Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
W śniegu i po śniegu - Krzysztofa Burnetki zimowy styl życia, czyli góry, narty, deska… i cała reszta W śniegu i po śniegu - Krzysztofa Burnetki zimowy styl życia, czyli góry, narty, deska… i cała reszta W śniegu i po śniegu - Krzysztofa Burnetki zimowy styl życia, czyli góry, narty, deska… i cała reszta

6.02.2012
poniedziałek

Tanio i ze śniegiem, ale czy w Polsce?

6 lutego 2012, poniedziałek,

Tani nocleg tuż przy zawsze białych trasach z licznymi wyciągami to – wedle sondażu firmy ARC Rynek i Opinia -gwarancja najazdu polskich narciarzy. Równocześnie aż 90 proc. badanych za miejsce dłuższych narciarskich wyjazdów miało wybrać stacje w kraju. Tyle że to sprzeczność!


Nie zwrócili na nią jednak uwagi redaktorzy internetowego newslettera tygodnika „Newsweek”, którzy powołują się na te „niepublikowane badania”.

Po ostatnich ubogich w opady zimach nie dziwi, że najważniejszym kryterium wyboru miejsca wyjazdu na narty jest pewność, że na stokach nie zabraknie śniegu. Tym bardziej zdumiewa jednak teza, jakoby rodzimi narciarze stawiali na rodzime ośrodki – wszak pewność śniegu jest tu dużo mniejsza niż choćby w Alpach! Swoje robi już to, że polskie pasma są niższe niż alpejskie.

Także jeśli chodzi o możliwości sztucznego dośnieżania jesteśmy nieco w tyle. Owszem, niemal przy każdym wyciągu w kraju stoją już armatki. Tyle że bywają one mocno wysłużone i technologicznie przestarzałe (bo wielu właścicieli ośrodków kupuje używane instalacje z krajów alpejskich właśnie). Co jeszcze ważniejsze: właściwe przygotowanie stoku przy pomocy armatek jest sporą sztuką, której reguły są w Polsce znane tylko nielicznym. Stąd widoczne gołym okiem błędy (oraz idące na marne praca, woda i energia).

Podobnie dziwnie brzmi zestawienie z krajową rzeczywistością kryterium „licznych wyciągów”. Oczywiście, istnieją ośrodki (choćby lansowana jako krajowy ideał nowoczesnej stacji zimowej Białka Tatrzańska), w których obok siebie wybudowano kilka krzesełek. Tyle że wciąż nie można stacji tych porównywać do alpejskich. Ani mówić o „licznych wyciągach”. Nie wspominając o tym, że zarządzający rodzimymi kurortami zimowymi często upychają na podlegającym im terenie tyle wyciągów, ile się da. W pogoni za zyskiem (i chcąc poprawić statystyki w folderach reklamowych), nie baczą na to, że skutkiem jest tłok na stokach, a więc i rosnące niebezpieczeństwo wypadków.

Trzecim wreszcie kluczowym – wedle cytowanego sondażu – kryterium decyzji o miejscu zimowych wyjazdów ma być cena zakwaterowania. Lecz znowu: czy aby na pewno polscy górale bądź hotelarze liczą sobie za nocleg mniej niż Słowacy, Czesi, Włosi czy Austriacy? Wystarczy przejrzeć pierwszy z brzegu katalog, by stwierdzić, że w wielu przypadkach ceny noclegów w górach Słowacji, Czech czy też w samych Alpach są niższe od tych, jakich żądają krajowi gospodarze. 

Równocześnie respondenci badania mieli twierdzić, że nie przywiązują wagi do kosztów wyżywienia. Tymczasem jeśli już coś za granicą bywa droższe niż w kraju, to – prócz dojazdu – właśnie posiłki (niezależnie od tego, czy gotujemy sami, czy korzystamy z restauracji). Bo już na pewno nie karnety – zwłaszcza, jeśli stosować jedynie rozsądny wyznacznik, czyli porównanie ceny do jakości infrastruktury.

W „newsweekowym” newsletterze można w końcu przeczytać, że Polacy wydają obecnie „na urlopy” mniej niż niegdyś: „różnica w porównaniu do czasów sprzed kryzysu jest uderzająca”. Tak się składa, że w tym sezonie kilka razy byłem w różnych miejscach w Alpach – zarówno tych tańszych, jak uchodzących za luksusowe. Rodaków spotykałem wszędzie – zwykle w sporej ilości. Także miejscowi spece od turystyki z zadowoleniem opowiadali, że odsetek gości z Polski stale rośnie i że – co też znamienne – wydają oni w alpejskich stacjach średnio tyle samo pieniędzy, co narciarze z Europy Zachodniej.

