Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
W śniegu i po śniegu - Krzysztofa Burnetki zimowy styl życia, czyli góry, narty, deska… i cała reszta W śniegu i po śniegu - Krzysztofa Burnetki zimowy styl życia, czyli góry, narty, deska… i cała reszta W śniegu i po śniegu - Krzysztofa Burnetki zimowy styl życia, czyli góry, narty, deska… i cała reszta

8.03.2016
wtorek

Dlaczego Słowakom się udało…

8 marca 2016, wtorek,

… (a Polakom nie)? – takie pytanie nasuwa się po zakończonych właśnie zawodach alpejskiego Pucharu Świata w Jasnej na Chopoku.

Dotyczy to na dodatek dwóch kwestii. Po pierwsze: jak to się stało, że naszym południowym sąsiadom Międzynarodowa Federacja Narciarska FIS przyznała zaszczytne prawo goszczenia tak prestiżowych zawodów? Polska zaś nawet się o to nie stara. Słusznie zresztą, bo jest bez szans.

A po drugie: jak to się stało, że słowackie alpejki mają w Pucharze Świata całkiem przyzwoite – czy po prostu znakomite – wyniki? Polki zaś – o ile w ogóle startują – od lat zajmują miejsca w końcówce stawki (podobnie zresztą jak Polacy).

Zawody na stokach Chopoka okazały się dla gospodarzy sukcesem zarówno od strony organizacyjnej, jak i sportowej. Udało się pokonać nawet tak wielką w Tatrach przeszkodę, jaką bywa halny (choć z jego powodu gigant trzeba było przełożyć o dwa dni – w sobotę wiatr wiał bowiem tak mocno, że wyrywał ze śniegu slalomowe bramki i nie pomogło nawet obniżenie startu). W końcu jednak udało się rozegrać i slalom (w niedzielę), i gigant właśnie (w poniedziałek). Na dodatek w slalomie trzecie miejsce zajęła reprezentująca gospodarzy Veronika Velez-Zuzulová.

Co więc sprawiło, że FIS po 32 latach Puchar Świata wrócił właśnie na Słowację (ostatnie zawody tej rangi odbyły się tam jeszcze za CSRS, bo w 1984 r. w ramach tzw. Veľkej ceny Demänovských jaskýň)? Zapewne decydujący okazał się imponujący rozwój ośrodka w Jasnej. To rezultat gigantycznych inwestycji w infrastrukturę poczynionych tam przez spółkę Tatry Mountain Resorts. Dość powiedzieć, że to właśnie modernizacja kolejek i instalacji dośnieżających na Chopoku, poszerzanie i przemodelowanie tamtejszych tras, unowocześnienie bazy hotelowej i gastronomicznej (a także rozrywkowej) oraz sieci parkingów i komunikacji publicznej pochłonęły większość spośród 200 mln euro, które TMR włożyło w ostatnich ośmiu latach w swoje kurorty.

Oczywiście rolę grało i to, że niektóre ze stoków Chopoka odpowiadają stopniem trudności wymaganiom FIS, a ponadto są łatwo dostępne dla chcącej podziwiać zawodników publiczności i stosownie widowiskowe w przekazie telewizyjnym.

Nie bez znaczenia dla FIS była wreszcie mocna w ostatnich sezonach pozycja słowackich alpejek: Zuzulovej, ale też Petry Vlhovej.

Na tę zaś też złożyło się przede wszystkim stworzenie przyzwoitych warunków do treningów dla całkiem sporej, jak się okazuje, grupy zarażonych nartami dzieci i młodzieży. Rzecz nie tylko w stale unowocześnianych stacjach zimowych (z Chopokiem na czele, ale także chociażby z Tatrzańską Łomnicą i Szczyrbskim Plesem). Swoje robi bowiem także to, że niektóre ich stoki są przygotowywane specjalnie dla zawodników i udostępniane im (razem z obsługującymi wyciągami) za niewielką opłatą… wcześnie rano, nim jeszcze pojawią się tam zwykli narciarze. Przykładowo: gdzieniegdzie członkowie rozmaitego typu klubów narciarskich (od dziecięcych po akademickie czy po prostu korporacyjne czy lokalne) mogą próbować sił między tyczkami już od godziny siódmej.

Do tego dochodzi masa zawodów różnego szczebla, na których można sprawdzić swoje postępy, a być może również przeskoczyć na wyższy poziom zawodniczego zaawansowania. Dość powiedzieć, że obecnie organizowanych jest ponoć na Słowacji ok. 30 proc. więcej imprez narciarskich niż pięć lat temu. W praktyce oznacza to, że mniej więcej o tyle wzrosła też liczba narciarzy jakoś tam otrzaskanych z zawodami i jazdą „na tyczkach”. Trend taki w dłuższej perspektywie musi zaś – jak widać – skutkować poszerzeniem bazy, spośród której można wyłapywać talenty.

