Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
W śniegu i po śniegu - Krzysztofa Burnetki zimowy styl życia, czyli góry, narty, deska… i cała reszta W śniegu i po śniegu - Krzysztofa Burnetki zimowy styl życia, czyli góry, narty, deska… i cała reszta W śniegu i po śniegu - Krzysztofa Burnetki zimowy styl życia, czyli góry, narty, deska… i cała reszta

2.02.2010
wtorek

Klimat dla sztucznego śniegu

2 lutego 2010, wtorek,

Pisałem tu ostatnio o tym, w jakich warunkach najlepiej utrzymuje się na stokach naturalny śnieg („Reklama prawdę czasem Ci powie”, 29.01.2010).  Teraz nieco o tym, co sprzyja sztucznemu naśnieżaniu – znowu m.in. na podstawie folderu informacyjnego obszaru Kitzbüheler Alpen w austriackim Tyrolu oraz rozmów z tamtejszymi snowmakerami, czyli specami od przygotowywania tras.

Naturalnie, podstawową kwestią jest odpowiedni sprzęt. Przykładowo: w Kitzbüheler Alpen, gdzie wytyczono ok. tysiąc kilometrów tras, pracuje 3440 urządzeń zaśnieżających (1360 armatek i 2080 lanc). Pozwala to poprawić warunki na 762 km nartostrad, czyli na ok. 70 proc . wszystkich tras. Niektóre ze stacji alpejskich chwalą się już zresztą możliwością pokrycia sztucznym śniegiem 100 proc. oferowanych tras.

Istotna jest również tzw. sprawność instalacji zaśnieżających. I znowu: w St. Johann In Tirol, jednym z siedmiu regionów wchodzących w skład Kitzbüheler Alpen, potrzeba tylko 60 godzin, aby wszystkie trasy obsługiwane przez armatki i lance dało się udostępnić narciarzom i snowboardzistom. Z kolei w sąsiednim regionie SkiWelt na 110 km tras wystarczają do jazdy pokrywę sztucznego śniegu można uzyskać w ciągu trzech dób.

Co ważne (zarówno dla gości, jak wizerunku stacji): dośnieżanie powinno obejmować trasy wszelkiego typu – zarówno te łatwe, jak najtrudniejsze.

Oczywiście, aby instalacje mogły systematycznie dostarczać na stoki sztuczny śnieg, trzeba dysponować odpowiednimi zapasami wody (to ona przecież jest podstawowym surowcem do jego produkcji). Nie jest to łatwe, chociażby ze względu na wysokość, skomplikowane czasem uwarunkowania geologiczne i klimatyczne (niskie temperatury) połączone z koniecznością zachowania rygorów ekologicznych. W Kitzbüheler Alpen woda gromadzona jest w 40 lokalnych zbiornikach. Łącznie mają one pojemność ponad 2,4 mln metrów sześciennych! Pozwala to na systematyczne dośnieżanie tras całego obszaru nawet przez najdłużej trwający sezon zimowy.

Kluczowe znaczenie mają oczywiście czynniki klimatyczne: temperatura i wilgotność powietrza. Za optymalne dla sztucznego dośnieżania – tak pod względem jakości wytwarzanego śniegu, jak kosztów operacji – do niedawna uchodziły temperatury poniżej – 4stopni Celsjusza oraz wilgotność nie przekraczająca 60 proc. W Alpach Kitzbühelskich w ciągu roku temperatura spada poniżej zera średnio podczas 157 dni (wedle statystyk prowadzonych od 1948 r. przez Instytut Meteorologii i Geologii w Insbrucku). Niskie temperatury panują wtedy zwykle także w nocy – a więc wtedy, gdy urządzenia zaśnieżające mogą pracować pełną parą. Ujemne temperatury przez okrągłą dobę notowane są zaś na tym obszarze aż przez 77 dni (2, 5 miesiąca!) w roku. Sprzyjająca jest również panująca tam wilgotność: ma ona zwykle taki poziom, że sztuczny śnieg ma strukturę przynajmniej zbliżoną do naturalnego.

Ostatnio jednak nowoczesne technologie pozwoliły przekroczyć nawet i tę barierę – sztuczny śnieg można już produkować w temperaturach powyżej zera i praktycznie niezależnie od wilgotności otoczenia. Wszystko dzięki tzw. SnowMaker System, powstałemu w Izraelu, a działającemu już w austriackim Pitztal i szwajcarskim Zermatt. Metodę tę szczegółowo prezentowałem tu w ub. roku („Snowmaker ratuje sytuację”, 9.10.2009).

Wiele zależy wreszcie od ludzi. Stacje Alp Kitzbühskich chwalą się sięgającą prawie stu tradycją uprawiania sportów zimowych (Klub Narciarski w Kitzbühel jest drugą historycznie taką organizacją w Austrii – powstał na początku XX stulecia) – oraz dwudziestoletnim już doświadczeniem w sztucznym dośnieżaniu. Jak zdradza Johannes Gasteiger, szef region St.Johann/ Oberndorf, swoim dwóm snowmakerom, czyli ekspertom od zaśnieżania, płaci naprawdę duże pieniądze, jest to bowiem profesja tyleż trudna, co rzadka.
Gasteiger, sam zapalony narciarz skitourowy, opowiada: „dobry fachowiec potrafi ocenić jakość sztucznego śniegu – i wprowadzić odpowiednie korekty w zaprogramowaniu armatki – nawet go nie dotykając, a tylko obserwując, jak spadające płatki zachowują się na jego kurtce”. Podobnego doświadczenia wymaga choćby wyznaczanie głębokości iniekcji, czyli głębokości, do której trzeba nasączyć śnieg na trasie wodą, by powstał trwały podkład pod kolejne jego warstwy. „Zwykle nie powinna ona przekraczać 10 cm, co pokazuje, z jaką precyzją musi być wykonany taki zabieg” – ostrzega Gasteiger.

Potem niezbędna jest odpowiednia strategia ubijania tras. Oraz pieniądze na ten cel: standardowo wyposażony ratrak kosztuje obecnie 260 tys. euro, zaś zaopatrzony w tzw. wyciągarkę (czyli mogący m.in. przygotowywać także bardziej strome stoki) – ok. 350 tys. euro. Maszyny pochłaniają przy tym 40 litrów paliwa na godzinę pracy.

Oczywiście, sztuczny śnieg, podobnie jak naturalny, dłużej utrzyma się na stokach północnych (oraz półnozachodnich i północnowschodnich), w leśnych przecinkach, gdzie jest osłonięty przed wiatrem i słońcem.

Na koniec: właśnie w wiosce Oberndorf  w regionie St. Johann in Tirol mieszkał pod koniec życia Jan Tyszkiewicz, legendarny prezenter Radia Wolna Europa, który bodaj jako pierwszy z polskich dziennikarzy przeprowadził wywiad z wielkimi światowego jazzu Ellą Fitzgerald, Louisem Armstrongiem i Duke’m Ellingtonem. Pan Jan, z którym miałem przyjemność w RWE pracować, a potem poznać go osobiście, zmarł w listopadzie ub. roku.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop
css.php