Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
W śniegu i po śniegu - Krzysztofa Burnetki zimowy styl życia, czyli góry, narty, deska… i cała reszta W śniegu i po śniegu - Krzysztofa Burnetki zimowy styl życia, czyli góry, narty, deska… i cała reszta W śniegu i po śniegu - Krzysztofa Burnetki zimowy styl życia, czyli góry, narty, deska… i cała reszta

19.10.2009
poniedziałek

Piwko z setką i na stok?

19 października 2009, poniedziałek,

Rząd zrezygnował z planów wprowadzenia już od tego sezonu zimowego zakazu jazdy na nartach i snowboardzie po spożyciu alkoholu ( a grozić miało za to do 2,5 tys. zł grzywny). Ministerstwo zdrowia wykreśliło stosowny zapis z projektu nowelizacji ustawy antyalkoholowej.

Argument brzmi: przepis byłby trudny do wyegzekwowania. W podobnym  duchu wypowiada się naczelnik TOPR, Jan Krzysztof: Jesteśmy przeciwni wprowadzaniu martwych zapisów. Ratownicy nie mają bowiem uprawnień do kontrolowania trzeźwości osób znajdujących się na górskich szlakach. W najdrastyczniejszych przypadkach – gdy pijany narciarz bądź snowboardzista zagraża bezpieczeństwu innych – mogliby najwyżej uniemożliwić mu dalszą jazdę i wezwać policję. Podobnie obsługa tras może jedynie nie wpuścić nietrzeźwych gości na wyciąg. Od paru sezonów niektóre stoki patrolują wprawdzie policjanci na nartach, ale wciąż jest to rzadkość.

Rezygnacja z specjalnych przepisów nie znaczy oczywiście, że narciarz czy snowboardzista, który pod wpływem alkoholu spowoduje wypadek, pozostanie bezkarny. Może być bowiem pociągnięty zarówno do odpowiedzialności cywilnej przez samego poszkodowanego, jak – na ogólnych zasadach – stanąć przed sądem karnym.

Najważniejsze zdaje się jednak coś innego. Otóż jakoś tak się dzieje, że Alpach piwo, wino, a i mocniejsze trunki są serwowane w każdej górskiej restauracji, lecz dużo trudniej niż w Polsce spotkać tam narciarzy czy snowboardzistów pod ich wpływem. U nas natomiast są wręcz regiony słynące z mnogości wstawionych i w efekcie wykazujących się ułańską fantazją, zjeżdżaczy (bo inaczej trudno ich nazwać). Chociażby Beskid Śląski, gdzie częsty jest model: piwo z setką.

Rzecz więc faktycznie raczej w obyczajach, modach i wzorcach, niż restrykcjach.
Co ciekawe: o ile francuscy przewodnicy i instruktorzy czasem nie odmawiają kieliszka wina przy obiedzie z klientami, to Austriacy i Szwajcarzy stali się ostatnio pod tym względem dużo bardziej rygorystyczni. W ciągu dnia nie ma raczej mowy, by pili alkohol z grupą, którą prowadzą. Niektóre szkoły narciarskie i stowarzyszenia przewodnickie wprowadziły zresztą taki zapis w swoich regulaminach. Wiedzą, że w razie jakiegokolwiek wypadku klienta, jeśli instruktor lub przewodnik byłby po alkoholu, zostałby bezapelacyjnie uznany winnym i obciążony dolegliwymi kosztami, chociażby przez ubezpieczyciela. Zresztą wytrawni narciarze i snowboardziści dobrze wiedzą, że po alkoholu – zwłaszcza w rzeczywiście wymagających sytuacjach – jeździ się mniej pewnie. Czyli gorzej.

Pytanie też, jaki los spotka pozostałe plany regulacji tyczących zimowego wypoczynku: zwłaszcza nałożenia na opiekunów dzieci obowiązku zaopatrzenia je na czas jazdy na nartach lub snowboardzie w ochronne kaski?

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 0

Dodaj komentarz »
  1. Ech, powiedziałbym, że większym problemem są snowboardziści zjeżdzający po trawce lub jakiś dopalaczach…

  2. Moje dzieci od malego zawsze (!) jezdzily w kasku. Teraz, gdy maja po 15 i 17 lat same zakladaja kask. Tak im sie lepiej jezdzi. Kwestia przyzwyczajenia.

  3. Piwko tu, piwko tam… To niestety wpisuje się w polską kulturę picia.

    Ale cieszę się, że ten przepis nie został wprowadzony. Kto by go egzekwował?

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. @Kecaj; Dotąd myślałem, że jeździ się na nartach. A tu proszę! można i w kasku! Powiedz mi tylko, jak w takim czymś wyrabiasz się na zakrętach?

  6. Może to nie wychowawcze co napiszę, ale grzaniec (w ilościach rozsądnych) nigdzie nie smakuje lepiej niż na stoku. Może właśnie brak takich delicji na stokach Lenzerheide i Laax powodował absurdalną tęsknotę za Beskidami. Cóż… może Szczyrk to nie Churwalden, lecz wspomnienia zapachu grzanego piwa lub wina z goździkami, powoduje zawsze chwilową amnezję. Nie straszne wtem stają się kolejki, powycierane stoki i inne takie przywary rodzimych gór. A ja znowu idiota jadę do Szwjcarii 🙂

  7. Wyciągi są opanowane przez konsernu piwne ( no bo przecież nie piwowarskie ) oraz co jeszcze gorsze przez halaśliwe radiostacje .

css.php