W Polsce tymczasem wiele kwestii stoi w tej mierze na głowie. Począwszy od podejścia do modernizacji wyciągów i tras (symbolem losy trasy na Nosalu, o Kasprowym Wierchu nie wspominając), przez system szkolenia narciarzy właśnie, który oparty jest obecnie głównie na pieniądzach bogatych rodziców, a nie – jak dawniej – sieci małych klubów, w których mogliby ćwiczyć wszyscy chętni. Okazuje się, że niewiele na razie pomagają sensowne, zdawałoby się, inicjatywy w rodzaju programu Tauron Bachleda Ski.

Nie bez wpływu jest także kompletny w praktyce brak zainteresowania narciarstwem alpejskim ze strony Polskiego Związku Narciarskiego (od lat zapatrzonym w lansowanie skoczków), a także mediów – z publiczną telewizją na czele (j.w.). Skutki są, jakie są.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 7

Dodaj komentarz »
  1. Panie gospodarzu, głowa do góry! Przecież mamy narciarza pierwszej kategorii, co rozbija się limuzyną za parę milionów złotych i którego ciągle pokazuje telewizja jakby był Małyszem. Wróże więc szybki rozkwit polskiego, narodowego narciarstwa alpej, tfu, taterniejskiego.

  2. Płynna rzeczywistość
    8 marca o godz. 20:48 235026
    Kiedy prez. Komorowski przyjeżdżał do Wisły i jeździł na Zagroniu lub Soszowie, narciarze dowiadywali sie z kim maja do czynienia dopiero w restauracji, jak zdjął kask.
    Nie robił z tego medialnej wrzawy, jak ta miernota.

  3. Ja trochę na inny temat , a mianowicie na temat tzw dopingu w sporcie, bowiem zamiast chronić ludzi przed środkami których zażywanie jest szkodliwe dla zdrowia zaczyna się jakiś chocholi taniec zakazywania wszystkiego, co umożliwia poprawę sprawności fizycznej.
    Przykładem niech będzie ostatnie doniesienia o zakazaniu Meldonium (trimetilgidraziniya propionate) i wpadce dopingowej między innymi Szarapowej.
    Chciałem się dowiedzieć jakie skutki uboczne powoduje ten preparat i wyczytałem cytuję że:
    „Przypadków przedawkowania Mildronat nie ujawniono, Lek ma niską toksyczność i nie powodują efektów ubocznych, niebezpiecznych dla zdrowia pacjentów.”
    A więc o co chodzi? o to że lek poprawia metabolizm?
    znów cytuję
    „poprawia metabolizm. Meldonium jest strukturalnym analogiem gamma-butyrobetaine, substancji która jest w każdej komórce organizmu ludzkiego.
    W warunkach dużego obciążenia Mildronat® Przywraca równowagę pomiędzy wyprodukowaniem a potrzebą komórek (tlenu), eliminując gromadzenie się toksycznych produktów przemiany materii w komórkach, chroniąc je przed uszkodzeniem; ma również wpływ wzmacniający. W wyniku jego użycia ciała nabywa zdolność do wytrzymywania stres i szybko przywrócić rezerwy energetyczne.”
    No to się pytam po co taką substancję zakazywać!
    Może zakażą niedługo jeść sportowcom białko serwatkowe (bo lepiej przyswajalne) i w ogóle stosować preparaty witaminowo – mineralne bo to skutecznie poprawia fizys i tak dalej.
    Przecież ideą zwalczania tzw dopingu była jego toksyczność dla organizmu człowieka i możliwość zniszczenia sobie zdrowia , bo wiadomo sport powinien to zdrowie ludziom poprawiać .
    Faktem jest, że są substancje wspomagające rozwój mięśni które brane bez kontroli lekarskiej i w zbyt dużych dawkach doprowadzają do rożnych powikłań z zejściem śmiertelnym włącznie. To samo dotyczy środków łamiących poczucie zmęczenia (nie odczuwa się zmęczenia), były wypadki śmierci.
    Ale nie dajmy się zwariować, nie wszystko co sprzyja poprawie wyników sportowych jest szkodliwe, ba większość wcale szkodliwe nie jest i jest wręcz pożyteczne. Mity „koksu” narosły potwornie i ludzie często nie wiedzą co mówią (a mówią ciężkie bzdury)
    Obecnie coraz częściej widzę, że ta walka z dopingiem jest często to walka stricto polityczną mafii zarządzających współczesnym sportem.
    Kiedyś „politycznie ” załatwiono naszą sprinterkę Kłobukowską (i nigdy jej za świństwo jakie zrobiono nie przeproszono), a to nie jest jedyny taki przypadek w sporcie wyczynowym.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. @ maciek.g
    „Przecież ideą zwalczania tzw dopingu była jego toksyczność dla organizmu człowieka i możliwość zniszczenia sobie zdrowia…”

    No wlasnie, a zdrowie moga popsuc nawet preparaty wspomagajace. Dlaczego tak uwazam? Poniewaz w sporcie wyczynowym chodzi o maksymalne przesuniecie osiagniec normalnego organizmu nawet poza granice wytrzymalosci „materialu”. Wiec mozliwe jest, ze przez dodatkowe dotlenienie komorek, przekroczy sie dopuszczalne obciazenie innych organow.

