Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
W śniegu i po śniegu - Krzysztofa Burnetki zimowy styl życia, czyli góry, narty, deska… i cała reszta W śniegu i po śniegu - Krzysztofa Burnetki zimowy styl życia, czyli góry, narty, deska… i cała reszta W śniegu i po śniegu - Krzysztofa Burnetki zimowy styl życia, czyli góry, narty, deska… i cała reszta

2.01.2014
czwartek

Ryzyko nart

2 stycznia 2014, czwartek,

Po niedawnym wypadku Michaela Schumachera wróciły pytania o stopień ryzyka związany z uprawianiem narciarstwa alpejskiego – zwłaszcza tego w coraz popularniejszej odmianie terenowej. Historia mistrza Formuły I jest tragiczna, lecz narciarstwo zjazdowe – także to poza przygotowanymi trasami – nie jest sportem rażąco bardziej niebezpiecznym od większości dyscyplin.
Przypadek Schumachera został nagłośniony w mediach z racji nazwiska ofiary (na podobnej zasadzie dziennikarze rzucili się, na przykład, na wiadomość o zasypaniu wiosną 2012 roku przez lawinę w topowym austriackim kurorcie Lech Zürs holenderskiego księcia Johana Friso, który chciał pojeździć w puchu pomimo, że ogłoszony był czwarty stopień zagrożenia lawinowego; po wypadku pozostał w stanie śpiączki aż do śmierci sierpniu 2013 r.).

Znamienne skądinąd, że początkowo nie podawano nawet nazwy stacji, w której rajdowcowi przydarzyło się nieszczęście (doniesienia mówiły enigmatycznie o „Alpach francuskich” i dopiero z czasem ujawniono, że chodzi o Meribel w Trzech Dolinach). Do dziś nie są zresztą jasne wszystkie okoliczności zdarzenia: mowa jest o uderzeniu w skałę podczas zjazdu poza wytyczoną trasą; niektórzy wspominają, że Schumacher z grupą przyjaciół i synem próbowali off piste w lesie.

Ponadto newsom tym towarzyszą zwykle mniej lub bardziej wyraźne sugestie o niebezpieczeństwach związanym z nartami. Dużo rzadsze są próby weryfikacji tych tez. Kiedy pokusiła się o to jednak CNN, to okazało się, że wedle ekspertów poważne wypadki – o skutkach podobnych do tych, których doznał Schumacher – wcale nie są wśród narciarzy częste. Przeciwnie, w porównaniu do innych sportów narciarstwo jest dyscypliną o stosunkowo niskim ryzyku.

Dr Mike Langran, specjalista od bezpieczeństwa w narciarstwie, wyliczał w amerykańskiej telewizji, że większość osób rekreacyjnie jeżdżących na nartach lub desce w ogóle – „przez całe życie” – nie ulega poważniejszym kontuzjom. Średnia urazów narciarskich bądź snowboardowych to ledwie 2-4 przypadki na 1000 dni spędzonych na stoku – czyli tyle samo bądź nawet mniej niż chociażby wśród grających amatorsko w piłkę nożną (wciąż porównując oczywiście czas aktywnego uprawiania ulubionego sportu).

Dr Langran cytował statystyki, wedle których rocznie ginie 0,78 narciarza/snowboardzisty na każdy milion osób uprawiających te sporty. Przykładowo, w Stanach Zjednoczonych w ciągu ostatnich dziesięciu lat rocznie podczas jazdy na nartach ginęło 41 osób, a w samym 2009 roku śmierć poniosło 800 rowerzystów i 2400 pływaków.

Osobną kwestią jest ryzyko związane z jazdą poza wyznaczonymi trasami. Jest ono oczywiście wyższe – wiąże się głównie z niebezpieczeństwem lawin (choć ostatnio zdarza się często, że te zasypują także zwykłe trasy). Do tego dochodzi możliwość wpadnięcia w szczeliny (podczas jazdy na lodowcach), utrata orientacji w terenie bądź błędna jego ocena (obszary zlodzone itd.), niedostateczne umiejętności techniczne (podczas skoków, pokonywania stromizn i żlebów). Groźny może być także niedostatek śniegu: taka była, jak można sądzić na podstawie fragmentarycznych na razie informacji, przyczyna wypadku Schumachera: porwał się on na jazdę między drzewami w lesie w sytuacji, gdy pokrywa śniegu była niedostateczna, co skończyło się zawadzeniem o korzeń bądź kamień i upadkiem na feralną skałę.
Równocześnie jednak jazda off piste znacznie zmniejsza ewentualność wypadków, które mogą przydarzyć się na trasie – przede wszystkim znikoma jest możliwość zderzenia się z innym narciarzem czy snowboardzistą, co od czasów techniki carvingowej stało się – w połączeniu ze wzrostem popularności narciarstwa – największym zagrożeniem na zatłoczonych często nartostradach.

