Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
W śniegu i po śniegu - Krzysztofa Burnetki zimowy styl życia, czyli góry, narty, deska… i cała reszta W śniegu i po śniegu - Krzysztofa Burnetki zimowy styl życia, czyli góry, narty, deska… i cała reszta W śniegu i po śniegu - Krzysztofa Burnetki zimowy styl życia, czyli góry, narty, deska… i cała reszta

6.05.2012
niedziela

Kaunertal nadal kusi

6 maja 2012, niedziela,

Wśród kilku miejsc w Europie, gdzie wciąż (ba – do 10 czerwca!) można jeździć na nartach jest tyrolski lodowiec Kaunertal.

Ostatnio charakteryzowałem tu jego trasy („Tani sposób szlifowania stylu”, 30 kwietnia b.r.). Pokrótce: są idealne dla początkujących oraz średniozaawansowanych, którzy chcą poprawić technikę. A zatem chociażby dla narciarskich rodzin. Ale można tam również spotkać zawodników, trenujących jazdę na tyczkach. I oczywiście miłośników freestyle’u i snowboardu – też na każdym poziomie.

Teraz pora na parę opis rozmaitych pomysłów, którymi Kaunertal kusi gości. Na tyle zresztą ciekawych, że godnych naśladowania w innych stacjach.

Ot choćby sprawny transport. Lodowiec od najbliższych kwater (w osadzie Grasse, potem w wiosce Feichten) dzieli 26 km i 1500 m różnicy poziomów. Można nań dojechać własnym samochodem, a posiadacze karnetu nie muszą kupować specjalnego biletu na wjazd. Rzecz w tym, że trasa jest, by tak rzecz, trudna i emocjonująca: obfituje w tzw. agrafki, czyli zakręty bliskie 180 stopniom i strome podjazdy. Na dodatek droga jest nader wąska, a w sporej części prowadzi nad stromym i wysokim (miejscami ponad 50 m) urwiskiem, na którego końcu są a to skały, a to wody (i dno) tamtejszego sztucznego zbiornika zaporowego. I oddzielona jest od niego jedynie stalową linką… Wymaga zatem od kierowców i umiejętności, i silnych nerwów (w nagrodę parking na lodowcu jest gratis ).

Nic dziwnego, że spora część gości woli dostać się na Kaunertaler Gletscher transportem publicznym. Co jednak najciekawsze: prócz zwykłych skibusów (gratis dla posiadaczy karnetów od 4 dni wzwyż) z doliny na lodowiec w okresie największego nasilenia ruchu kursują też tzw. Postbusy. I rzecz może najważniejsza: jeździ ich tyle, że nie ma mowy, by ktokolwiek został na lodzie. Sam widziałem, jak kierowcy jechali na oddalone od zasadniczej trasy przystanki, gdy dostrzegli, że czeka na nich choćby i dwóch chętnych. A pod koniec dnia na lodowcu (a w zasadzie na poziomie Ochsenalm, na który można zjechać na nartach bądź desce) czeka sznur autobusów i systematycznie zabiera na dół kolejne grupy chętnych.

Albo taka elastyczność. Przykładowo, depozyt (5 euro) za elektroniczną kartę-skipass można odebrać nie tylko w kasie, w której kupowało się karnet, ale też, na przykład, w barze we wspomnianym Ochsenalm. Zaś sprzęt wypożyczony w Sport 2000 przy parkingu na lodowcu można oddać na dole, w sklepie tej sieci w wiosce Feichten.

Z kolei w Gletcherrestaurant u podnóża lodowca nie tylko ceny nie są – w porównaniu do wielu innych stacji – wygórowane (micha pożywnej Gulaschzuppe kosztuje 4,2 euro). W budynku jest bowiem także miejsce dla tych, których nie stać na stołowanie się w restauracjach bądź po prostu lepiej smakują im własnoręcznie robione kanapki. W „self catering area” można więc wygodnie zjeść przywieziony w plecaku prowiant i popić herbata z termosu (skądinąd z tym samym rozsądnym patentem zetknąłem się w nieodległym szwajcarskim Scuol).

