Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
W śniegu i po śniegu - Krzysztofa Burnetki zimowy styl życia, czyli góry, narty, deska… i cała reszta W śniegu i po śniegu - Krzysztofa Burnetki zimowy styl życia, czyli góry, narty, deska… i cała reszta W śniegu i po śniegu - Krzysztofa Burnetki zimowy styl życia, czyli góry, narty, deska… i cała reszta

21.12.2009
poniedziałek

Na nartach z Czarodziejskiej Góry

21 grudnia 2009, poniedziałek,

Miłośnicy wielkiej powieści Tomasza Manna od minionego weekendu mogą znowu jeździć na nartach śladami jej głównego bohatera.

Przypomnijmy tę historię: otóż Hans Castorp początkowo „nie miał ambicji dorównywania fircykom uprawiającym sport dla szyku”, bo uważał, że „nie jest jego rzeczą harcować, jak tamci, po górach i tarzać się po śniegu jak głupiec”. W końcu jednak znudziło mu się rytualne w przeciwgruźliczym sanatorium mierzenie temperatury i leżakowanie na tarasie pod pledami z wielbłądziej wełny oraz prowadzenie równie rytualnych gier towarzyskich i flirtów czy też dyskusji o naturze ludzkości i człowieka.
I choć uprawianie narciarstwa także było już wtedy w Davos rodzajem rytuału, Castorp „nabył parę eleganckich nart, wylakierowanych na jasnobrązowy kolor, z dobrego jesionowego drzewa, z doskonałymi rzemieniami, na przedzie zaostrzonych i wygiętych”. Jak na ambitnego młodzieńca przystało, od początku „usiłował trzymać nogi ładnie obok siebie i zostawać za sobą równoległe ślady”. A po niespełna dwudziestu próbach „już się nie przewracał, gdy w pełnym biegu hamował telemarkiem, wysunąwszy jedną nogę naprzód, a drugą zgiąwszy w kolanie”.

To właśnie m.in. dzięki „Czarodziejskiej górze”, powieściowemu arcydziełu XX wieku, szwajcarskie Davos stało się znane na całym świecie i przez dziesięciolecia uchodziło za najsławniejsze (i nader snobistyczne) górskie uzdrowisko Europy. Zwłaszcza, że jego walory propagowali też chociażby Robert Louis Stevenson i Arthur Conan Doyle (kreator postaci Sherlocka Holmesa już w 1899 r. opisywał zalety jazdy na nartach w tym szwajcarskim kurorcie).

Od soboty miłośnicy powieści Tomasza Manna mogą pojeździć w Davos na nartach czy desce w tym samym miejscu, w którym robił to jej główny bohater. Po kilku latach przerwy otwarte zostały bowiem trasy zjazdowe w regionie Strela-Schatzalp, położonym w pobliżu rezydencji Schatzalp, która prawdopodobnie była miejscem  akcji  „Czarodziejskiej góry”(prawdopodobnie, bo są i tacy, którzy utrzymują, że rzeczywistą areną powieści był położony nieco niżej Waldhotel, w którym Tomasz Mann mieszkał w 1912 r.).

 Niegdyś sanatorium, a dziś hotel Schatzalp i należące doń stoki zjazdowe

Sam Schatzalp, kiedyś sanatorium, a dziś luksusowy hotel, to neoklasycystyczny budynek (z balkonami na wszystkich piętrach południowo-zachodniej, słonecznej elewacji) położony 300 m powyżej samego Davos, a tuż poniżej górnej granicy lasów.

Należące do hotelu tereny narciarskie sięgają 2500 m n.p.m. Obejmują dwie trasy (niebieska i czerwona o długości 3,4 i 1, 9 km) oraz „wysokoalpejski”, nieprzygotowywany ratrakami zjazd nazywany Variante Guggerbachtäli. Zaletą obszaru ma być możliwość jazdy – dzięki jego wysokości i mikroklimatowi – wyłącznie po naturalnym śniegu. Cały region odwołuje się do modnej teraz idei „slow“ (mountain, food itd.), czyli ekologii i powrotu do natury.
Obszar obsługiwany jest przez kolej Standseilbahn, wywożąca gości z centrum Davos do Schatzalp, wyciąg krzesełkowy Schatzalp-Strelaberg oraz dwa odnowione orczyki na wysokości 2400-2500 m n. p.m.

