Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
W śniegu i po śniegu - Krzysztofa Burnetki zimowy styl życia, czyli góry, narty, deska… i cała reszta W śniegu i po śniegu - Krzysztofa Burnetki zimowy styl życia, czyli góry, narty, deska… i cała reszta W śniegu i po śniegu - Krzysztofa Burnetki zimowy styl życia, czyli góry, narty, deska… i cała reszta

10.02.2011
czwartek

ISPO, czyli sprzęt na przyszły już sezon

10 lutego 2011, czwartek,

Gigantyczne monachijskie targi ISPO to miejsce, w którym już w lutym można się przekonać na czym, w czym i z czym będziemy jeździć na nartach i snowboardzie w… przyszłym sezonie. A że akurat byłem w tym tygodniu w stolicy Bawarii, nie mogłem nie skorzystać z okazji do poznania sprzętowych nowinek 2011/12.

Zacznijmy od nart. Tu bezapelacyjnie króluje rocker. O tej rewolucyjnej konstrukcji już tu pisałem („Rocker dobry na wszystko I”, 29 listopada 2010 r. oraz „Rocker dobry na wszystko II”, 1 grudnia 2010 r.). Na ISPO widać jednak wyraźnie, że nie ma dziś kolekcji liczących się marek bez modeli z rockerem – czyli, upraszczając, z wcześniej niż dotąd uniesionymi dziobem oraz przednią (a czasem i końcową) częścią narty przy równocześnie nie tak silnym jak w minionych latach jej taliowaniu.

Tyczy to nie tylko sprzętu do jazdy puchu czy off piste (bo to w tym segmencie narodziła się rewolucyjna konstrukcja), ale także nart na przygotowane trasy. Rocker stosowany jest przy tym w nartach na każdy poziom zaawansowania – od tych przeznaczonych dla początkujących po kierowane do ekspertów.
Powód jest prosty: w każdym przypadku pozwala łatwiej manewrować nartami – nie tylko zresztą w śniegu głębokim lub mokrym, ale także w zmiennych warunkach (najczęściej przecież spotykanych). A że równocześnie sprawdza się na twardym podłożu, więc niektóre firmy wprowadzają rockera – oczywiście stosownie zmodyfikowanego – w niektórych modelach race’owych.

Ba, okazuje się, że rocker wciąż się rozwija. Dowodem przyznana podczas targów nagroda ISPO European Ski Award w kategorii Hardware Ski: fachowe jury uhonorowało nią firmę Blizzard za narty nazwane „Cochise”.

Narty Blizzard Cochise  – laureat ISPO European Ski Award 2011

Ekspertów zachwyciła zwłaszcza zastosowana w nich tzw. Flip Core Technology, którą sami autorzy nazwali „naturalnym rockerem”. Jak tłumaczył mi Thomas Rakuscha, szef marketingu grupy Blizzard/Tecnica, innowacja polega, znowu upraszczając, na… odwróceniu drewnianego rdzenia narty w części pod butem. Dzięki temu, inaczej niż do tej pory, górna płaszczyzna w tym miejscu jest płaska, spód zaś –wygięty. Równocześnie w naturalny sposób – bez konieczności sztucznego profilowania – uniesione są dziobowa i tylnia część narty. Jako rdzenia użyto bambusa, co pozwoliło zmniejszyć wagę modelu.

Narty Cochise mają aż 108 mm szerokości „pod butem” i przeznaczone są oczywiście głównie do jazdy poza przygotowanymi trasami. Jednakże bambusowy rdzeń otacza podwójna warstwa tytanu, co – wedle inżynierów Blizzarda ale i, jak się okazuje, ekspertów ISPO – zapewnia doskonałą stabilność i precyzję sterowania w skręcie.

Flip Core/Natural Rocker Shape można będzie spotkać, oprócz zwycięskiego Cochise, także w 4 innych modelach nowej linii Blizzard Free Mountain. Są wśród nich jednak także narty jak na klasę freeride’ową stosunkowo wąskie, bo mające „pod butem” 88 mm . Niewykluczone zatem, że rychło pomysł znajdzie zastosowanie również w konstrukcjach przeznaczonych do jazdy po wyratrakowanych trasach.

