły gry będą jasne (pewien wybitny filozof i ekonomista mawiał: „kupując bułki nie odwołujesz się do życzliwości i przyjaźni piekarza tylko do jego poczucia własnego interesu”). „prawo śniegu” to nic innego jak omijanie ustalonych reguł gry przez „odpowiednio ustawionych” – a Twój przykład ilustruje czym się to zwykle kończy.

  7. Galicyjoku
    Ten dyrektor jest góralem ze Szczyrku, a rządził GON-em jeszcze w latach osiemdziesiątych.
    Dam ci przykład na zawiść , chociaż nie związany z nartami, ale pośrednio z górami.
    W latach siedemdziesiątych i osiemdziesiatych latalem w Międzybrodziu Zywieckim na górze Zar na lotni (to taka konstrukcja podobna do latawca). Górale mający swoje pola i łąki kolo lotniska celowo na swoim terenie rozstawiali ostrewki na siano, żeby uniemożliwić przypadkowe lądowanie lotniarza lub szybowca. Naruszając z konieczności ich własność można było mieć wbite widły w plecy. Blokowali dojście do wyciągu szybowcowego obok budynku szkoły szybowcowej (dzisiejsza kolejka szynowa). Zupełnie inaczej było w Kozubniku, po północnej stronie Żaru.

  8. Tego przypadku aż tak nie znam dokładnie. Weź jednak pod uwagę, iż jest właśnie modelowym przykładem patologii ale w…. biznesie stawiającym te wyciągi. Mieszanie ról a potem „załatwianie” porachunków z dawną firmą i prawo śniegu nic tu nie ma do rzeczy (pretekst tylko – wziąłby co innego gdy się tego nie dało). Tu nie prawdziwy spór własnościowy chodzi tylko o porachunki byłego szefa z nowym.
    A kłopot z „prawem śniegu” na tym polega, że takim przeżartym patologią chcą przyznawać bezpodstawne przywileje – wewnątrz firmy nie potrafią się porozumieć a nastawać na ojcowiznę sąsiadów należy im pozwolić???

  9. tytułem suplementu.
    Jest w naszym regionie wyraźny i ostrzegawczy przykład instrumentalnego traktowania przez władzę publiczną i jej organy z jednej a wielki biznes z drugiej przepisów dotyczących inwestycji a potem ich „ulepszania” w drodze nowelizacji a la prawo śniegu. To nic innego jak budowa owego mostu w Mszanie, który uniemożliwia już od dawna zakończenie autostrady do granicy braci Czechów.
    Nie mogąc zakończyć sporu z wykonawcą co do odpowiedzialności za chyba źle wykonany i eksperymentalny projekt wykonawczy owego mostu, organ władzy publicznej na zasadzie „instrumentalnej” przeprowadził nowelizację prawa zamówień publicznych a następnie wykorzystując go jako pretekst wyrzucił wykonawcę…. z innych projektów inwestycyjnych (co ma piernik do wiatraka? a jednak ma…). Co ciekawe ową nowelizację prawa zamówień publicznych, która posłużyła tu jako pretekst przepchnięto w trybie ekspres i bez konsultacji aby…. uniknąć takich sytuacji jak na budowie autostrady A2 pod warszawą w stylu chińskiego konsorcjum Covec czy DSS, które wygrywały przetargi oferując absurdalne ceny poniżej kosztów a nie miały ani pieniędzy ani zasobów. I co? I nic – zmienione przepisy nie uchroniły przed skandalem na A2, bo była wtedy „gwałtowna wola polityczna” bo to ukończyć na Euro (niech mu ziemia lekką będzie) za to świetnie nadaje się na pretekst by dokopać „nieposłusznemu” wykonawcy.
    Wszystko to aż za bardzo przypomina cyrk w okół „prawa śniegu”, co o tyle dziwne, że instytucja służebności znana cywilnemu prawu od czasów Rzymu.
    I tego słusznie obawiają się górale – instrumentalnego traktowania prawa przez władzę dla doraźnych rozgrywek. Przerabiali to „za Gierka” ale jak widać czasy się zmieniły ale nie zmieniły się metody działania władzy.

css.php