    Nie ma sie co ludzic, sport wyczynowy (w odroznieniu od rekreacyjnego) jest w samej rzeczy szkodliwy dla zdrowia i dlatego sportowcow trzeba bronic przed nich samych. Przeciez nawet bez dopingu moga nadal spektakularnie ze soba konkurowac, ale w ramach wytrzymalosci organizmu.

  6. Szarapową „opiekuje” się wieloosobowy team specjalistów.W trosce o 30 mln USD rocznego przychodu.
    Co jest w tej sprawie dopingiem ?

  7. Spółka Tatry Mountain Resorts która kupiła były GON w Szczyrku (Male Skrzyczne, Pośredni), zamierza w Czyrnej postawić w latach 2016-17 zamiast orczyków kanapy 10-cio osobowe.
    Jedna kanapa zastąpi orczyki z Czyrnej na Hale Skrzyczeńską, a druga , chyba mniejsza, z Hali na Male Skrzyczne
    gdyby tak jeszcze połaczyć szczyty Skrzycznego i Malego Skrzycznego (orczyk, krzesło), to byłby ośrodek. Dzisiaj można zjechać ze Skrzycznego na Male (Hala Skrzyczeńska), odwrotnie sie nie da.
    Jak na razie na obydwu stokach obowiązuje jeden karnet.
    MaciekG.
    A co powiesz o „astmie” wśród narciarek biegowych z Norwegii. Dziwi, że w tak czystym środowisku mamy epidemię astmy.

  8. andrzej52
    9 marca o godz. 20:09 235031
    Akurat sam mam astmę oskrzelową którą ujawniono od 2 roku życia i sporo na ten temat wiem. Astma , nie jedno ma imię i pod ta nazwą jest wiele chorób i dolegliwości. U sportowców dość często pojawia się astma wysiłkowa. Człowiek mający ku temu skłonność może kompletnie o tym nie wiedzieć gdy nie zacznie uprawiać sport mocno obciążający układ oddechowy. Obecnie sprawa dobrze poznana i dająca się dobrze kontrolować (leki zapobiegające spastycznemu skurczowi). Zimne powietrze jest tu dodatkowym czynnikiem stymulującym. Człowiek nie mający tendencji do takiej astmy nie skorzysta nic na stosowaniu środków rozkurczowych oskrzeli , bo to nie ma wpływu na dotlenienie. Mitem wiec są korzyści z przyjmowania leków zapobiegających apatycznemu skurczowi oskrzeli u ludzi nie mających ku temu tendencji. Ponieważ jednak stosuje się bardzo różnorodnie działając lelki niektóre z nich mają pewne znaczenie w poprawie wymiany gazowej i z tej przyczyny zaczęto zakazywać ich używania. Ponieważ jednak liczba ludzi mających skłonności astmatyczne jest duża musiano zrobić wyjątek dla tych u których stwierdzono problemy. I z tego powodu powstał problem. Jak widać „astmatyczkom” zażywane leki nie szkodzą i nie mamy epidemii problemów zdrowotnych u tych ludzi.
    Wg mnie zapędzono się z tymi zakazami i obecnie wielu podejrzewa że ci „astmatycy” narciarscy po prostu oszukują i uzyskują dzięki temu przewagę nad tymi którym oszustwo sienie udaje zrealizować.
    (te zakazy po prostu tylko szkodzą sportowi)
    Zupełna inna jest sprawa z tzw astma uczuleniową , tu nie zawsze da się odczulić i ustalić na co człowiek jest uczulony i jedyną możliwości by mógł normalnie żyć jest prawidłowe kontrolowanie choroby.
    Ja mimo astmy uprawiałem sport wyczynowy, lecz wtedy nie było badań antydopingowych , a niestety niektóre leki „przerywające” duszność są obecnie zakazane. Obecnie żeby normalnie funkcjonować muszę regularnie zażywać leki ustalone przez specjalistę. Mimo, że są to środki wziewne , jednak w niewielkim stopniu dostają się do krwi inie jestem pewien czy przy obecnej „walce z dopingiem” nie uznano by mnie za szprycującego się niedozwolonym wspomaganiem.
    Obecnie rośnie gwałtownie liczba ludzi mających problemy alergiczne i w tym i astmatyczne i ludzie mający te problemy mają również problemy z uprawieniem sportu wyczynowego na wysokim poziomie. Nie pisze się o tym ale ci mający stwierdzone takie schorzenia zgłaszają to i badający biorą to pod uwagę.Sprawy te nie są na prawdę jasne i w dodatku zamiast (tak jak było w zamyśle chronić zdrowie uprawiających sport robią wg mnie więcej złego niż dobrego)
    Obecnie wcale nie wyczynowi sportowcy używają najwięcej tych zakazanych środków , ale beż żadnej kontroli robią to rzesze chodzące na siłownie, bo chcą szybko i przy maj mniejszym wysiłku uzyskać atletyczny wygląd.Jakby ten doping był faktycznie tak niebezpieczny większość z nich powinno już wąchać , jak to mówią kwiatki od dołu, a tymczasem epidemii wśród tych ludzi nie ma.

css.php