Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
W śniegu i po śniegu - Krzysztofa Burnetki zimowy styl życia, czyli góry, narty, deska… i cała reszta W śniegu i po śniegu - Krzysztofa Burnetki zimowy styl życia, czyli góry, narty, deska… i cała reszta W śniegu i po śniegu - Krzysztofa Burnetki zimowy styl życia, czyli góry, narty, deska… i cała reszta

31.01.2018
środa

EKUZ i inne certyfikaty

31 stycznia 2018, środa,

Przećwiczyłem właśnie (na zerwanym na pięknych stokach lombardzkiej Santa Cateriny więzadle krzyżowym mojej żony), co oznacza brak tzw. Europejskiej Karty Ubezpieczenia Zdrowotnego (EKUZ).

Niby wszyscy wiedzą, że jadąc za granicę (także na narty), trzeba EKUZ mieć ze sobą, bo to najprostszy sposób okazania prawa do świadczeń medycznych. Kiedy pojawią się kłopoty – czyli kontuzja – to brak EKUZ je mocno potęguje.

Oczywiście dyżurujące w każdej stacji zimowej służby ratunkowe pomocy poszkodowanemu w wypadku udzielą – już jednak na stoku zapytają zapewne o ubezpieczenie.

Idealnym wyjściem jest posiadanie którejś z górskich polis międzynarodowych – chociażby Alpenverein.

Można też kupić ubezpieczenie razem z karnetem w samym ośrodku. Kosztuje ono zwykle ok. 2,5 euro dziennie (a więc praktycznie tyle samo co polisa nabywana w Polsce) i jest znane ratownikom, a zatem z miejsca honorowane. Na dodatek przewiduje często także zwrot kosztów utraconej części kursu w szkole narciarskiej, niezrealizowanych dni używania wypożyczonego sprzętu itp. Nie obejmuje za to zwykle rekompensaty za transport poszkodowanego do kraju czy kosztów dalszego leczenia, rehabilitacji i odszkodowania za ewentualny trwały uszczerbek na zdrowiu (tzw. NNW). Tyle że w tych ostatnich kwestiach także rodzimi ubezpieczyciele stosują różne rozwiązania, a tak się składa, że w każdym przypadku rzecz rozbija się o szczegóły… Trzeba zatem po prostu zawsze uważnie czytać warunki umów.

Jeśli poszkodowany trafi ze stoku do publicznego ambulatorium czy szpitala, to tam właśnie padnie pytanie o EKUZ. Okazanie karty rozwiązuje sprawę. Jeśli się jej nie ma, to w ciągu 15 dni od udzielenia pomocy trzeba dosłać tzw. Certyfikat Tymczasowo Zastępujący EKUZ. Otrzymuje się go post factum (już po wypadku) we właściwym oddziale NFZ. Co istotne, niedotrzymanie terminu powoduje wszczęcie przez zagraniczną placówkę zdrowia postępowania windykacyjnego.

Na szczęście – o czym sam się właśnie przekonałem – obecnie zarówno EKUZ, jak i ów Certyfikat dostaje się w placówkach NFZ bez żadnych problemów i biurokratycznych barier. Kartę urzędnicy wydają od ręki po złożeniu wniosku (można ją też zamówić przez internet i dostać pocztą pod wskazany adres). Więcej, nie obowiązuje już trzymiesięczny termin jej ważności, co dawniej też mogło mocno zniechęcać. EKUZ wydawana jest teraz najczęściej na rok. Ba, Certyfikat udało się nam otrzymać korespondencyjnie i w równie ekspresowym trybie.

Naturalnie wciąż prócz EKUZ, czyli ubezpieczenia publicznego, warto mieć dodatkową polisę, i to w wariancie obejmującym, po pierwsze, transport ze stoku helikopterem (czyli wysokie koszty tzw. assistance) i właśnie transport do kraju – bo przy cięższych wypadkach może być to konieczne. Po drugie zaś – rekompensatę za koszty rehabilitacji w kraju, bo to ona jest przy większości narciarskich urazów warunkiem powrotu do pełnej sprawności.

A jeszcze inną kwestią są wydatki na niezbędne czasem operacje…

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 4

Dodaj komentarz »
  1. EKUZ jest tylko od nagłego zachorowania, ale raczej nie od wypadku na nartach. Państwo polskie powinno zwrócić pieniądze za leczenie. Polecam lekarzy na Zachodzie, którzy jeszcze nie mieli do czynienia z polskim EKUZ, bo w innym przypadku może pan usłyszeć zdanie „noch nie Kohle gesehen”.
    Wiem o.czym piszę. Jestem ciekawy ile NFZ jest winien np. Niemcom za te nagle zachorowania.

  2. Jeśli ktoś wyjeżdża kilka razy w roku lub jeździ poza trasami, może się zainteresować polisą „Bezpieczny Powrót” PZU. W skrócie: 250k zł na leczenie, 100k zł na akcję ratunkową (z helikopterem), działa cały rok, kosztuje ok. 250 zł. Jest też droższy wariant, z wyższymi kosztami akcji ratunkowej (ale to już raczej na Himalaje, czy podobne).

    Można też się wspinać, jeździć rowerem i uprawiać inne „sporty wysokiego ryzyka”. Od kilku lat korzystam z tej polisy, choć nigdy nie testowałem jej działania w praktyce – i oby tak zostało 🙂

  3. EKUZ w razie złamania nogi na nartach nie będzie honorowana, w przeciwieństwie do złamania nogi na chodniku.
    Oczywiście lekarze pomogą, ale po powrocie można się zdziwić, jak NFZ zażąda zwrotu pieniędzy.
    Tylko indywidualne ubezpieczenie w znanej (międzynarodowej) firmie.

  4. Oraz po trzecie – dodatkowa polisa dla narciarza powinna też bezwzględnie obejmować OC – ponieważ szczególnie za granicą mogą być zasądzone ogromne koszy odszkodowania dla kogoś, kto zostanie na stoku kontuzjowany za naszej winy.

css.php