Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
W śniegu i po śniegu - Krzysztofa Burnetki zimowy styl życia, czyli góry, narty, deska… i cała reszta W śniegu i po śniegu - Krzysztofa Burnetki zimowy styl życia, czyli góry, narty, deska… i cała reszta W śniegu i po śniegu - Krzysztofa Burnetki zimowy styl życia, czyli góry, narty, deska… i cała reszta

7.03.2014
piątek

Jest jeszcze tej zimy na świecie śnieg!

7 marca 2014, piątek,

Niekoniecznie na lodowcach i niedaleko od Polski. A na dodatek ma przyzwoitą jakość!

Ski Centre Angertal w dolinie Gastein (Ziemia Salzburska)

Na początku wszystko wyglądało tragicznie. Jak każe nowy obyczaj, wieczorem przez wyjazdem na internetowej stronie stacji sprawdziłem sytuację pogodową. Na wykresie „czynne trasy” widniała przerażająca cyfra „0”. Nieco się zdziwiłem, bo równocześnie internet pokazywał, że śnieg w regionie, do którego miałem jechać jednak jest – od wysokości 1700 m n.p.m., ale w docelowym ośrodku wyciągi docierają na 2686 m n.p.m. Ale że podczas tej wariackiej zimy wszystko jest możliwe, więc rzuciłem brzydkie słowo i zacząłem się zastanawiać, co przez te kilka dni będę tam robił z moim nader aktywnym dziewięcioletnim Kubą. Wyprawy na rakietach i wizyty w słynnych tamtejszych termach mogły jednak nie skanalizować jego energii…

Kiedy jednak w końcu w czwartkowy wieczór dotarliśmy do Gastein – bo to ten słynny kurort w Ziemi Salzburskiej był naszym celem – nadzieja zaczęła wracać. Bo choć w dolinie było zielono, to na okolicznych zboczach widać było bowiem reflektory ratraków. A to musiało znaczyć, że jednak jakieś narty będą możliwe.

W piątek rano diagnoza się sprawdziła. Kiedy wjeżdżaliśmy do doliny Anger, z końca której startują kolejki obszaru nazywanego Sportgastein, pojawił się już śnieg. A na tablicy informacyjnej przy dolnej stacji zobaczyliśmy, że otwartych jest ponad 90 proc. tamtejszych tras.

Ruszyliśmy więc w góry, a nasz przewodnik Hans Naglmayr – przedni znawca okolicy – od razu wyjaśnił: to austriacka precyzja powoduje, iż wieczorem, kiedy na trasach pracują ratraki i na nartostradach nie można jeździć, internetowe systemy informacyjne pokazują cyfrę „0”, bo przecież w tym czasie są one zamknięte…

Potem Hans wywiózł nas na Stubnerkogel (2251 m n.p.m.), a w końcu w okolice szczytu Schlossalm (2050 m n.p.m.). W obu miejscach warunki były całkiem przyzwoite. Ba, miejscami (w zależności od ekspozycji) śnieg był doskonałej, jak na marzec feralnego narciarsko roku 2014, jakości.

Przy okazji Hans opowiedział masę fascynujących historii o swoim regionie, będzie zatem o czym pisać.

PS. Niestety, nie wiedzieć czemu (a raczej wiedzieć: z powodu ignorancji technologicznej potencjalnego autora) niezbyt wyszły mi zdjęcia, które próbowałem robić podczas przerw w zjazdach. Może lepiej będzie w następnych dniach…

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop
css.php