Ba, w niektórych hotelach w dolinie gospodarze nie mają nic przeciwko robieniu sobie przez gości kanapek „na górę” z produktów oferowanych na śniadanie w ramach tzw. szwedzkiego stołu. Tak było choćby w hotelu Edelweiss w Feichten, gdzie nocowałem. Z pobłażliwości właściciela (i równocześnie świetnego kucharza, czego dowodem była m.in. wyśmienita kolacja z „chłopskim”, tyrolskim menu) korzystali i Austriacy, i Włosi, i Szwajcarzy. Ale oczywiście, by nie doszło do nieporozumień, warto najpierw zagadnąć o zgodę!

*
Najprawdopodobniej od następnego sezonu Kaunertal będzie się mógł szczycić nie tylko mianem najmłodszego i najtańszego lodowca Tyrolu, ale też miejsca z najwyższym szczytem dostępnym przy pomocy wyciągu (dziś rekordzistą jest sąsiedni Pitztal, na którym można zjeżdżać z 3340 m n.p.m.). Uruchomiona ma zostać bowiem kolejka na Weisseespitze , czyli 3518 m n.p.m.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 7

Dodaj komentarz »
  1. Podróżnym o silnych nerwach proponuje przejazd drogą przez przełęcz Stilfser Joch (2757m) z Południowego Tyrolu do Lombardii. Droga została wybudowana w 1826 roku przez Austriaków, od ostatniej wioski po stronie Tyrolu, Trafoi (mieszka tam Gustavo Thoeni) jest 1500 metrów podjazdu droga wykutą w skale, droga liczy 48 zakretów o 180 stopni, tak ciasnych, że żeby wykonać zakręt w prawo, trzeba zacząć z lewej strony .Droga jest zamknięta od października do końca maja. I najważniejsze, w przeciwieństwie do podobnych dróg wysokogórskich w Austrii, przejazd jest bezpłatny. Tylko nie polecam przejazdu w soboty i niedziele, bo wtedy droge upodobali sobie rowerzyści.
    http://de.wikipedia.org/wiki/Stilfser_Joch

  2. Byłam tam z dziećmi w zeszłym roku, niestety o tej porze już nie było dobrych warunków.

  3. Andrzeju,
    z tymi nerwami to już tak nie strasz 😉 Znam tę przełęcz z kilkukrotnych przejazdów (od przełęczy Umbrail do Wenecji) i faktem jest, że dobrze mieć doświadczenie z jazdą po górskich drogach, ale da się przeżyć 😉
    Dla uspokojenia nerwów warto jest zatrzymać się na samej przełęczy i odbyć wędrówkę do dawnych umocnień z czasów I wojny światowej. Widoki stamtąd są imponujące.
    A potem zjeść „Bratwurst” z bułką z Vinschgau i kiszoną kapustą. Wszystko podgrzane jak należy i niedrogie. Najlepiej u tego gościa w śmiesznym filcowym kapeluszu po prawej stronie drogi (jadąc do Tyrolu). Potem to i zjazd serpentynami niestraszny 😉

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. nemo
    Alez ja nie straszę ta drogą, tylko ostrzegam przed przejazdem w dni wolne od pracy, bo żadną przyjemnościa nie jest wleczenie sie za kolarzami.
    Z przełeczy można łatwo wejść na trzytysięcznik, Roetlspitze, po drodze na Górze Trzech Języków w szwajcarskim schronisku Garibaldihuette na 2800m również mozna smacznie i niedrogo zjeść.
    A co do samej jazdy po górach, mam taką rade do kierowców, z góry zjeżdżamy zawsze z włączoną klimatyzacją , działa to jak hamulec silnikowy w samochodzie ciężarowym i pozwala zaoszczędzić hamulce.
    Pozdrawiam

  6. @Nemo (Kapitanie Nemo)
    Świetne zdjęcia, gratuluje, tylko przydałby sie podpis jakiego miejsca dotycza. (z braku czasu przejrzałem tylko trochę, polecam szwajcarski hikr.org )
    Pozdrawiam

  7. Andrzeju,
    dzięki za uznanie pod adresem zdjęć 🙂 Już podpisane (większość w cytowanym albumie). Dzięki też za zwrócenie uwagi na hikr.

  8. Witam,
    skąd to info o planach budowy wyciągu na Weisseespitze na przyszły sezon? Byłoby fajnie, ale póki co – ten projekt jest wrysowany na mapki od paru lat (podobnie jak na Pitztalu ten łączący z Sölden) – ale nigdzie nigdy nie trafiłem na jakiś konkretny plan, termin realizacji itp. Na stronie www nic nie znalazłem, strona lift-databse też milczy nt. terminu.

css.php