Jak wiadomo, obecnie bardziej niż własnych błędów obawiać się należy błędów (bądź głupoty) innych użytkowników tras. W terenie tymczasem jeździ się głównie na własne ryzyko.

PS. Historia Schumachera może mieć i taki skutek, że towarzystwa ubezpieczeniowe zaczną uzależniać wypłatę odszkodowań (przykładowo zwrot kosztów leczenia, rehabilitacji czy tzw. następstw nieszczęśliwych wypadków) od tego, czy ofiara używała kasku. Wśród zachodnich kompanii asekuracyjnych trwają już ponoć rozmowy nad wspólną polityką w tej sprawie.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 0

Dodaj komentarz »
  1. Zdjęcia miejsca wypadku są tutaj – http://goo.gl/YxuIyq
    I mimo podpisu trudno je chyba klasyfikować jako off piste.

  2. Niezaleznie od tragedii Schumacher’a jako czlowieka, meza i ojca, uwazem, ze

    1. reakcja mediow, ktore uznaly wiadomosc za tak wazna, ze ja umieszczaly na pierwszym miejscu, a nawet rzadu niemieckiego, ktorego rzecznik zajal w tej sprawie oficjalne stanowisko, jest przesadzona, ba! nie na miejscu. W samym szpitalu w Grenoble sa leczoni i codziennie dowozeni inni pacjenci z podobnymi obrazeniami. Dlaczego im media i Bundesregierung nie poswiecaja uwgi?
    2. w sprawie meritum: gloryfikacja off piste, jaka wyczytalem miedzy linijkami powyzszego wpisu i sugestia, ze mozna dalej szalec, bo jezeli zdazy sie wypadek, to spowoduja go inni (na ktorych umiejetnosci i tak nie mam wplywu) jest bzdura! Wszystkie wypadki na nartach z mojego otoczenia, w tym smiertelne, wydazyly sie off piste! Nie znam przypadku, aby lawina stoczyla sie na przygotowana trase (podobnie jak pierwszy raz slysze ze Schumacher jechal w lesie, sic!).
    3. Czyzby byl Pan zwolennikiem czapki z pomponem? Helm nie jest kwestia mody, lecz koniecznoscia. Od czasow czapki z pomponem narty sa szybsze, nabraly ksztaltow, ktore sugeruja poczatkujacym latwosc jazdy i uzywania calej szerokosci trasy, stoki sa czesto przepelnione. Poza tym helm jest po prostu wygodniejszy i lepiej stabilizujacy okulary niezaleznie od pozycji narciarza.

    Serdecznie pozdrawiam, chociaz z Panskim wpisem w zadnym punkcie sie nie zgadzam,

    bernardroland (narciarz od 45 lat)

  3. Jeśli najeżony głazami teren między dwoma wypreparowanymi trasami „trudno klasyfikować jako off piste”, to może Agnieszka poda właściwą definicję tego pojęcia?
    Schumacher chyba wyjątkowo miał w tym dniu kask na głowie, bo na ogół na nartach pokazywał się w czerwonej czapce z daszkiem i kombinezonie pełnym naszywek reklamowych. Media przebąkują coś tam, że nie jechał na własnych nartach. Tym bardziej chyba powinien być ostrożny.
    Co do statystyki, to wśród ok. 170 tysięcy ofiar wypadków przy uprawianiu sportu w Szwajcarii jedną czwartą stanowią narciarze i snowboardziści. Tylko piłka nożna powoduje więcej urazów (26 proc.)
    Wśród snowboardzistów 68 proc. wypadków przydarza się w grupie wiekowej 15-29 lat, wśród narciarzy 35 proc. stanowią 30-44-latkowie i 34 proc. osoby 45-59-letnie.
    Schumacher skończy jutro 45 lat.
    Statystyka dotyczy mieszkańców Szwajcarii, gdzie 2 miliony osób uprawiają aktywnie sporty zimowe.
    Notabene w Austrii rocznie zdarza się ok 44 tys. wypadków narciarskich i 31 tys. piłkarskich.
    PS.
    Holenderski książę nazywał się Johan Friso, nie Frisco.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. To wszystko przez brak ustawy opartej na dyrektywach z Brukseli.
    Ustawy ,która regulowalby zjazdy przy niedoborze śniegu,przy nadmiarze widocznych korzeni,przy zlodowaceniu w przypadku niedostatecznych umiejętności itd.itd.
    Możliwości rozbudowania takiej ustawy ,są wręcz nieograniczone.
    Z ustawy używi sie milion organów kontrolujących i szkolących,a niektórzy dziennkarze na tekstach opisujących wykonanie ustawy mogą wisieć do końca życia.

