Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
W śniegu i po śniegu - Krzysztofa Burnetki zimowy styl życia, czyli góry, narty, deska… i cała reszta W śniegu i po śniegu - Krzysztofa Burnetki zimowy styl życia, czyli góry, narty, deska… i cała reszta W śniegu i po śniegu - Krzysztofa Burnetki zimowy styl życia, czyli góry, narty, deska… i cała reszta

1.12.2010
środa

Rocker dobry na wszystko (II)

1 grudnia 2010, środa,

W sieciach Sport 2000 i Intersport tylko 40 proc. oferowanych w tym sezonie nart to tradycyjne karvingi. Reszta, czyli ok. 60 proc., to „rockery”.

Sam pierwszy raz skorzystałem z nart z tą technologią (jej historia i szczegółowy opis w „Rocker dobry na wszystko (I)”, 29 listopada 2010 r. ) w czerwcu na lodowcu w Maso Corto w Południowym Tyrolu. Warunki były akurat fatalne: nawet powyżej 3000 m n.p.m. lało jak z cebra. Śnieg był ciężki i mokry, a wyratrakowany stok szybko został przeorany przez narciarzy. Jednak oparte o technologię „rocker” K2 Rictor, następcy słynnych Apache, spisywały się doskonale.

K2 – zgodnie z hasłem „Rocker is not just for powder” – wprowadziła już tę konstrukcję w większości swoich modeli. Są więc narty „powder rocker”, ale też „speed rocker” (na twardy i zmrożony śnieg), „all terain rocker” (najbardziej uniwersalne), „catch free rocker” (dla początkujących i średnio zaawansowanych) czy „jib rocker” (dla zwolenników snowparków).

Technologia „rocker” w najbardziej uniwersalnych nartach all terain

Shane McConkey, odkrywca „rockera”, tuż przed tragiczną śmiercią (zginął w marcu ub. roku w Dolomitach podczas kręcenia kolejnego filmu narciarskiego) trafnie więc przepowiadał, że „DNA rockera znajdzie się także w cywilnych nartach dla wszystkich”.

Faktycznie: kolejne firmy – Salomon, Atomic, Elan itd. – zaczęły wprowadzać technologię „rocker” także w nartach grupy „all mountain”, przeznaczonych dla „zwykłych” narciarzy. Niektórzy tylko nazywają ją inaczej…

Ba, po „rockera” sięgają nawet prestiżowe, ale uchodzące za nader konserwatywne – w dobrym sensie tego słowa – marki. Dowodem szwajcarska Stöckli (jej narty wytwarzane są niemal ręcznie i to tylko – z założenia – w ilości 50 tys. sztuk rocznie). Kiedy niedawno miałem okazję zwiedzać fabrykę Stöckli w Malters, oprowadzający niemal w tajemnicy pokazywał prototyp nart ze znakiem Stöckli na sezon 2011/12, których dzioby też były uniesione nieco wcześniej niż w dotychczasowych modelach.

Piotr Gąsiorowski, cytowany już w poprzedniej nocie świetny freeride’owiec i znawca technologii sprzętu sportowego, ma jednak na to wytłumaczenie: – Wystarczy przyjrzeć się deskom używanym przez pionierów narciarstwa na początku XX wieku. Przecież one też miały wcześnie uniesione dzioby… Czyli już wtedy były rockery.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop
css.php