Na tegorocznych ISPO swoje produkty pokazało 2000 firm. Naturalnie mogłem obejrzeć jedynie niewielki wycinek ekspozycji. Ale i tak będzie o czym pisać. Bo innowacji czy też zmian tendencji w narciarskiej branży jest wciąż mnóstwo.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 10

Dodaj komentarz »
  1. Panie Krzysztofie, czy pamieta Pan takie narty jak „Rysy” ? Były to chyba pierwsze polskie plastiki, to znaczy drewniany rdzeń od spodu pokryty plastikiem. Na ty jeździć to była dopiero sztuka, a mnie sie udało zjechać z Szyndzielni aż na dól. To były czasy.

  2. „Rysy” pamiętam, choć sam na nich nie jeździłem. Teraz zdałem sobie sprawę, że nie pamiętam, jak nazywały się moje pierwsze narty, jeszcze dziecięce – choć wiem, że były w całości drewniane (i ze skórzanymi paskami w roli wiązań). Potem miałem jakieś podobne do „Rysów” właśnie: z drewna, ale plastikowym ślizgiem i krawędziami z kawałków blachy przykręcanych do spodu narty śrubkami. A potem miałem Epoxy 1200 – już w pełni sztuczne :). A na wszystkich dało się jeździć – najpierw z Kopca Kościuszki, potem z Jaworzyny Krynickiej, Śnieżnicy, Gubałówki i Kasprowego. To były czasy.

  3. Byly takze „kasprowy wierch”. Drewniane, ale klejone i ze slizgiem plastikowym. Plastik byl koloru rozowego i mial to do siebie, ze smar jego sie nie trzymal i zeslizgujac sie ztrzymywal sie w duzych ilosciach tam, gdzie bylo najmniej tarcia.
    Mialem Rysy, ale po krotkim czasie zrobily sie z nich smigla. Tak sie wypaczyly.
    Potem byly „rysy” kratki, metalowe. Mialy w okolicy dziobu szachownice. Po pewnym czasie zaczely sie pod ta kratka rozklejac. Ale zjechalem na nich, i to nie raz, trasa zjazdowa w Szczyrku.
    Ech, gdzie te czasy.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Jeszcze kilka słów o ‚rocker skis’ – narty te powstały głównie po to aby dać sobie rade z lokalnymi warunkami w rejonie Seattle (siedziba K2 jest na jednej z okolicznych wysp, Vashon Island), Vancouver (Whistler) i na Alasce.

    Rocker skis bardzo dobrze sprawdzaja sie na nie-wyratrakowanej nawierzchni, czyli większości okolicznych terenów narciarskich. Bardzo popularne jest tez tzw. back-country skiing, czyli jazda w dzikim terenie.

    W Europie wiekszosc stokow jest przygotowana bardzo dobrze, w USA to rzadkosc.

    K2 zapoczątkowało trend, McConkey kontrybuował nartami Pontoon, później Seth Morrison stworzył K2 Obsethed, w tym samym czasie K2 jeszcze wypuściło Hellbent’y. Modele te nie były dostępne w Europie, ale w USA zrobiły kariere już około 5 lat temu.

    pozdrawiam

  6. Z drewna, zielone, z przykręcanymi krawędziami – to chyba były „Regle 28”. O ile dobrze pamiętam nazwę, ale chyba tak – wszak byłem sparaliżowanym z przerażenia czterolatkiem,gdy wpatrywałem się w laminat, bo lina wyrwirączki w Zawoi zaczęła mi piłować moje pierwsze narty z krawędziami. Lina wyrwirączki z „kluczem” na kaucję – a teraz jakieś karty chipowe….

  7. Szczytem szyku ,w końcu lat pięcdziesiątych,moich maturalnych,były ZUBKI ,hickorowe ze ślizgiem z żółtego plastiku.Z zakopiańskiego warsztatu pana Zubka.
    Ekskluzywne bo nieliczne.Pozdrawiam

  8. Tak, te moje pierwsze z krawędziami faktycznie nazywały się Regle! Dzięki za przypomnienie. Ale jaki miały kolor, nie pamiętam. Pamiętam za to wyrwirączki – pierwszy mój wyciąg na Wesołej Polanie na Woli Justowskiej w Krakowie, a potem nad schroniskiem na Jaworzynie Krynickiej. Zamiast haka-klucza-zaczepu wygodniej było używać rękawiczki, tyle że po paru wyjazdach była dziurawa. Wtedy brało się drugą i… jeździło dalej, nie bacząć na pewną awanturę w domu :).