  6. zawsze wybieram ..off piste..jak tylko jest mozliwosc..
    jest bezpieczniej..i ..ciekawej…
    w miejscach ktore dobrze znam..jezdze sam..
    w Alpach mam przewodnika…szlifowanie przygotowanych tras
    jest po prostu nudne…
    backcountry albo alpine trakking..to nie dla mnie…
    tam jest ryzyko ….
    robie dokladnie to samo co Schumacher…..
    i majac wybor..w prawo czy w lewo…lecial bym prosto..
    wszystkie wypadki ktore mialem ( trzy ) w ciagu ostatnich 12 lat..
    byly na trasach…wstrzas mozgu..zerwanie dwoch wiazadel w ramieniu..
    i zlamanie kciuka…
    wole off piste…niz zatloczone trasy…
    unikam za wszelka cene..

  7. Jest taka zasada, że trasy narciarskie wytycza się w terenie technicznie dostępnym dla maszyn (ratraków), a także możliwie niezagrożonym lawinami. Pozostały teren to nie tylko ewentualne większe ryzyko dla narciarzy, ale często też, zwłaszcza na zalesionych zboczach, ostoja zwierzyny, która i tak nie ma lekko w zimie, a zmuszona do ucieczki w głębokim śniegu traci gwałtownie zapasy energii, co zmniejsza jej szanse na przeżycie do wiosny.
    Niecierpliwość zły doradca…
    Nie każdy narciarz zdaje sobie sprawę, że najgrubsza pokrywa śniegowa w Alpach tworzy się najczęściej dopiero w marcu.
    Aktualnie w Meribel po ostatnim opadzie (28. grudnia) jest zaledwie 90 cm śniegu (na górnej stacji) i ze 150 km tras czynnych jest zaledwie 50 kilometrów. Jeśli w takich warunkach śniegowych podejmuje się decyzję jazdy poza trasą, to dobrze jest się rozglądać za przeszkodami i dostosować prędkość do warunków. Sądząc po roztrzaskanym kasku i rozmiarach odniesionych obrażeń trudno sobie wyobrazić takie zachowanie słynnego kierowcy. Może te przyprószone świeżym puchem „pagórki” między trasami były szczególnie powabne? Teren powinien być mu znajomy, skoro Meribel to jego zimowa i świąteczna siedziba.

  8. 2-4 przypadki na tysiąc dni spędzonych na stoku?
    Albo na jeden dzień i tysiąc narciarzy.
    W mojej okolicy (Alpy Berneńskie) na wys. 2200 m jest aktualnie 75 cm śniegu. W pobliskim szpitalu od rana wysokie obroty. Kolejne helikoptery dostarczają połamańców już od 10 rano. A podobno najwięcej wypadków wydarza się w okolicach godziny 11 (najwięcej osób na stoku) i 15 (zmęczenie).

  9. Wypadek Schumachera to niestety zwyczajny pech. Skala problemu nie jest moim zdaniem strasznie wysoka. Ilość wypadków w przeliczeniu na liczbę jeżdżących nie jest niepokojąca.

  10. nemo
    Zależy co zaliczymy do wypadku. czy przewrotke z potłuczeniami, ale bez interwencji ratowników, czy wypadek z użyciem toboganu (helikoptera).
    Natomiast żeby zjeżdżać przez las, trzeba mieć … , nie powiem co.

