Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
W śniegu i po śniegu - Krzysztofa Burnetki zimowy styl życia, czyli góry, narty, deska… i cała reszta W śniegu i po śniegu - Krzysztofa Burnetki zimowy styl życia, czyli góry, narty, deska… i cała reszta W śniegu i po śniegu - Krzysztofa Burnetki zimowy styl życia, czyli góry, narty, deska… i cała reszta

31.10.2012
środa

Rocker na Tuxie

31 października 2012, środa,

Akcję promującą technologię „rocker” zorganizował w miniony weekend na lodowcu Hintertux Intersport Polska i Salomon. Można było wypróbować ponad 150 modeli z tegorocznych kolekcji ośmiu wiodących firm.

Jedna z grup testerów Intersport Polska, Hintertux 2012

O historii tej rewolucyjnej zmiany w konstrukcji nart (co najmniej na miarę wprowadzenia stalowych krawędzi i tzw. carvingów) już tu kilkakrotnie pisałem m.in. („Rocker dobry na wszystko” 29 listopada 2010 r. oraz „Rocker dobry na wszystko II” 1 grudnia 2010 r.).

Przypomnijmy tylko: narty carvingowe sprawdzają się na szerokich, przygotowanych zboczach, ale… tylko tam, a i to nie zawsze. Tymczasem idealne warunki zdarzają się rzadko. Rano wyratrakowane trasy są zmrożone. Potem zdarza się chwila tzw. Sztruksu, lecz rychło pojawiają się garby lub obszary lodu albo też śnieg staje się mokry. Gdy mocno pada, na nartostradzie jeździ się w głębokim śniegu. Wreszcie: każdy narciarz ma ochotę spróbować puchu.

Wyjściem okazał się rocker. Narta wykorzystująca tę technologię jest i skrętna, i stabilna. Jest dłuższa niż carvingowa, ale uniesione dużo wcześniej niż dotąd dzioby powodują, że gdy leży na śniegu, przylega doń tylko we fragmencie. W modelach do jazdy w puchu – w 40 proc. W uniwersalnych (grupa all mountain) – w 60 proc. A w tych na przygotowane trasy – w 90 proc. De facto jest więc… krótsza niż w rzeczywistości. To sprawia, że nawet początkującym łatwo wykonać skręt.

Gdy zaś ktoś potrafi jeździć na krawędziach, obszar docisku do śniegu znacząco się wydłuża i sięga niekiedy całej ich długości. To gwarantuje stabilność na twardym podłożu.

Wreszcie kiedy narty z rockerem znajdą się w puchu czy miękkim śniegu, uniesiony dziób oraz duża powierzchnia ślizgu utrzymują je na powierzchni.

Nic dziwnego, że rocker z rewolucji stał się standardem. Do swoich kolekcji takie narty wprowadziły już wszystkie znaczące firmy (niektóre także do nart z grupy race).

Testowaniu wszechstronności rockera na Hintertux sprzyjała – prócz olbrzymiej gamy modeli do wypróbowania – także pogoda. Otóż początkowo nawet powyżej 3000 m n.p.m. śniegu było bardzo mało, trasy więc były twarde, ze sporymi partiami lodu. Potem zaczęło z lekka popadywać – warunki na trasach były więc mocno zróżnicowane. W niedzielę sypało już na całego – i można było wreszcie spróbować rockera w ok. 40 cm warstwie puchu.

Karolina Riemen

Dodatkową atrakcją była możliwość pojeżdżenia w towarzystwie Karoliny Riemen, najlepszej w kraju narciarki skicrossowej (w minionym sezonie dwa piąte miejsca w zawodach rangi Pucharu Świata, reprezentantki Polski na igrzyskach w Vancouver, a najpewniej także na najbliższe zimowe igrzyska Soczi).  Co więcej, cierpliwie tłumaczyła ona zasady działania rockera w zależności od używanej techniki jazdy i korygowała błędy („Zostawia pan nieco dolną nartę. Trzeba mocniej cisnąć”).

Autor na rockerowych Salomonach BBR (Hochzeiger, grudzień 2010) (fot. Dariusz Urbanowicz)

O korzyściach z rockera w jeździe poza trasami opowiadał też Andrzej Osuchowski, jeden z czołowych w Polsce freeriderów. Zauważył m.in., że szerokie i długie narty z rockerem umożliwiają wytyczanie własnych „linii” w puchu dużo większej niż dotąd grupie narciarzy. Podczas zjazdu nawet w bardzo głębokim śniegu narciarz nie musi już – jak do niedawna – obciążać tyłów nart, by dzioby nie zapadły się pod powierzchnię. Teraz może jechać w naturalnej, niemal takiej jak na przygotowanej trasie, pozycji – a ta i ułatwia manewrowanie, i jest mniej męcząca.