I jak tu wierzyć niektórym sondażom…

PS. Powyższe wątpliwości nie oznaczają naturalnie, że w ogóle nie warto jeździć na narty w polskie góry. Sam uwielbiam Kasinę Wielką (tak, tak, rodzinną wioskę Justyny Kowalczyk) ze Śnieżnicą, stok w Lubomierzu czy Kasprowy. Ale wracam tam co jakiś czas z sentymentów z młodości i właśnie dlatego, że miejsca te nie przerodziły się w zimowe kombinaty w rodzaju Białki „z licznymi wyciągami” (jedynie ten fastfood na szczycie Kasprowego…). Nie zaś dlatego, że miałoby być tam lepiej niż w Alpach.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 9

Dodaj komentarz »
  1. Dobra ocena, bardzo dobra. Kpiną jest pisać w kontekście Polski o „licznych wyciągach”. Skoro jest tak licznie, to czemu kolejki do tych wyciągów są ogromne. Niektórzy mogą mnie złapać za słówko i stwierdzić, że dzieje się tak, bo ośrodki są popularne. Bzdura. Prawda jest taka, że nasza przepustowość jest mizerna i żaden ośrodek nie może się porównywać z alpejskimi. Ba! Nawet nie może równać do Słowackich. Tatrzańska Łomnica i Jasna Chopok wyprzedzają nas przynajmniej z 20 lat, jeśli chodzi o inwestycje.

  2. Nic dodać, nic ująć, Szanowny Panie Redaktorze.
    Tylko, że jeżeli ma to być apel wykrzyczany w stronę gór, to stanowi on głos wołającego na puszczy – wystarczy spojrzeć na zakopiankę, zwłaszcza w czasie wymiany turnusów. Górale i tak są spokojni o dutki, niezależnie od infrastruktury. Cepry przyjeżdżały, przyjeżdżają i będą przyjeżdżać. I płacić za owe liczne wyciągi i punkty żywienia bardzo zbiorowego.

  3. Marcin
    6 lutego o godz. 15:27
    W Szczyrku pomimo wakacji brakuje gości. Tylko w niedziele parkingi sa pełne, ale korków przy wjeździe/wyjeździe nie ma.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Rozmawialem dzisiaj ze znajomym, który wczoraj wrócił z Austrii. Koszt tygodniowych wczasów, dla czteroosobowej rodziny, dzieci prawie dorosle, wyniósł razem z paliwem i karnetami ok 5 tys złotych. Czy ktoś w podobnym standarcie znajdzie wczasy w Zakopanem, czy chociaż w Wiśle za podobną kwotę? Wątpię.

  6. Wymienia sie dość często Bialkę Tatrzańska. Zrobiłem kalkulację dla czteroosobowej rodziny, jak u znajomego, z noclegami na Kotelnicy, pokój czterosobowy ze śniadaniem. Wyszło mi 4600,-PLN. A gdzie paliwo na dojazd, gdzie jakis obiad. Nie dziwi że wszyscy jadą do krajów alpejskich.

  7. Kolejny telefon po taksówke, przepraszam po GOPR, w Beskidach. Kiedy nasz prawodaca położy temu kres wprowadzając opłaty za akcje ratownicze.
    http://wiadomosci.onet.pl/regionalne/slask/akcja-ratunkowa-w-beskidach-klopoty-turystow,1,5019358,region-wiadomosc.html

  8. Panie Andrzeju, taksówki sieci GOPR/TOPR będą długo jeszcze wzywane, niestety, za friko. Wszak dopiero co minęła świetna okazja do uregulowania tej sprawy poprzez wprowadzenie opłat za akcje ratownicze – była nią ustawa o bezpieczeństwie i ratownictwie w górach (dyskutowaliśmy tu już o niej). Ustawodawca się jednak na to nie zdecydował. Szkoda.

    A co do porównań kosztów wyjazdu na narty w Polsce i w krajach alpejskich – w styczniu w Santa Caterinie za wygodny, bo obszerny i w pełni wyposażony, dwupokojowy apartament i karnety dla czterech osób (trzy dorosłe i dziecko 7 lat) zapłaciliśmy 775 euro/ tydzień. Dostaliśmy też miejsce w garażu (oraz pomoc w założeniu łańcuchów przy odjeździe :)). Nawet jeśli doliczyć koszty dojazdu i jedzenia, w Zakopanem taniej raczej nie będzie. Nie mówiąc o tym, że choćby szkółka dla dziecka (6 dni po 2 godziny) kosztuje tam niespełna 100 euro.

  9. Panie Krzysztofie
    Szkółka dla dzieci w Szczyrku na Białym Krzyżu kosztuje 70,-PLN/godz, do tego trzeba doliczyć wyciąg 25,-PLN. Czyli za 12 godzin (6 dni x 2 godz) zapłacimy 900,-PLN, czyli ponad 200,-EUR. W styczniu przez dwie niedziele szkoliła sie tam moja siedmioletnia wnuczka, na szczęście mój bratanek jest tam instruktorem i zapłaciłem połowe, bo uczył ja „po godzinach”.
    Akurat otrzymałem z Samnaun propozycję ceny za dwupokojowy apartament w lipcu dla 3 osób (my i wnuczka), wyszło ok 700,- franków/tydzień, w cenie są wyciągi, baseny termalne, przewodnik codziennie itd.
    Pozdrawiam

  10. Dodałbym do atrakcji w okolicach Zakopanego przysłowiową „góralską gościnność”. Niestety dotyczy ona tylko „dutków” turystów, o których mówi się – hołota, to pojęcie nie obejmuje. Trzy sezony spędziłem w okolicach Zakopanego a następne trzy na Słowacji. Mimo, że Słowacja kosztuje trochę (ok10-20%) więcej obiecałem góralom zakopiańskim, że mnie długo tam nie zobaczą. Różnica w nastawieniu kolosalna. Jadę w góry wypocząć a nie czuć się jak nieproszony gość (cepr).

css.php