Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
W śniegu i po śniegu - Krzysztofa Burnetki zimowy styl życia, czyli góry, narty, deska… i cała reszta W śniegu i po śniegu - Krzysztofa Burnetki zimowy styl życia, czyli góry, narty, deska… i cała reszta W śniegu i po śniegu - Krzysztofa Burnetki zimowy styl życia, czyli góry, narty, deska… i cała reszta

6.09.2013
piątek

Jeździć da się (prawie) wszędzie

6 września 2013, piątek,

Chcemy udowodnić, że nawet w bardzo wysokich górach da się jeździć na nartach – tak o celu przedsięwzięcia „Hic sunt leones”, które polegać ma na zjazdach z najwyższych szczytów Ziemi, mówił mi znakomity polski skialpinista Andrzej Bargiel. W czwartek razem z trzema towarzyszami wyleciał z podkrakowskich Balic (via Helsinki) w Himalaje na pierwszą z planowanej serii wypraw.

Jędrek Bargiel podczas wyprawy na Manaslu

W ostatni weekend Jędrek tak opowiadał mi w Zakopanem o kulisach pomysłu:

Myślałem o tym od dawna – od startu w biegu na Elbrus w 2010 roku, kiedy przekonałem się, że mój organizm dobrze znosi duże wysokości. Tam jest przecież ponad 5600 m n.p.m. – i okazało się, że mogę się na nich wcale szybko poruszać. A że moim ulubionym sportem od dziecka były narty, więc stwierdziłem, że fajnie byłoby jeździć w takich górach na nartach.

Dwa lata później pojechałem na Manaslu w ramach programu Polski Himalaizm Zimowy.

Manaslu zimą

Była to wyprawa dla zdobycia doświadczenia w najwyższych już górach – bo to przecież ósmy szczyt świata. Nie wiedziałem, czy narty są tam realne. Zwłaszcza zimą z racji silnego wiatru i wszechobecnego lodu wydaje się to praktycznie niemożliwe. Ale nawet wtedy udało mi się kilkakrotnie je założyć i sporo pojeździłem w puchu, bo akurat w ciągu miesiąca spadło… 6 metrów śniegu.

Obóz polskiej wyprawy na Manaslu po jednym z opadów

Ale też z tego powodu nie weszliśmy wówczas na szczyt. W ekipie tylko ja miałem narty, a pozostali musieli brnąć w tym śniegu na butach i w efekcie atak skończył się na poziomie 7600 m n.p.m. Ale ja właśnie z tej wysokości sobie zjechałem – co też było spełnieniem jakiegoś marzenia.

Jędrek Bargiel w puchu Manaslu

Czy jest jakaś różnica między jazdą w puchu w Tatrach czy Alpach, a w puchu na 7000 m w Himalajach? Głównym problemem jest oczywiście konieczność aklimatyzacji oraz mniej tlenu. Masz mniej siły, wolniej się poruszasz, a w efekcie nie jeździsz na takim luzie, jak na mniejszych wysokościach. Tam trzeba miarkować wysiłek, więc i jeździć trochę ostrożniej: stopniować sobie tempo zjazdu i skalę trudności. Ale po dobrej aklimatyzacji można w końcu pojechać szybko. Bo śnieg jest rewelacyjny – jeśli są duże mrozy, to jest nadzwyczaj puszysty, bo jest zwykle niska wilgotność. Jedyny kłopot w tym, że podczas dnia operuje mocno słońce – można poruszać się w koszulce z krótkim rękawem. A równocześnie noce są zimne. Jeśli więc na bieżąco nie dosypuje, to robi się szreń i przestaje być przyjemnie.

Najważniejsze jednak, że nawet na takich wysokościach da się jeździć.

O koncepcji logistycznej wyprawy pisałem w poprzedniej nocie („Na nartach z ośmiotysięczników – czyli wielki plan Jędrka Bargiela”, 2 września b.r.). A ciąg dalszy opowieści Jędrka nastąpi. Podobnie jak relacje z Shishapangmy (8013 m. n. p. m.), bo to właśnie na nią zamierzają wyjść, a potem z niej zjechać uczestnicy „Hic sunt leones” I.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 0

Dodaj komentarz »
  1. Szacunek Panowie ode mnie sto procent! Podziwiam ludzi, którzy łamią bariery, przesuwają granicę niemożliwości. Sam osobiście lubię jeździć na nartach! Często jeżdżę free ride. Niemniej w życiu nie odważyłbym się zjechać z Elbrusa! No chyba że za parę lat będę się czuł naprawdę mocny. Jeszcze raz najlepszego i powodzenia!

css.php