  9. Do tych Rysów, o których wspomniałem na początku, miałem piękne skórane , czarne buty z malutkimi klamrami. Niestety nazwy nie pamiętam. A po Rysach przyszły Epxy, podobnie jak u Redaktora i w połowie lat osiemdziesiątych odkupiłem od pewnego górnika prawdziwe Dynastary. Gornicy mogli je kupować w swoich specjalnych sklepach za przepracowane soboty i niedziele. Podobnie górnicy ze Zjednoczenia Gliwickiego jeździli w Szczyrku na orczykach poza kolejnościa, tzn było dla nich osobne wejście i nie musieli godziny stać. Ale w drugiej połowie lat siedemdziesiątych i na początku osiemdziesiątych były takie dwa dni w sezonie, kiedy można było w Szczyrku pojeździć bez czekania. Były to pierwszy dzięN świąt i Nowy Rok. Zawsze wtedy jechaliśmy na narty. Również jak drogę na Salmopol zasypało i była praktycznie nieprzejezdna, brat siadał za kierownicę Malucha, a ja z bratową wskakiwaliśmy na tylny zderzak i jechało się na Pośredni , gdzie były pustki.
    Te czasy już nie wrócą, niestety.

  10. Sam pamiętam w sklepie na tzw. linii AB krakowskiego Rynku niebieskie Fischery – ale cena była niebotyczna. To musiał być przełom lat 70. i 80. ub. wieku (zawsze mnie śmieszy konieczność tego doprecyzowania :). A moje pierwsze zachodnie narty to czerwone Atomic ARC z tworzywem Pitex 4000 na spodach – uchodzącym za dające doskonały poślizg a równocześnie twarde (więc wytrzymałe na zarysowania). Zresztą kiedy jesienią ub. roku zwiedzałem fabrykę słynnych szwajcarskich Stoeckli, to okazało się, że Pitex używany jest do dziś! W poszukiwaniu tych czerwonych Atomików musiałem zresztą objechać Wadowice, Andrychów, Suchą Beskidzką – bo nie wiadomo dlaczego tam bywały, a w Krakowie nie. W końcu kupiłem je w takim sklepie typu GS… Stały obok octu i ścierek. Miały 195 cm (a więc zasada wyciągniętej ręki w mioarę została zachowana :)). Przymocowałem do nich słynne Salomony 747. Tu też zresztą byłą przygoda: najpier w składnicy harcerskiej na rynku sprzedano mi model zawodniczy o gigantycznie wysokiej skali wypięcia i w serwicie p. Witolda Lercela słusznie odmówiono mi ich zamontowania. Musiałem szukać więc „niższego” modelu.
    Ale ten zestaw spisywał się latami znakomicie. Choć do dziś nie wiem, jak mieściłem się na takich nartach między garbami na Goryczkowej.
    A jazdę na zderzaku malucha też uprawiałem – tyle że przy podjeździ do dolnej stacji wyciągu na Śnieżnicę w Kasinie Wielkiej. Jakoś tymi maluchami, na letnich oponach oczywiście, się dojeżdżało w te góry… A zimy też były srogie w tych latach.
    Ale jeśli tęsknię za tymi czasami, to tylko jako okresem rozmaitych tego rodzaju młodzieńczych przygód. Bo poza tym – górami, grupą przyjaciół, muzyką, ksiązkami drukwoanymi małymi literami – dominowała jednak komunistyczna szarość i smutek.

  11. Szanowny panie Redaktorze,
    nostalgia mila rzecz – pokazuje nam tez, ze sie starzejemy. Przy okazji porownywania sprzetu i ocenianiu jego rozwoju mozna tez mowic o rozwoju „materialu”, jak mowia Austriacy -korzysciach i czasem niemilych konsekwencjach.
    Przy calosci nowinek i ogromnego postepu:
    1. jezdzi sie szybciej i bezpieczniej
    2. wsrod urazow dominuja obecnie uszkodzenia glowy (helm!) i niestety stawu kolanoweg. O ile „latwo i wdziecznie” sie operowalo i rehabilitowalo stawy skokowe, to obecnie wysokie buty powoduja torsje w kolanie, urazy sa skomplikowane, dlugotrwale i ich leczenie jest drogie – czesto oznaczaja one koniec przyjemnosci narciarskich
    3.z przyjemnoscia widzi sie wielu rodakow w Alpach i nie tylko; typowe zachowania to jezdzenie parami albo w grupach wielopokoleniowych – latwo rozpoznac z daleka, na dobrym i zadbanym sprzecie. A pewnie rodakow jezdzacych indywidualnie nie mozna rozpoznac – bo i jak.
    Pozdrowienia

css.php