O tym, które narty wzbudziły wśród uczestników testów największy entuzjazm, już wkrótce.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 0

Dodaj komentarz »
  1. Na zdjeciu widac szeroko prowadzone rece. Ja tez tak jezdze. Jednak w zeszlym sezonie podpatrzylem cos dziwnego. Bylo to na zjezdzie The Face w Heavenly. Poza Mott Canyon jest to prawde mowiac jedyny zjazd wart uwagi w tym osrodku. Warunki byly trudne, bo w zeszlym sezonie przyplatala sie la Ninja i bylo malo sniegu. Ale troche popadalo i bylo odrobine puchu na sporych muldach. Jezdzac tak jak Autor na zdjeciu mialem pewne problemy z rownowaga. Az tu zobaczylem mlodego panicza, ktory demonstrowal technike mlodej panience. Mial wyciagniete do przodu rece, w ogole nie uzywal kijkow, i pokazywal wlasciwa prace nog z pewna przesada. Szlo mu znakomicie. Natychmiast wyciagnalem rece do przodu i prawie zetknalem dlonie. I rzeczywiscie, rownowaga sie poprawila. Od tego momentu uwazam, zeby trzymac rece nie tak szeroko, jak na fotografii, tylko znacznie weziej. Kijkow oczywiscie uzywam, bo niestety nie ma w poblizu panienki do uczenia, wiec czuje sie zwolniony. Przypuszczam, ze waskie prowadzenie dloni to pomaga lepiej ulozyc postawe.
    .
    A poza tym mi sie wydaje, ze ja tutaj zachwalalem rockera jako jeden z pierwszych, moze nawet przed Autorem. A jesli nawet nie, to i tak sobie przypisze te zasluge, jak to jest w zwyczaju w polityce.
    .
    Klaniam sie uprzejmie i znikam, bo zaraz sie pojawi niejaki Jasio. Niestety nie moge napisac „do widzenia”. W tym sezonie rozwazalismy wyjazd do Zermatt, ale cena jest dwa razy wieksza od wyjazdu powiedzmy do Whistler. Wiec jednak pozostane po przeciwnej stronie Atlantyku. Zycze milych zjazdow i prosze pozdrowic pania Karoline, ktorej nie znam osobiscie, a bardzo chcialbym na podstawie fotografii.

  2. Patent z rękami wypróbuję – za jakieś dwa tygodnie jadę na lodowiec Pitztal, więc będzie okazja. I oczywiście będzie to wersja z kijkami :). A co do Zermatt mam radę: dużo tańsze noclegi (choć oczywiście w nieco niższym standardzie) można znaleźć po drugiej stronie grani (i granicy) czyli we włoskiej Cervinii. Mattrehorn wprawdzie z tamtej strony nie robi tak imponującego wrażenia, jak od Zermatt właśnie, ale na ten sam karnet można jeździć i tu, i tu. Tańsze są też posiłki, a kawa lepsza. O nartach pod Matterhornem pisałem sporo i tu http://narty.blog.polityka.pl/2012/01/10/matterhorn-czyli-polak-szwajcar-dwa-bratanki/
    i na podstronie „Odkryj Szwajcarię”:
    http://www.polityka.pl/odkryjszwajcarie/podroze/1523643,1,dzien-5-lodowcowy-raj-pod-matterhorn.read
    oraz
    http://www.polityka.pl/odkryjszwajcarie/podroze/1523521,1,dzien-4-narciarska-mekka-u-stop-matterhornu.read
    i wreszcie
    http://www.polityka.pl/odkryjszwajcarie/podroze/1523287,1,dzien-3-u-stop-matterhorn.read
    O fascynującej historii samej wsi (bo tak miejscowi mówią o Zermatt) pisałem też z papierowej Polityce.
    I faktycznie: rocker przybył tu zza oceanu za Pana sprawą (pamiętam te zdjęcia i opisy:)).
    Pozdrawiam i czekam na kolejne wieści
    PS. A Karolina często bywa w górach Ameryki

css.php