 Jeden z orczyków na Strelaberg

O ekskluzywności jazdy w okolicach Schatzalp świadczy i to, że nie obowiązują tam karnety funkcjonujące w pozostałych 5 obszarach Davos-Klosters Mountains. By korzystać z tzw. Privat-Skigebiet SlowMountain Schatzalp trzeba kupić osobny bilet: dorosłego dzień jazdy kosztuje 30 franków (podczas weekendu – 35), młodzież (między 12 a 17 rokiem życia) – 20 CHF (w weekendy – 25 CHF), a dzieci od 6 do 11 roku życia – 10 CHF (w weekendy – 15 CHF).

Ale może choć raz warto wybrać się na narty śladami samego Hansa Castorpa.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 0

Dodaj komentarz »
  1. Do Davos nie jechałem najkrótszą drogą ale dookoła, przez Chur i St Moritz. W Chur przesiadłem się z regularnych kolei szwajcarskich do wesołych, czerwonych wagoników Rhaetische Bahn. Dzielna lokomotywa – Eine kleine Rote ciągnęła stromo w górę przez niezliczone wiadukty i tunele. Tak było do Pontresina gdzie zatrzymałem się na kilka dni. Z Pontresina do Davos jechałem cały czas na dół, co wydało mi się ogromnie śmieszne bo niweczyło patos zwrotu „u nas na górze”. Najpierw dojechalem do Davos-Platz a zaraz potem do Davos-Dorf gdzie wysiadłem. Czytając książkę wydawało mi się, że Uzdrowisko powinno być wyżej niż Wieś chociaż z jednego fragmentu wynikało, że jest odwrotnie. Rzeczywiście, Wieś jest trochę wyżej niż Uzdrowisko ale sam Berghof, to znaczy hotel Waldhotel Bellevue, jest w górze pod lasem i zauważyłem go już z okien pociągu. Po wyjściu z pociągu rozejrzalem się…. skręcili w lewo przez tor, przecięli rzekę… to zupełnie nie ma sensu bo wtedy wylądowaliby na północnym stoku góry gdzie nie ma żadnych sanatoriów bo nie ma słońca.
    Udałem się więc prosto do Waldhotel Bellevue. Pani w recepcji była przygotowana na takie wizyty i najpierw sprzedała mi książkę – T. Mann w Davos a potem skierowała do korytarza gdzie są różne pamiątki hotelowe sprzed 90 lat a na końcu cały pokój z oryginalnym wyposażeniem. Zgadza się – białe metalowe łóżko, umywalka z niklowanymi kranami i … no tak, czy T.Mann wspomnał o łazience albo toalecie?
    Nie. A więc umywalka jest w pokoju, a toaleta? Koło umywalki stoi bidet a koło łóżka biały nocnik i metalowa kaczka. Jakże mogło być inaczej, ale jednak to był pewien szok.
    Została jeszcze jedna rzecz, zajrzałem do restauracji hotelowej i spytałem o piwo kulmbacheńskie.
    – To chyba niemieckie piwo. – zauważył barman.
    – Tak niemieckie, niedawno browar obchodził 100-lecie – potwierdziłem.
    – Przykro mi ale nie mamy.
    – A macie jakieś inne ciemne piwo?
    Mieli – Ciemna Perła – nawet niezłe ale wątpię czy ma tak potrzebne Hansowi własciwości krwiotwórcze.
    W hostelu otworzyłem nowonabytą książkę i już na pierwszej stronie wybuchnąłem śmiechem. Otóż Mann celowo pozmienial topografię Davos aby zapobiec plotkom i niezdrowej sensacji wokół istniejących obiektów.
    Od tego momentu przestałem się przejmować realiami. Zrobiłem długi spacer Górną Promenadą. Po pierwsze trzeba naprawdę dobrze się nasapać żeby się tam wdrapać ale potem spacer jest bardzo miły. Droga dość wąska, a więc panowie Settembrini i Naphta dyskutowali zawzięcie z przodu, Hans Castorp pozostawał trochę w tyle….. a ja obok niego.

  2. To prawda. Także w sanatorium-hotelu Schatzalp z dawnych czasów pozostały – prócz balkonów i bambusowycyh leżaków – tylko ogromne ekrany, na których lekarze oglądali na kliszach fotograficznych zaatakowane gruźlicą płuca pacjentów oraz umywalki na korytarzu, które chorzy traktowali zwykle jako spluwaczki.
    Ale tam i tak wszyscy, którzy kochamy tę książkę, będąc w okolicy czujemy, że gdzieś obok są Settembrini. Hans Castorp no i ten złowieszczy Naphta. Prawda?

css.php