  11. Jak nie ma interwencji ratowniczo-lekarskiej (dojazd do szpitala o własnych siłach czy helikopterem nie ma znaczenia) i konsekwencji finansowych dla ubezpieczyciela, to wypadku nie było i już. Do statystyki trafiają meldunki od ubezpieczycieli i szpitali. Jak się ktoś potłucze, ale plastry naklei sobie sam i następnego dnia pokuśtyka do pracy, którą będzie wykonywał w 100 procentach, to o kraksie dowie się najwyżej rodzina i koledzy z biura 😉
    Podana przeze mnie statystyka dotycząca Szwajcarii pochodzi z największej firmy ubezpieczeniowej SUVA (1,9 mln ubezpieczonych), która ubezpiecza od wypadków przy pracy, w drodze do pracy i wypadków w czasie wolnym, a także od chorób zawodowych.
    Obowiązkowo od wypadków ubezpieczeni są wszyscy pracujący, bezrobotni i zarejestrowani poszukujący pracy, razem 4 miliony osób.
    Średni koszt wypadku narciarskiego „solo” – to ponad 6 700 Fr.
    Z udziałem innej osoby (kolizja) – 8 000.

    Wypadek Schumachera to zwyczajny pech?
    Większość wypadków to zwyczajny pech czyli konsekwencja drobnego impulsu, fałszywej decyzji, lekkomyślności, braku wyobraźni, niekorzystnego zbiegu okoliczności, znalezienia się w niewłaściwym miejscu w niewłaściwym momencie…

  12. Ratownicy górscy w Szwajcarii debatują właśnie o problemie lekceważenia przez narciarzy ostrzeżeń o lawinach i zagrożeniach dla miłośnikach freeride, od świąt zginęło bowiem już 7 osób, a dzisiaj wyciągnięto z lawiny 15-letniego snowboardzistę, off-piste of course. Na szczęście jeszcze żywego.

  13. dla miłośników freeride

  14. popieram..
    dlatego lokalny guide jest niezastapiony..
    zabierze na najlepsze trasy…najlepsze lokalne restauracje..
    daje komfort i bezpieczenstwo..
    da transceiver…ma kilka extra..
    ma doswiadczenie…i wie gdzie najblizszy szpital..
    no i bawi sie na nasz koszt…
    aha …i jest drogi…

  15. Bylem w Val Thorens w grudniu i pomimo ze wiekszosc tras byla czynna to sniegu nie bylo za duzo i potym wyjezdzie narty pierwszy sezon porypane na kamieniach musialem oddac do renowacji , z reguly wypuszczalem sie do sasiednich stacji ale w tym roku sobie odpuscilem bo bylo tam kiepsko ze sniegiem i wiekszosc tras byla zamknieta

  16. To był po prostu b. nieszczęśliwy wypadek – i tyle. Nie wiemy na pewno, dlaczego M. Schumacher zjeżdżał poza szlakiem.
    PS Jaki las? Na zdjęciach z miejsca wypadku nie ma drzew.

  17. Leszku..to nic nowego..
    Tutaj..w gorach skalistych…jest oczekiwane , ze
    wiekszosc tras jest nie robiona ratrakami…
    i bedac w Alpach…ze strachu przed zatloczonymi trasami…
    zjezdzam na bok…technicznie jest to off piste…ale to nie jest
    off piste w narciarskim rozumieniu…
    mysle, zeprzed Schumacherem inni robili to samo..
    tylo mieli wiecej szczescia..

  18. Szkoda Schumachera, ale także uważam że to po prostu był jego duży pech. Gdyby to nie był ktoś znany to nawet by o tym nie mówili w tv. Takie rzeczy czasem się zdarzają. W każdej dyscyplinie sportu jest ryzyko. W jednych mniejsze a w drugich większe.

  19. Schumacher to jedno, ale podoba mi się to co Pan Krzysztof napisał w konkluzji. Chodzi mi mianowicie o bezpieczeństwo na trasach, a w zasadzie jego brak spowodowany brawurą innych użytkowników. Popularność narciarstwa rośnie w Polsce (widać to po oblężeniach stoków) i jest coraz więcej „pseudo” umiejących jeździć ludzi, którzy jeżdżą zdecydowanie zbyt agresywnie w stosunku do umiejętności. Wydaje mi się, że powinny być mandaty za brawurę.

css.php