Kaski w Austrii? Zalecane!

Dzieci poniżej 15 roku życia, chcąc jeździć na nartach czy snowboardzie w niektórych krajach związkowych Austrii powinny nałożyć kask!

Jak informuje Katarzyna Gaczorek z warszawskiego biura Austria.Info, zalecenie uprawiania sportów zimowych  w kaskach wprowadziły już Ziemia Salzburska, Karyntia, Styria, Dolna Austria, Górna Austria, Burgenland i Wiedeń.  Co ważne, dotyczy to nie tylko jazdy na nartach czy desce, ale również, na przykład, na skuterach śnieżnych, a nawet na sankach po przygotowanych trasach.

Zalecenie kierowane jest do opiekunów (rodziców, instruktorów, wychowawców na obozach zimowych itp.) – mają oni „dołożyć wszelkich starań i dopilnować”, aby podopieczni na stoku założyli kaski.

 

Prawo nie przewiduje jednak wciąż ani możliwości kontrolowania przestrzegania tego przepisu przez policję, służby ratownicze czy obsługę wyciągów, ani też kar za jego nieprzestrzeganie. Opiekun dziecka, którzy nie dopilnował obowiązku nie może zatem zostać obłożony mandatem czy inną sankcją, Dlatego właśnie można mówić jedynie o zaleceniu, a nie o obowiązku jazdy w kasku w Austrii – podkreśla z kolei Franca Maria Kobenter, szefowa polskiego oddziału Austria.Info.

Nie znaczy to, że lekceważenie zalecenia pozostanie bez konsekwencji: otóż w razie wypadku na stoku, ubezpieczyciel będzie mógł nie wypłacić odszkodowania i innych świadczeń, jeśli dziecko nie miało na głowie kasku.

Żadnych formalnych regulacji tyczących kasków nie ustanowiły natomiast jeszcze Tyrol i Vorarlberg (choć tu organizuje się rozmaite kampanie zachęcające do ich używania).

Co istotne, we wszystkich szkółkach narciarskich i wypożyczalniach sprzętu w Austrii można wypożyczyć dziecku kask albo za minimalną opłatą, albo nawet za darmo.

Jako pierwsi obowiązek nakładania kasków przez dzieci poniżej 14 roku życia podczas jazdy na nartach lub snowboardzie wprowadzili Włosi. Co więcej, za jego nieprzestrzeganie grozi tam 150 euro mandatu, który policja lub karabinierzy egzekwują od opiekunów dziecka na stoku. Kilkuletnia już praktyka pokazuje, że czynią to, by tak rzec, z należytą starannością.

Od minionej zimy na mocy ustawy o kulturze fizycznej także w Polsce „osoba uprawiająca narciarstwo lub snowboard, do ukończenia 15 roku życia, obowiązana jest używać w czasie jazdy kasków ochronnych odpowiadających właściwym warunkom technicznym”.  Za dopuszczenie do jazdy bez kasku odpowiadają  dorośli sprawujący „opiekę lub nadzór mad małoletnim” – a więc nie tylko rodzice, lecz również instruktorzy w szkółkach narciarskich czy nauczyciele podczas wyjazdów szkolnych. Za niedopilnowanie przestrzegania nakazu grozi nagana lub grzywna, orzekana w trybie kodeksu wykroczeń.

Zapis taki oznacza jednak, że łamiącymi przepis musieliby zajmować się funkcjonariusze policji. Dlatego z egzekucją mogą być kłopoty, bo patrole policyjne na polskich stokach są – w przeciwieństwie choćby właśnie do Włoch – rzadkością.

W tej sytuacji dużo skuteczniejszym rozwiązaniem byłoby zobowiązanie właścicieli wyciągów do niewpuszczania na nie dzieci bez kasków. Ta łatwa do zastosowania i bezpośrednio odczuwalna restrykcja w prosty sposób prowadziłaby do celu. Aparat państwa wkraczałby dopiero w ostateczności.